Hazard pod opieką celników

Fot. symboliczne Służba Celna

To była największa konfiskata nielegalnych maszyn do gier losowych w ostatnim czasie. W kwietniu tylko w jednym magazynie w Brodnicy znaleziono ponad 1000 takich urządzeń. Kolejne były w lokalach w województwach: kujawsko-pomorskim, mazowieckim i warmińsko-mazurskim.

Brodnica to niespełna 30-tysięczne miasto, oddalone 60 kilometrów od Torunia. Mieszkańców jest tam tylu, że nie jest trudno znać ze słyszenia kogoś, kto mieszka nawet na drugim końcu miasta.

Normalni, a wręcz bardzo mili

Pawła Ch. też zna wielu. To niespełna czterdziestolatek z rodziną, ładnym domem i dobrym samochodem. Ale w końcu to przedsiębiorca. Ma w mieście lokal gastronomiczny, mówi się, że prowadzi jeszcze jakieś inne interesy, więc pewnie mu się w nich wiedzie. To i pieniądze ma.

– Ja też tak myślałem. Ten Paweł, to o trzy lata starszy ode mnie facet. Nasi synowie chodzili kiedyś razem na zajęcia sportowe. Stąd się znamy, gadaliśmy dużo, była nawet jakaś wódka z nim i jego kolegami, bo z kolei ich dzieci chodziły z moimi do jednej szkoły. Złego słowa o nich powiedzieć nie mogę. Normalni, a wręcz bardzo mili. A tu patrz pan z przestępcami piłem – mówi jeden z mieszkańców Brodnicy, który chce zachować anonimowość.

Dziś Paweł Ch. do miana przestępcy dopiero się zbliża. Świat na razie ogląda zza krat. Jest bowiem tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Na początku kwietnia tego roku toruńska prokuratura postawiła mu również kilka zarzutów.

– Paweł Ch. podejrzany jest o kierowanie grupą przestępczą, urządzanie bez zezwolenia gier losowych na automatach i dawanie łapówek – mówi Andrzej Kukawski, rzecznik prasowy toruńskiej Prokuratury Okręgowej.

Grupa, którą kierować miał Paweł Ch., działała co najmniej od czerwca 2015 roku do marca 2016 roku, między innymi w Brodnicy oraz innych miejscowościach województwa kujawsko-pomorskiego oraz w  mazowieckim i warmińsko-mazurskim.

Według ustaleń śledczych maszyny, którymi dysponowali ci ludzie, wstawiane były do różnych lokali. Nie było na to pozwolenia. Służby kontrolne, czyli głównie celnicy, o nich nie wiedziały, dlatego praktycznie wszystkie zyski szły na konta organizatorów tej działalności.

– Są tacy, którzy w jeden wieczór potrafią przegrać kilkaset złotych, albo i więcej. To jest hazard. To wciąga i z tego często trzeba się leczyć, bo można zrujnować życie sobie i rodzinie. Przecież wiadomo, że maszyny są tak nastawione, żeby nie dać wygrać za dużo, bo to jej właściciel musi zarobić, a nie gracz. A to, że czasami ktoś wygra, to tylko kropla w morzu ich zysków – mówi Jarek, były namiętny gracz, który jakiś czas temu zerwał z nałogiem.

Siedzi i obserwuje

Grupa, której według prokuratury miał przewodzić Paweł Ch., wstawiała lewe maszyny zwykle do legalnie działających lokali. Śledczy ustalili, że Pawłowi Ch. pomagało w tym pięć kolejnych osób. To również niespełna czterdziestoletni mężczyźni: Bartłomiej Ś., Juliusz S., Maciej S., Tomasz Sz. oraz Łukasz S.

– Oni również podejrzani są o udział w tej grupie przestępczej oraz o urządzanie bez zezwolenia gier losowych na automatach  – dodaje prokurator Kukawski.

O tym, że w Brodnicy i okolicy kwitnie hazard na nielegalnych maszynach, mówiło się w tym mieście od dawna.

– Byli tacy, co opowiadali, że sami pomagali te pięciozłotówki wiadrami wyciągać z maszyn – opowiada jeden z graczy, który wciąż jeszcze ma nadzieję na wielkie wygrane.

Jak mówi, ma swój sposób. Siedzi wieczorem w lokalu, gdzie są maszyny. Nie jest ważne, czy legalne, czy też nie. Obserwuje, co się dzieje. Jak jakiś gość wrzuci do niej sporo piątek i nic nie wygra, tylko wkurzony odchodzi, bo skończyła mu się kasa, to wtedy do maszyny siada on.

– Czasem ten patent się sprawdza, tylko można dostać po ryju, jak ten co wrzucił wcześniej tyle kasy, mnie przyuważy – dodaje bezrobotny pięćdziesięciolatek.

