Zostawiał nagie zwłoki kobiet

Wiele wskazuje, że mamy do czynienia z seryjnym mordercą. Ciała jego ofiar znajdowano w tym samym rejonie. Kobiety były nagie, skrępowane i ciężko pobite. Morderca niewątpliwie działał na tle seksualnym. Choć gwałt nie był regułą.

Niedawno  opisałem sprawę zabójstwa kobiety, której zwłoki porzucono w drewnianej skrzyni w okolicy Lasku Bródnowskiego w kwietniu 2005 roku. Dopiero od niedawna wiemy, kim w ogóle była zamordowana kobieta. Jej mordercy nadal nie znamy. Tym razem opowiem o zabójstwie, które miało miejsce w tej samej okolicy rok później.

 Zwłoki na drzewie

 2 sierpnia 2006 roku trzech trzynastoletnich chłopców: Michał, Adam i Konrad, wybrało się do Lasku Bródnowskiego na jeżyny. Weszli od strony nowych osiedli powstających w rejonie skrzyżowania ulic Kondratowicza i św. Wincentego.

Lasek Bródnowski, to sztucznie zasadzony park. Znajdują się tu alejki, ławki, ścieżki dydaktyczne. W sezonie spaceruje tu wiele osób. Chłopcy jednak wędrowali poza ścieżkami. Jeden z nich chciał bowiem pokazać pozostałym platformę, jaką niedawno odkrył na drzewie.

Michał zeznał potem: „Ja natomiast poszedłem dalej. Trzymałem nisko głowę, żeby gałęzie mnie nie uderzyły. Doszedłem do zwalonego drzewa, gdzie zobaczyłem przed sobą coś, co przypominało manekina lub dużą lalkę. Zawołałem kolegów, żeby do mnie podeszli. Oni doszli, zatrzymali się przede mną. Adam myślał, że to jest pijany człowiek. To Konrad zobaczył, że to ma związane ręce i nogi. Ja to wtedy też zobaczyłem. Zorientowałem się, że to jest ludzkie ciało”.

Trzynastolatkowie zachowali się nad wyraz poważnie. Pobiegli do pobliskiego warsztatu samochodowego i poprosili o wezwanie policji. Potem pokazali śledczym miejsce, gdzie leży ciało.

W tej sprawie ani przez chwilę nie było wątpliwości, że doszło do potwornej zbrodni. Naga kobieta została przywiązana do drzewa. Jak potem ustalono, sprawca użył do tego celu paska od jej własnej torebki. Potem doszło do tortur i morderstwa. Na koniec zabójca uprzątnął wszystkie rzeczy należące do ofiary. Sprowadzony pies tropiący zaprowadził policjantów do ulicy Młodzieńczej. Tam trop sprawcy się urwał.

Jan Gołębiowski psycholog, profiler i biegły sądowy wspomina: – Przy „Baśce” pracowałem, bo wtedy dopiero skojarzono podobieństwa z kobietą w skrzyni. Lekarz z wydziału zabójstw Komendy Stołecznej Policji, który był na oględzinach „Baśki”, przypomniał sobie w trakcie oględzin, że był rok wcześniej na kobiecie ze skrzyni. 

Być może więc to właśnie doktorowi Tadeuszowi Ruszczakowi zawdzięczamy, że śledczy podjęli próbę powiązania zwłok znalezionych przez chłopców w Lasku Bródnowskim z opisywaną już przeze mnie kobietą ze skrzyni.

Torturował ofiarę

Śledczy przyjęli założenie, że do zabójstwa doszło wieczorem 31 lipca, lub w nocy z 31 na 1 sierpnia. Od zbrodni do jej wykrycia upłynęło około 48 godzin. Możemy domniemywać, że sprawca porzucił ciało z dala od ścieżki po to, aby zbrodnię odkryto jak najpóźniej. Tym razem miał pecha. Miał jednak także trochę szczęścia, ponieważ wieczorem 1 sierpnia Warszawę nawiedziła duża ulewa, która być może zmyła część śladów.

