Bezwzględna wojna o dziecko

fot Przemysław Graf

 Coraz więcej małżeństw i związków partnerskich mających dzieci rozpada się. Kiedy małżonkowie postanawiają się rozejść obydwoje mają pełną władzę rodzicielską nad dziećmi. Jeśli potrafią się porozumieć i dla dobra dziecka pójść na ustępstwa, ingerencja sądu rodzinnego jest zbędna, ale tak dzieje się bardzo rzadko. O wiele częściej dziecko traktowane jest przedmiotowo, a utrudnianie kontaktu staje się formą zemsty na byłym partnerze lub partnerce.

Historia małej Lary najlepiej obrazuje ten problem. Niestety w tej konkretnej sytuacji dochodzi jeszcze jeden problem. Dziecko ma podwójne obywatelstwo, urodziło się w Niemczech, a matka jest Polką. Porównanie skuteczności działania sądów rodzinnych tych dwóch państw całkowicie obnaża słabość polskiego wymiaru sprawiedliwości. Kiedy polski sąd na podjęcie decyzji w sprawie dziecka potrzebuje miesięcy, a czasem nawet lat, to nasi sąsiedzi dla dobra dziecka działają błyskawicznie.

Lara Karzelek urodziła się w roku 2009 w Niemczech, jako dziecko z nieformalnego związku Polki Joanny S. i Thomasa Karzelka, Polaka z podwójnym obywatelstwem mieszkającego w Niemczech.

Przyjście na świat dziecka jest poważnym testem dla związku, niestety w tym przypadku wraz z narodzinami dziecka pojawiły się kłopoty, kłótnie, awantury, a w końcu para postanowiła zakończyć związek. Od tego momentu zaczął się zacięty bój o dziecko. Rodzice nie potrafili dojść do porozumienia. Emocje podpowiadały złe rozwiązania.

Oskarżenia i obelgi

W tej sprawie są sami przegrani, najbardziej cierpi dziecko, ale oboje rodzice nie są bez winy i popełniają błędy. Wielkim przegranym jest również polski sąd, który działa bardzo opieszale, a policja i prokuratura nie potrafiły zakończyć konfliktu i odszukać porwanego przez babcię dziecka.

Tymczasem rodzice nawzajem siebie oskarżają, pomawiają i poniżają.

Ten konflikt jest trudny do opisania, gdyż każda ze stron przedstawia inne argumenty, inaczej opisuje wydarzenia i zarzuca drugiej stronie chęć zawłaszczenia dziecka. Decyzje sądu są świadomie bojkotowane przez rodziców, dochodzi do kolejnych przestępstw, jak porwania dziecka, czy też pobicia babci.

W jednym rodzice się zgadzają – ich związek rozpadł się, kiedy Lara miała półtora roku. Pani Joanna twierdzi, że wówczas Thomas Karzelek odwiózł ją dobrowolnie z córką do Szczecina.

Lara żyła w ukryciu jak zbieg /fot. archiwum prywatne

Ojciec Lary mówi, że dziecko zostało porwane z jego domu. Wcześniej walczył o uratowanie związku, proponował wizyty u psychologa w Szczecinie. Niestety pani Joanna nie chciała poddać się terapii, zrezygnowała z niej, ale jednoczenie podpisała oświadczenie, w którym przyznaje się do niekontrolowanych ataków agresji. Według pana Thomasa, to była główna przyczyna uniemożliwiająca ratowanie związku.

– Żadne negocjacje z matką Lary nie były możliwe, jak coś nie szło po jej myśli od razu wpadała w szał. Dochodziło do rękoczynów. Nie była zdolna do kompromisów – tłumaczy Thomas Karzelek. Jednocześnie zaznacza, że początkowo chciał, aby Lara została przy matce. Kończył mu się urlop macierzyński i musiał wrócić do pracy. Nie był w stanie pogodzić pracy zawodowej z opieką nad małym dzieckiem. Na tym etapie pani Joanna nie chciała słyszeć o rozstaniu i chciała dalej mieszkać z ojcem dziecka.

– Ojciec Lary ma problem z alkoholem – kontratakuje matka.

W lipcu 2011 roku pani Joanna przyjechała wraz ze swoim ojcem do mieszkania w Niemczech i zabrała dziecko. Doszło do szarpaniny, dziadek Lary stanął w drzwiach uniemożliwiając ojcu obronę dziecka. Lara wraz z matką wyjechała do Polski. Przez 10 miesięcy ojciec nie miał kontaktu z dzieckiem. Matka twierdzi, że wcale nie zabiegał o nie.

