Odnalazły bandytę dzięki Facebookowi

 Być może policja do dziś szukałaby bandyty, który pociął stłuczoną butelką twarze dwóch młodych kobiet. Ofiary napadu postanowiły jednak wziąć sprawę w swoje ręce, i zamieściły na Facebooku film z zajścia. Efekt był natychmiastowy.

 Była sobota, 1 kwietnia tego roku. Dla 18-letniej Elwiry i 24-letniej Anny, mieszkanek Sosnowca, ten dzień nie zaczął się najlepiej. Wraz z koleżanką i dwoma kolegami, wracały o 3.30 nad ranem z klubu na dworzec autobusowy przy ul. Piotra Skargi w Katowicach. Skąd odjeżdżał autobus w kierunku Sosnowca. Gdy piątka rozbawionych przyjaciół zbliżała się do dworca autobusowego, 26-letni Sebastian K., mieszkaniec Siemianowic Śląskich, przebywał nieopodal w barze z kebabem. Pił wraz z dwoma swymi kompanami: 26-letnim Dawidem D. z Siemianowic Śląskich i 20-letnim Adrianem O. z Piekar Śląskich. Bar pracował na okrągło, przez całą dobę, pili więc bez umiaru. I ciągle im było za mało. W końcu opuścili lokal.

Sebastian K. zabrał napoczęty kawałek kebabu i niedopitą przez butelkę z piwem, po czym ruszył w kierunku dworca autobusowego. Wtedy spostrzegł trzy młode kobiety w towarzystwie dwóch mężczyzn, którzy głośno o czymś rozmawiali. Wyraźnie go to podenerwowało, i chwiejąc się na  nogach postanowił podejść do rozbawionej piątki. Za nim szli jego dwaj kompani.

Zaatakował „tulipanem”

O tej porze było jeszcze ciemno na dworze, i nikt nie zwrócił uwagi na trzech podchmielonych mężczyzn. Po autobusowym placu snuło się jeszcze parę osób.

Roześmiana i rozbawiona twarz Elwiry prowokowała zbliżającego się do niej Sebastiana K. Gdy znalazł się w pobliżu 18 latki, wyrzucił napoczęty kebab i niespodziewanie przyskoczył do kobiety, chwytając kompletnie zaskoczoną  18-latkę za rękę. Przestraszyła się.

W lewej dłoni trzymał butelkę z niedopitym piwem.

– Chodź ze mną – krzyknął.

Lecz wyrwała mu się, wołając: – Co ty robisz!

Zbulwersowani zachowaniem Sebastiana K., i równie zaskoczeni, jak Elwira, pozostali uczestnicy zabawy w klubie ruszyli kobiecie z pomocą, doskakując do pijanego Sebastiana K. i jego kompanów, którzy zaatakowali Annę.

Wywiązała się szamotanina, podczas której ze strony napastników posypały się wulgarne i obraźliwe epitety. Robiło się niebezpiecznie, gdyż rozjuszony Sebastian K. rozbił o bruk butelkę z piwem i roztrzaskaną, dolną jej częścią, tzw. „tulipana”, natarł na broniących kobiety mężczyzn. Elwira i Anna, widząc na co się zanosi, wskoczyły odważnie w sam środek szamotaniny, próbując w ten sposób rozdzielić walczących.

Nikt z obecnych pasażerów na placu autobusowym nie ruszył z pomocą.

W pewnym momencie Sebastian K. uniósł trzymaną w dłoni część roztrzaskanej butelki, i uderzył nią Elwirę w twarz. Z prawego policzka kobiety trysnęła krew. Kolejnym ruchem ręki natarł na Annę, raniąc roztrzaskaną butelką jej podbródek. Obie ofiary zaczęły krzyczeć, obficie przy tym brocząc krwią. Wtedy Sebastian K. wraz z kompanami uciekli.

Wezwano policję i pogotowie.

W martwym punkcie

Sosnowiczanki odwieziono do szpitala, gdzie zostały opatrzone. Jednej zszyto rozcięty mocno policzek, drugiej niemniej rozharataną butelką brodę.