W wyniku przeprowadzonych oględzin ustalono, że przyczyną śmierci kobiety było uduszenie. Wcześniej ofiara została bardzo ciężko pobita. Sprawca uciskał też jej klatkę piersiową.

We krwi denatki było 2,6 promila alkoholu. Jak zapisano w protokole sekcji zwłok: „Ze względu na zaawansowany proces rozkładu i działanie larw much nie można było ustalić wszystkich ewentualnie istniejących śladów obrażeń na ciele denatki. Stwierdzone ślady obrażeń w postaci zasinień na tułowiu i kończynach mogły powstać w następstwie działania narzędzia tępego, twardego, jakim jest między innymi ręka zwinięta w pięść, noga obuta, twarde inne przedmioty i podłoże. Stwierdzone obrażenia w zakresie szyi będące przyczyną zgonu na drodze uduszenia powstały pod działaniem uścisku ręki. Stwierdzone obrażenia w zakresie narządów płciowych powstały pod działaniem narzędzia ostrego, kończystego, jakim jest znaleziona w ciele denatki metalowa szpila”.

Sprawca torturował kobietę, wbijając jej w narządy rodne dużą metalową szpilę krawiecką. Nie było więc wątpliwości, że śledczy mają do czynienia z sadystycznym zabójcą na tle seksualnym. Dwa zabójstwa na tym tle, w przeciągu roku, na terenie jednego kompleksu parkowego? Szansa, że to przypadek, jest dość niewielka.

Znała wszystkich meneli

Powtórzyła się sytuacja sprzed roku. Znaleziono kobietę, której tożsamości nie udało się ustalić. Po sprawdzeniu bazy zaginionych osób okazało się, że nikt jej nie szuka. Od zbrodni minęło co prawda dopiero kilka dni, jednak postanowiono zadziałać.

11 sierpnia, a więc dziewięć dni po znalezieniu zwłok, zdjęcie kobiety opublikował Super Express. Dwa dni później do Komendy Stołecznej Policji zadzwoniła mieszkanka Woli Chynowskiej (okolice Warki), która poinformowała, że jej znajomy, Tadeusz B. rozpoznał na zdjęciu swą konkubinę. Po przewiezieniu do Warszawy, mężczyzna potwierdził, że znalezione w Lasku Bródnowskim zwłoki należą do 56–letniej Bolesławy Wiącek.

fot 3
Kim ona jest? – Super Express szukał odpowiedzi na pytanie o tożsamość zamordowanej kobiety

Śledczy z Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw bardzo dokładnie zbadali życiorys kobiety, szukając tam tropów prowadzących do sprawcy.

Tadeusz B. zeznał, że Bolesławę poznał 11 lat wcześniej w Warce. Już wtedy była ona osobą bezdomną. Wcześniej miała męża w okolicach Mińska Mazowieckiego: „Bolesława, na którą mówiłem „Basia” Znała wszystkich meneli na Centralnym. Oni na nią też mówili „Basia”. W ostatnich latach bywało tak, że „Basia” mnie zostawiała i jechała wtedy na Centralny, żeby się wyszumieć. Wtedy ze znajomymi piła i się spotykała”.

Ostatni okres życia Tadeusz i „Basia” spędzili w okolicach Warki. Najmowali się tam do pracy w sadach. Mieszkali u gospodarzy, u których pracowali. Kobieta pobierała też świadczenia w dwóch różnych Ośrodkach Pomocy Społecznej. W Chełmie zasiłek pielęgnacyjny, zaś w okolicach Mińska Mazowieckiego zasiłek stały. Raz na jakiś czas „Basia” jeździła do tych miejscowości aby odebrać należne jej świadczenia.