Może na fakt, że przez wiele miesięcy nie udało się rozbić grupy, wpływ miało to, iż przestępcy prawdopodobnie byli informowani o planowanych kontrolach celników przez ich samych, a przynajmniej dwóch z nich.

Celnicy z zarzutami

„Materiał dowodowy zgromadzony w toku postępowania wskazuje również na to, że członkowie grupy wręczali korzyści majątkowe Arturowi S. – funkcjonariuszowi Delegatury w Ciechanowie Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego w Warszawie. W zamian przekazywał on członkom grupy informacje stanowiące tajemnicę służbową. Dotyczyły one planowanych kontroli funkcjonariuszy Urzędu Celnego w Ciechanowie w miejscach, gdzie urządzane lub prowadzone były gry losowe na automatach. Tylko od lipca 2015 roku do 25 listopada 2015 roku Artur S. przyjął od członków zorganizowanej grupy przestępczej łapówki w łącznej wysokości 50 tysięcy złotych. Informacje o planowanych kontrolach w miejscach, gdzie urządzane lub prowadzone były gry losowe na automatach, członkowie grupy uzyskiwali również od innego urzędnika – Marcina E., starszego specjalisty Służby Celnej pełniącego służbę w Urzędzie Celno-Skarbowym w Toruniu” – czytamy w komunikacie Prokuratury Krajowej dotyczącym tej sprawy.

W tej sprawie toruńska prokuratora wystąpiła do sądu z wnioskiem o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania wobec 2 podejrzanych – szefa grupy Pawła Ch. oraz urzędnika Artura S. Sąd uwzględnił wnioski złożone przez prokuratora i tymczasowo aresztował podejrzanych na 3 miesiące. Wobec pozostałych podejrzanych prokurator zastosował środki zapobiegawcze o charakterze wolnościowym, czyli kaucje i dozory policji.

– W trakcie przeszukań ujawniono i zabezpieczono obszerną dokumentację, nośniki elektroniczne, a także pojazdy używane przez podejrzanych i znaczne kwoty pieniędzy – mówi prokurator Kukawski.

To nie jest jedyna konfiskata nielegalnych maszyn do gier losowych, do której doszło w kwietniu tego roku w województwie kujawsko-pomorskim. W pierwszej dekadzie tego miesiąca policjanci w jednym z punktów w Golubiu-Dobrzyniu znaleźli 15 automatów do gier hazardowych o wartości około 150 tysięcy złotych. Zostały przekazane celnikom z Torunia.

Nowe przepisy

Tymczasem od 1 kwietnia obowiązuje nowa ustawa hazardowa. Oprócz kasyn wszystkie inne formy hazardu objęte są monopolem państwa. Zgodnie ze zmianą przepisów, za organizowanie gier losowych wbrew nim grozi kara pozbawienia wolności do 3 lat oraz grzywna w wysokości 100 tysięcy złotych za wstawienie do lokalu i udostępnienie jednego automatu.

– Pod rządami poprzedniej ustawy kara taka wynosiła 12 tysięcy złotych – przypomina Mariusz Ziarnowski z  Izby Administracji Skarbowej z Bydgoszczy – Ustawa jednocześnie rozszerza katalog podmiotów podlegających tej 100-tysięcznej karze pieniężnej. Odpowiedzialności takiej podlegają teraz również te osoby, w których lokalach znaleziono nielegalne maszyny. Zarówno jeżeli są to ich dzierżawcy, jak i bezpośredni właściciele. Swoje ewentualne wygrane tracą również w całości ci, którzy grali na takich automatach.

W bydgoskiej Izbie Administracji Skarbowej nie ukrywają, że od 1 kwietnia zaczęły się wzmożone kontrole w punktach, gdzie można było spotkać maszyny do gier losowych. I widać już tego efekty. Niektóre zostały całkowicie zamknięte, lub maszyn już tam nie ma.

– Tak naprawdę istniało w Polsce pięć, może sześć legalnych firm dysponujących takimi maszynami. Oni odprowadzali podatki. Zaś pozostała reszta, tak zwanych operatorów, działała nielegalnie i zyski szły tylko do ich kieszeni, co było przestępstwem. Te zmiany w ustawie mają, jeżeli nie zlikwidować, to ograniczyć do minimum tę szarą strefę i na pewno za kilka miesięcy do tego dojdzie. Bo już dziś na przykład pojawiły się firmy zajmujące się profesjonalnym niszczeniem maszyn do gier losowych – dodaje Mariusz Ziarnowski – Nielegalny hazard obecny jest też w Internecie. W lipcu tego roku wchodzą również w życie przepisy, które i tym mają się zająć.

Waldemar Piórkowski

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*