– Blizny jednak pozostaną – mówią załamane dziewczyny.

– Policja zabezpieczyła monitoring baru z kebabem, w którym znajdowali się sprawcy, w tym główny podejrzany, Sebastian K. – mówiła komisarz Aneta Orman oficer prasowy katowickiej policji.

Przy przystanku autobusowym, gdzie stali młodzi ludzie, nie było monitoringu, a twarze napastników na zabezpieczonym przez policję monitoringu baru z kebabem, w tym twarz Sebastiana K., były kiepskiej jakości. Nie było można na ich podstawie ustalić tożsamości sprawców zdarzenia.

Nagrania z baru przekazano do ościennych jednostek, aby pomogły. Dni jednak mijały, a poszukiwania trzech napastników trwały i nie zanosiło się na szybkie zakończenie sprawy. Apelowano, aby zgłaszali się świadkowie. Podawano do publicznej wiadomości numery telefonów do dyżurnego katowickiej komendy i do Wydziału do Walki z Przestępczością Przeciwko Życiu i Zdrowiu Komendy Policji w Katowicach.

I chociaż zgłaszali się świadkowie, sprawa tkwiła w miejscu.

Znalazły bandytę

– Bierzemy sprawę we własne ręce – oświadczyły w końcu Elwira i Anna, i opublikowały na Facebooku, zabezpieczone przez policjantów, nagranie z baru z kebabem. Nie trzeba było długo czekać na odzew.  Był niemal natychmiastowy. Odpowiedział świadek, który sfilmował zajście, a do tej pory pozostawał anonimowy.

Oficer prasowy katowickiej policji przyznała, że sprawa ruszyła z miejsca dopiero wtedy, gdy policja otrzymała od internautki nagranie z telefonu komórkowego, na którym widnieje wyraźny zapis twarzy napastnika: – Od kolegów z komendy w Siemianowicach Śląskich otrzymaliśmy jeszcze informację, iż na zdjęciach z aparatu komórkowego może znajdować się mężczyzna, który przebywa aktualnie w zakładzie karnym w Herbach.

Nie było więc problemu ze ściągnięciem Sebastiana K. na przesłuchanie. 24 maja znalazł się w katowickiej komendzie policji i został natychmiast rozpoznany przez uczestników zdarzenia oraz świadków. Nie przyznawał się jednak do winy. Po czym odwieziono go z powrotem do zakładu karnego.

Zastanawiano się jednak, jak to możliwe, że poszukiwany za napad siedział równocześnie w areszcie. Sprawa się szybko wyjaśniła.

– Sebastian K. odpowiada za kradzież z włamaniem, za które został tymczasowo aresztowany – dodaje Krystian Kudela, zastępca Prokuratora Rejonowego z Myszkowie. – Pomiędzy 20 kwietniem a 3 majem tego roku, czyli już po napadzie na dwie kobiety w Katowicach, włamał się na budowę domu mieszkalnego w Markowicach. Wyważył drzwi w budynku i splądrował jego wnętrze. Zerwał kłódkę, wybił szybę i dostał się do pomieszczeń gospodarczych. Kradł stamtąd, co popadło. Wszelkie urządzenia techniczne, narzędzia, elektronarzędzia, koła z felgami, a nawet drabinę i odzież roboczą. Nakradł tego na sumę ponad 35 tysięcy złotych. Nie przyznawał się do kradzieży. W jego odnalezieniu pomógł monitoring na budowie. Potem dopiero ukazało się nagranie z nim na Facebooku.

 Pozytywny przeciek

Pozostaje jednak pytanie, w jaki sposób zabezpieczone przez policję nagrania trafiły w ręce Elwiry i Anny?

