„Wariat” terroryzował Trójmiasto

 Po kilkuletnim śledztwie prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko gangowi „Wariata”. To pierwszy trójmiejski gangster, któremu poświęcono całą witrynę internetową; i pierwszy, który został głównym bohaterem teledysku. Z ustaleń śledczych wynika, że miał pod sobą niemal 40-osobową dobrze uzbrojoną armię, która poza sutenerstwem i narkotykami zajmowała się m.in. wyłudzaniem odszkodowań, sprzedażą rudy manganu i podrabianiem dokumentów. Z innymi alfonsami walczyli, podpalając ich agencje.

Damian W. ps. „Wariat” wychował się na Żabiance, czyli w graniczącej z Sopotem części Gdańska, gdzie królują typowe polskie blokowiska. Legenda głosi, że gdy dostał pierwsze poważne zadanie ściągnięcia długu, wywiązała się strzelanina i zamiast pieniędzy był przyjazd policji.

Przez jakiś czas miał pracować dla słynnego „Zachara”, zamordowanego w 2009 roku nieformalnego szefa trójmiejskiego „klubu płatnych zabójców”. Sam w siłę zaczął rosnąć dwa lata po jego śmierci, stając na czele własnego gangu. Jego dawni koledzy twierdzą, że ksywkę wymyślił sobie sam. Ale „Wariat” zalazł za skórę tak wielu osobom, że nie sposób już stwierdzić, co jest prawdą a co fikcją celowo rozprowadzaną przez swoich wrogów.

Miasto jest jego

Mimo to nie można przejść obojętnie obok tego, co o „Wariacie” mówiła trójmiejska ulica. – Do Gdańska nikt się teraz nie pcha, bo tam się dzieją dziwne rzeczy. Podpalanie konkurencji jest na porządku dziennym. A jak chcieli tam wparować ze swoim biznesem chłopaki z Poznania, to wszyscy wyjeżdżali w gipsach, bo ich połamali – mówił mi kilka lat temu sutener z Gdyni, wyraźnie przestraszony tempem, z jakim armia Damiana W. przejmowała rynek.

„Wariat” powoli zaczął uchodzić za najgroźniejszego człowieka w Gdańsku, choć miał niespełna 30 lat. Przez pewien czas mówiło się, że jeżeli chodzi o zorganizowaną przestępczość, to miasto już praktycznie jest jego, a Gdynię zajmował gang „Braciaków”. Te opinie były mocno przesadzone, jednak wielu bandytów rzeczywiście poczuło ulgę, gdy „Wariatem” na poważnie zajęli się śledczy.

Donosów było na niego sporo, niemal od początku działalności. Próbowano go wmieszać nawet w słynne zniknięcie gdańszczanki Iwony Wieczorek. Według zeznań jednego z rzekomych świadków, który rzekomo widział ją w Niemczech, nastolatka miała zostać sprzedana przez „Wariata” do domu publicznego w Hamburgu za 140 tys. euro. Do tego miasta prowadziły też dwa inne niezależne od siebie tropy w sprawie zaginięcia nastolatki, ale śledczy żadnego z nich nie potwierdzili.

W marcu 2014 roku zebrali za to sporo dowodów na masę innych przestępstw „Wariata”, wówczas głównie narkotykowych, choć było wiadomo, że liczba zarzutów się powiększy. Na początek do aresztu trafił tylko Damian W. i dwóch jego kompanów. Centralne Biuro Śledcze w obawie o bezpieczeństwo akcji prosiło o pomoc antyterrorystów. W mieszkaniach zatrzymanych znaleziono broń (w tym pistolet maszynowy) oraz tabletki exctasy. Rozprowadzano je m.in. w trójmiejskich dyskotekach.

W kolejnych miesiącach zatrzymywano kolejnych członków grupy, w tym tak znane w gdańskim półświatku postaci, jak „Legion” i „Świder”. Szybko liczba podejrzanych wzrosła do ponad 30, ale aresztowanych było tylko sześciu.

Wtedy też wyszło na jaw, że gang rok wcześniej nielegalnie sprowadził z Chin do Polski siedem ton związku o nazwie BMK, który służy do produkcji amfetaminy. Według szacunków można było z tego wyprodukować kilkanaście ton tego narkotyku. Operacja jednak się nie udała, bo do transakcji przyczepiła się skarbówka. Chemikalia znaleziono pod Warszawą i skonfiskowano.