Co innego mówi pan Thomas. Zdesperowany złożył w polskim sądzie wniosek o uregulowanie kontaktów z dzieckiem. W trakcie doszło do kolejnego incydentu zakończonego wyrokiem skazującym w sądzie. Otóż pan Thomas, podpierając się decyzją sądu niemieckiego z dnia 29 lipca 2011 roku o pozostawieniu Lary z ojcem, zaczął zabiegać o zabranie dziecka. Matka nie chciała podporządkować się tej decyzji. Ojciec namierzył Larę w mieszkaniu w Szczecinie, na klatce schodowej zaczaił się na Helenę S., babcię dziecka i zażądał oddania córki. Doszło do szamotaniny, w której starsza kobieta ucierpiała. Za tę napaść został skazany na karę grzywny w wysokości 5250 złotych oraz zobowiązany do zapłaty 2 tysięcy złotych dla poszkodowanej, tytułem zadośćuczynienia.

Wolała iść za karty

Pani Joanna S. podnosi, że jest prześladowana przez niemiecki Jugendamt, Lara dostała zakaz mówienia w języku polskim, a z rozprawy przed niemieckim sądem został wyproszony polski konsul.

– To wszystko nieprawda. Jugendamt na żadnym etapie sprawy nie interweniował, zakaz mówienia po polsku to jakiś absurd wymyślony, by grać na emocjach Polaków – spokojnie tłumaczy Thomas Karzelek.

Prawdą jest natomiast historia z konsulem. Rozprawy przed sądem rodzinnym są niejawne. Konsul przyjechał niezapowiedziany, adwokat reprezentujący ojca miał prawo nie zgodzić się na jego obecność na sali rozpraw. Oczywiście można dyskutować, czy było to zachowanie fair play, ale stwierdzić należy, że zgodne z prawem. Czego już zupełnie nie można powiedzieć o desperackim kroku matki i brutalnym porwaniu Lary prosto z ulicy z udziałem nieznajomego osiłka i przy pomocy gazu pieprzowego.

Pamiętajmy, że w momencie porwania Joanna S. miała ograniczone prawa rodzicielskie. To było już poważne przestępstwo kryminalne, za co zresztą trafiła do więzienia, gdzie przybywała od marca 2015 do października 2016.

Niemiecki sąd zaproponował rozwiązanie polubowne. Za wskazanie miejsca pobytu Lary mogła starać się o wyrok w zawieszeniu. Jednak zdesperowana matka wolała pójść za kraty niż podporządkować się decyzji sądu rodzinnego o powierzeniu opieki nad dzieckiem ojcu.

Wszystko wskazywało, że dziecko od chwili porwania znajdowało się pod opieką Heleny S., babci dziecka. W lutym 2017 roku Sąd Okręgowy w Szczecinie uznał, że orzeczenie Sądu Rejonowego Ludwisburgu, z 19 grudnia 2015 roku, przyznające wnioskodawcy Thomasowi Karzelkowi wyłączną władzę rodzicielską nad małoletnią córką Larą Karzelek podlega uznaniu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Ojciec Lary mówi, że jego dziecko było porwane / archiwum prywatne

Takie postanowienie zamyka matce możliwość walki o odzyskanie córki przed polskim sądem. Mimo to złożyła kolejne wnioski. Na początku kwietnia tego roku sąd w Szczecinie odrzucił wniosek o powierzenie władzy rodzicielskiej nad Larą babci. Sąd nie rozpatrywał wniosku uznając, że tą sprawą powinien zajmować się sąd niemiecki. Joanna S. złożyła jeszcze jeden wniosek proponując, by Lara została umieszczona w rodzinie zastępczej w Polsce. On również – z tych samych powodów – nie był rozpatrywany.

Zwrot akcji

 Ośmioletnia Lara żyła w ukryciu jak zbieg. Według matki miała dostęp do prywatnego nauczania w domu i była w dobrym stanie. Dla ojca, któremu porwano dziecko, to żadna pociecha. Od wielu miesięcy walczy, by policja i prokuratura zajęła się na poważnie poszukiwaniem porywacza. Wówczas słyszał, że nie ma dowodów, że Lara przebywa z babcią. Po kwietniowej rozprawie w zasadzie nie było wątpliwości, kto przetrzymuje dziecko. Prokuratura w Lubaniu, gdzie zameldowana jest Helena S. przygotowywała się do postawienia jej zarzutów.