Na upublicznienie tego rodzaju nagrań, czyli danych wizerunkowych, potrzebna jest zgoda prokuratury. Lokalna prasa podawała, iż prokuratura nie wyrażała zgody na upublicznienie wizerunku trzech osób podejrzanych o napad. Chociaż, jak informowano, również policja zwracała się do prokuratury z prośbą o upublicznienie wizerunku Sebastiana K.

fot 2
Annie ( z lewej) bandyta rozharatał butelką brodę. Elwirze mocno rozciął policzek/ fot. Dziennik Zachodni

Prokuratura odniosła się  to tych informacji, jakoby nie wydała zgody policji na publikowanie nagrania z monitoringu baru z kebabem: – O postępowaniu prowadzonym w sprawie tych dwóch pokrzywdzonych kobiet prokurator dowiedział się dopiero 23 maja 2017 roku, kiedy policja przesłała akta do Prokuratury Rejonowej Katowice – Północ w Katowicach, wraz z wnioskiem o wydanie zgody na publikację wizerunku sprawcy – informuje Marta Zawada-Dybek. – Wniosek ten stał się więc bezprzedmiotowy, ponieważ  w tym samym czasie ustalona została tożsamość i miejsce pobytu Sebastiana K.  Nie są więc prawdziwe informacje przedstawiane w mediach, iż prokurator nie wyraził zgodę na publikację wizerunku sprawcy. 

Jednak tożsamość Sebastiana K. ustalono po 23 maja. I to wyłącznie dzięki ujawnieniu na Facebooku nagrania z monitoringu baru z kebabem, które to nagranie w tajemniczy sposób trafiło w ręce poszkodowanych kobiet przed 23 maja.

  Sebastian K. długo posiedzi  w zakładzie karnym  Fot. Śląska Policja

Sebastian K. długo posiedzi w zakładzie karnym Fot. Śląska Policja

– Jak wynika z materiałów kontrolnych, 10 maja jedna z pokrzywdzonych złożyła wniosek z prośbą o zapoznanie się z materiałami postępowania – przypomina Aneta Orman. – Referent prowadzący sprawę wyraził na to zgodę.  

Ale czy wyraził również zgodę na upublicznienie nagrania z monitoringu baru? Na to też przecież powinna być prokuratorska zgoda. I chyba trudno przypuszczać, aby prowadzący sprawę referent sam sobie taką zgodę wydał, nawet dla dobra sprawy.

Ale może nie czepiajmy się. Jeżeli „przeciek” informacji nastąpił z policji, to prosiłoby się aby w podobnych sprawach było tak częściej. Może wówczas sprawców łapałoby szybciej. Tak jak w tej sprawie.

– Może nie doszłoby wówczas do włamania w Markowicach, nie zdążyłby… – zastanawia się teraz prokurator Kudela.

Zatrzymano również kompanów Sebastiana K: Adriana O. w jego domu, zaś Dawid D. sam zgłosił się na policję.

Sebastian K. siedzi już w zakładzie karnym w Herbach i pozostanie tam nadal.

Usiłował zabić

25 maja biegli z Zakładu Medycyny Sądowej  Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach wydali opinię, w której określili charakter obrażeń Elwiry i Anny.

– Naraziły one jedną z kobiet na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i na trwałe istotne zeszpecenia ciała, obrażenia drugiej naruszyły czynności ciała na okres powyżej siedmiu dni – informowała Marta Zawada-Dybek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Sebastianowi K. przedstawiono zarzut usiłowania dokonania zabójstwa i spowodowania trwałego istotnego zeszpecenia ciała. Usłyszał również zarzuty spowodowania obrażeń ciała u drugiej kobiety oraz zarzut pobicia przy użyciu niebezpiecznego narzędzia dwóch towarzyszących kobietom mężczyzn. Czyny te miały charakter chuligański. Nadal się nie przyznaje, złożył natomiast wyjaśnienia. Prokurator skierował do sądu wniosek o zastosowanie wobec podejrzanego tymczasowego, trzy miesięcznego aresztu.

Być może jednak Elwira i Anna nie zostaną na stałe oszpecone bliznami. Po nagłośnieniu sprawy zgłosiła się do nich placówka z Tychów, która zajmuje się chirurgią plastyczna, i oświadczyła, że na swój koszt zajmie się obiema kobietami.

Roman Roessler

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*