27 lipca Tadeusz i „Basia” byli w okolicy Mińska: „Mieliśmy pieniądze i kupiliśmy w sklepie wódkę. Nie pamiętam, ile. Ponieważ było gorąco, poszliśmy spać do lasu. Tam też piliśmy kupioną wódkę. Ja się upiłem i zasnąłem. Jak się obudziłem rano 30 lipca – w niedzielę koło 5.00 – 6.30, to Basi już nie było. Myślę, że ona musiała pojechać jeszcze w sobotę wieczorem. Od miejsca, w którym spaliśmy do stacji PKP Krężel jest około 800 metrów”.

Tadeusz B. zeznał, że ostatniego dnia „Basia” miała na sobie niebieski t-shirt, spódnicę, niebieskie klapki, zegarek i pierścionek. Ponadto miała przy sobie torebkę w kolorze czarnym i zielony szkolny plecak z ubraniami i dokumentami.

Mężczyzna myślał, że jego konkubina odjechała, ponieważ udała się do OPS w Chełmie, aby odebrać zaległe zasiłki.

Zamienił się w bestię

Już dzień po znalezieniu zwłok na miejscu zbrodni pojawiło się dwóch profilerów z Komendy Stołecznej Policji: Dariusz Piotrowicz i Jan Gołębiowski. Przeanalizowali oni wszystkie tropy ze sprawy, której w Wydziale do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw nadano kryptonim „Basia”. Przeanalizowali także opisywaną już przez mnie sprawę kobiety ze skrzyni.

W sporządzonej na tej podstawie opinii zapisali m.in.: „Bolesława Wiącek była osobą bezdomną od kilkunastu lat. Świadkowie opisują ją jako osobę potrafiącą nawiązać kontakty z ludźmi, przyjacielską. Miała wielu znajomych w różnych miejscach kraju, szczególnie wśród bezdomnych. Była osobą dbającą o higienę osobistą, schludną, nosiła kolczyki, farbowała włosy na rudo, nadużywała alkoholu, a po jego spożyciu stawała się hałaśliwa i niekiedy agresywna, ale agresja ta ograniczała się do sfery werbalnej”.

fot 2
Zwłoki ofiary sąsiadujące z miejscem spożywania alkoholu

Przyjęto, że kobieta, kiedy jej konkubent usnął w lesie w okolicy Warki, zebrała swoje rzeczy i przyjechała do Warszawy. Robiła tak już wcześniej, co wiemy z zeznań Tadeusza B. W śledztwie ustalono, że z całą pewnością nie pojechała do Chełma po zasiłki.

Zniknęła wieczorem 29 lipca, zaś została zamordowana dwa dni później. Prawdopodobnie więc po przyjeździe do Warszawy poznała lub spotkała swego zabójcę. Z nim przyjechała do Lasku Bródnowskiego. Skąd to wiemy? Jak ustalono w śledztwie, „Basia” nie znała tej części Warszawy. Nie bywała tu i nie znała tam nikogo.

W bezpośrednim sąsiedztwie znalezienia zwłok znajdowały się butelki po piwie. „Jest wysoce prawdopodobne, że alkohol spożywała na terenie parku wspólnie ze sprawcą. Natomiast miejsce zabójstwa, było to typowe miejsce spotkań damsko-męskich. W tym miejscu leżała bielizna i zużyte prezerwatywy”.

Można więc przyjąć, że sprawca poznał „Basię” (lub znał ją wcześniej), w jakiś sposób przekonał do przyjazdu na teren Lasku Bródnowskiego, spożywał z nią alkohol. Było miło. Kobieta była zaskoczona atakiem na tyle, że zupełnie się nie broniła. Miły człowiek nagle zamienił się w bestię.

Profiler Jan Gołębiowski wspomina: – Widoczna była kontrola sprawcy nad miejscem i ofiarą, i jej uprzedmiotowienie. Praktyki seksualne zastępcze, potrzeba dostymulowania się wskazywała na trudności w sferze seksualnej – stałe lub okresowe spowodowane alkoholem.