Na przełomie kwietnia i maja tego roku nastąpił nagły zwrot akcji w tej sprawie. Najpierw Thomas Karzelek namierzył w Legnicy mieszkanie, gdzie ukrywana była Lara.

– Niestety spóźniłem się o kilka minut. Kiedy dotarłem na miejsce z policją, dziecka w mieszkaniu już nie było. Byłem przerażony warunkami w jakich przebywała. Spała na ziemi na cienkim materacu, w pokoju nie było szafy i półek. Jej ubrania i zabawki leżały porozrzucane na podłodze – opowiada ojciec.

Na szczęście babcia zdecydowała się w końcu oddać dziecko. Postanowieniem sądu z dnia 27 kwietnia 2017 roku Lara została umieszczona w Pogotowiu Opiekuńczym w Legnicy.

Thomas Karzelek myślał, że to koniec jego problemów. Mógł odwiedzać córkę i niecierpliwie czekał aż odzyska dziecko.

5 maja Sąd Rodzinny w Legnicy oddał dziecko tymczasowo pod opiekę matki. To zaskakująca decyzja, tym bardziej, że ten sam sąd uznał, że rozpoznanie sprawy co do istoty należy do sądu niemieckiego. W uzasadnieniu postanowienia wydanego przez sędziego Małgorzatę Lipińską czytamy: „W czasie czynności odebrania przez kuratorów z udziałem psychologa odstąpiono od odebrania małoletniej i wydania jej ojcu z uwagi na fakt, iż małoletnia bardzo boi się ojca i podała, iż była wobec niej i jej przyrodniego brata stosowana przez ojca przemoc fizyczna. W ocenie psychologa, który brał udział w czynności brak jest więzi małoletniej z ojcem. Istnieje widoczna silna wieź z matką (…) W ocenie psychologa dziecko i rodzice winni zostać przebadani przez biegłych”.

Thomas Karzelek nie krył oburzenia i rozczarowania taką decyzją: – Dziecko było porwane, przez trzy lata manipulowane i nastawiane przeciwko mnie. To nic niezwykłego, że boi się powrotu do mnie – tłumaczy załamy.

Ta historia miała dramatyczne momenty, kłótnie rodzinne, przepychanki, oskarżenia o molestowanie seksualne, zarzuty o nadużywania alkoholu, porwania i pobicia. Jednak najważniejsze w tej sprawie jest dobro dziecka, które absolutnie nie jest niczemu winne i ma prawo do kontaktu i miłości obojga rodziców. To oni nie zdali egzaminu z rodzicielstwa. Thomas Karzelek deklaruje, że po odzyskaniu córki, nie będzie utrudniał kontaktu matki z Larą. Czy nie są to deklaracje bez pokrycia, i czy nie zmieni zdania, gdy Lara znajdzie się pod jego opieką?

Ta historia może być też pomocna dla rodziców w podobnej sytuacji. Rozstajecie się z mężem, żoną, partnerką i macie wspólne dzieci – to w pierwszej kolejności musicie myśleć o nich.

Przemysław Graf

2 komentarzy do Bezwzględna wojna o dziecko

  1. Podobną sytuacja miała miejsce 30 lat temu w mojej rodzinie.Gdzie ojciec wyjechał z 6 letnim synem na wakacje i już nie wrócił.Pojechał bezpośrednio do Niemiec.Tam mieszkał ojciec.Sprawa o dziecko trwała około roku.Chłopiec w tym czasie zaczynał zapominać matkę, ojciec umiejętnie manipulował dzieckiem. I tak samo ponoć postąpił ze starszym synem z innego związku..Dwa lata temu spotkałam porwanego chłopca i usłyszałam iż bardzo żałuje że matka nie mogła go wychowywać.W Niemczech wychowywała go ulica,ojciec zapracowany nie był zainteresowany synem.To są bardzo podobni mężczyżni. Im nie chodzi o dobro dziecka. Będą walczyć bo nie mogą się pogodzić z jakąkolwiek przegraną.A tą kartą jest dziecko.To jest walka dwojga ludzi pełnych nienawiści do siebie.Trudna sprawa.

  2. Ten facet ma czwórkę dzieci każde z inną kobieta. Nie tylko matka laury chciała ograniczyć mu kontakty z córka. Jedną z poprzednich partnerek również to zrobiła i skutecznie. Sam pisał o tym na publicznie swoimi profilu na Facebooku. Można sprawdzić. Ktoś mu nawet to wspomniał e komentarzach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*