Donosi na kumpli

Już wtedy Trójmiasto było zalewane falą plotek, że „Wariat” rzekomo donosi na kolegów policji i tłumaczy ten fakt tym, że robi to, broniąc się przed oskarżeniami swoich kompanów. Podejrzeń nie odżegnywało też to, że znalazł się na wolności, choć był przecież hersztem grupy.

fot. YouTube

Na domiar złego w sierpniu 2015 roku powstała poświęcona wyłącznie jemu witryna internetowa, w której znajduje się aż kilkadziesiąt stron zeznań. Jak twierdzi jej twórca, widnieje pod nimi podpis Damiana W. Są w nich personalia wielu osób oraz szczegóły dotyczące przestępstw, np. „Łącznie kupiłem od Wojtka T. (w oryginale jest całe nazwisko – przyp. red.) sześćdziesiąt gram kokainy, ona była koloru białego i miała mocny zapach, ale nie potrafię go określić”. Inny przykład: „Od Wojtka T. kupiłem pięć kilogramów marihuany zwykłej i dwa kilogramy marihuany amnezji, z Chylonii od Krzyśka kilogram marihuany, z Nowego Dworu dwa kilogramy marihuany i od studentów z Wrzeszcza ok. dwóch kilogramów”.

Ta internetowa strona znajduje się w sieci do dziś, ale trójmiejski półświatek jeszcze bardziej niż te zeznania o niepotwierdzonej autentyczności rozzłościł teledysk ze stycznia 2016 roku. „Wariat” pojawił się w nim jako główny bohater, w towarzystwie swojej życiowej partnerki, która próbuje swoich sił w muzyce. Motyw przewodni teledysku to – a jakże – porachunki gangsterskie. Damian W. zostaje w nim uprowadzony przez oprychów i zastrzelony.

Długa lista przestępstw

Śledczy łącznie przez ponad trzy lata musieli oddzielać fakty od plotek i pomówień na jego temat. Wreszcie, na kilka tygodni przed ukazaniem niniejszego numeru Reportera, wysłali do sądu akt oskarżenia. Na ławie oskarżonych zasiądzie 39 osób, które od stycznia 2011 roku do 2014 roku miały popełnić łącznie 162 przestępstwa. 18 z nich miało działać się w zorganizowanej grupie.

Według śledczych ta grupa miała zarabiać przede wszystkim na narkotykach. W akcie jest mowa np. o 15 kg marihuany, 12 kg kokainy, 4 kg mefedronu oraz wspomnianych 7 tonach BMK.

– Drugą, zasadniczą sferą aktywności oskarżonych było organizowanie i czerpanie korzyści z cudzego nierządu – wyjaśnia Mariusz Marciniak z Pomorskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Gdańsku, gdzie sporządzano akt oskarżenia – Członkowie grupy wynajmowali mieszkania na terenie Gdańska, Malborka, Elbląga i Tczewa, które udostępniali kobietom w celu świadczenia usług seksualnych. Organizowali również reklamę internetową i transport do klientów. Oskarżeni inkasowali niemal cały dochód z nielegalnego nierządu. Członkowie grupy zostali również oskarżeni o popełnianie przestępstw polegających na podpaleniach samochodów i niszczeniu elewacji budynków, w których mieściły się konkurencyjne agencje towarzyskie, a nadto o rozboje na osobach przebywających w tych agencjach.

wariat 1 - fot. CBZP

Jak każdy szanujący się gang, grupa „Wariata” jest też podejrzana o uprowadzenie ludzi. Według śledczych miało to na celu zastraszenie konkurencji. Najpierw pod koniec 2013 roku siedmiu mężczyzn miało porwać mieszkańca Gdańska, by potem w mieszkaniu bić go przez długi czas na różne sposoby i torturować. Był np. pryskany gazem pieprzowym, oblewany wodą i trzymany na balkonie na mrozie. Miesiąc później podlegli Damianowi W. bandyci mieli uprowadzić innego człowieka w centrum handlowym w Toruniu i dotkliwie pobić w ustronnym miejscu.

Do tego dochodzi masa innych przestępstw. Na przykład wchodzący w skład gangu Rosjanin Aleksander E. jest oskarżony o oszustwo przy sprzedaży 200 ton rudy żelazomanganu, bo zamiast wysokoparametrowej dostarczył niskojakościową, która była zupełnie nic nie warta. Natomiast czterech kolejnych oskarżonych odpowie za podpalenie domu w celu wyłudzenia odszkodowania.

– Oskarżonym grozi kara pozbawienia wolności do lat 15, kara grzywny, nawiązka w kwocie do 50 tys. zł na cele zapobiegania i zwalczania narkomanii, a także przepadek równowartości korzyści majątkowych, uzyskanych z popełnienia przestępstw – informuje Mariusz Marciniak – Na poczet grożących kar i roszczeń finansowych zabezpieczono mienie oskarżonych o wartości 287 tysięcy złotych.

Mikołaj Podolski

Fot. Policja, You Tube. Depostiphotos

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*