Sprawca znał teren Lasku Bródnowskiego. Czuł się tu bezpiecznie. Kontrolował sytuację. Gdy przywiązał ofiarę do drzewa, zrobił to tak, że widział wszystkie okoliczne ścieżki. Nie planował wcześniej tego ataku, dlatego ofiarę skrępował paskiem z jej własnej torebki. Profilerzy tak opisali tę sytuację: „Sposób zakładania więzów oraz przedmiot wykorzystany do związania ofiary wskazuje na posiadanie przez sprawcę ponadprzeciętnej inteligencji praktycznej. (…) Przypomina to wiązanie zwierzyny. (…) Oglądał wiązanie ludzi lub zwierząt, robił to, lub zaobserwował w czasopismach, lub na stronach sadomasochistycznych”.

Morderca nie zgwałcił „Basi”. Użył tak zwanego „reprezentanta” – w tym przypadku szpili krawieckiej. Być może był impotentem; być może był niedoświadczony seksualnie. W tym zabójstwie chodziło o realizację fantazji seksualnych, o dominacji i kontroli nad kobietą: „Ofiara nie miała znaczenia dla sprawcy jako kobieta, chodziło raczej o odegranie scenariusza”.

W sporządzonej opinii profilerzy Dariusz Piotrowicz i Jan Gołębiowski przyjęli, że sprawca ma 17 – 25 lat lub 35 – 45, jest osobą bezdomną i prawdopodobnie dokonywał już przestępstw seksualnych w tym rejonie. Jest osobą skrupulatną, zorganizowaną, kontroluje emocje. Możliwe, że śledzi działania policji. Rzeczy należące do ofiary zabrał, aby utrudnić jej identyfikację.

Śledczy z Komendy Stołecznej wykonywali wiele czynności w sprawie „Basi”. Zatrzymywali bezdomnych, próbowali w tym hermetycznym środowisku wytypować osoby o skłonnościach psychopatycznych. Na miejscu zabójstwa znaleźli odciski palców nienależące do ofiary, więc wydawało się, że schwytanie zabójcy jej kwestią czasu. Tak się niestety nie stało.

Śledztwo umorzono 29 grudnia 2006 roku. Co ciekawe, dopiero pół roku później z laboratorium przyszła ważna informacja. Otóż we krwi „Basi” było zabójczo śmiertelne stężenie amfetaminy. Jako że kobieta nie zażywała narkotyków, przyjąć należy, że użył ich sprawca: „co mogło powodować, że nie orientowała się w sytuacji i mogła się nie bronić przed działaniem napastnika”. Był to więc jeden ze sposobów kontroli nad kobietą. Paradoksalnie, gdyby sprawca nie udusił kobiety, ona i tak zmarłaby po jakimś czasie z przedawkowania narkotyków.

Łączenie spraw

Czy Bolesławę Wiącek „Basię” i kobietę ze skrzyni zabił ten sam psychopata? Wiele wskazuje, że to możliwe. Ciała znaleziono w odstępie niewiele ponad roku w tym samym rejonie. Patrząc na mapę – są to mniej więcej dwa końce tej samej ulicy Bystrej. Obie kobiety były nagie i skrępowane. Obie ofiary zostały zamordowane na tle seksualnym, a wcześniej ciężko pobite. Obie w końcu miały we krwi substancje, które sprawiły, że nie były się w stanie bronić przed sprawcą.

rys.1a
Zapomniana mogiła „Basi”

Zabójca także ma pewne cechy wspólne. Dobrze porusza się w środowisku marginesu społecznego (jedna ofiara była bezdomną, druga zaś osobą poszukiwaną listem gończym), kontroluje sytuację na miejscu zbrodni, porzuca ciała w miejscach, które są potencjalnie uczęszczane przez wiele osób, a mimo to udaje mu się pozostać niezauważonym. Ma również podobne w obu przypadkach sadomasochistyczne fantazje seksualne.

W kolejnym numerze „Reportera” opowiem o jeszcze jednej zbrodni, oraz mężczyźnie, który może potencjalnie łączyć ze sobą wszystkie trzy zabójstwa.

Bartłomiej Mostek

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*