Porwanie nieposłusznego „słupa”

Mają pod dwadzieścia parę lat, kilka z nich spędzili w więzieniu. W sumie za drobne przewały, pierwsze kroki na drodze do prawdziwej gangsterki. Krokiem następnym, za który stanęli przed Sądem Okręgowym w Olsztynie, było porwanie człowieka.

O napadzie, do którego doszło 16 czerwca ubiegłego roku, powiadomili przechodnie. Całą akcję zarejestrowała również kamera monitoringu. Na nagraniu widać auto na zagranicznych numerach, człowieka rzuconego na ziemię, a potem siłą wepchniętego do samochodu. Podobnie wyglądały porwania biznesmenów w 2000 roku, po których o Olsztynie źle mówiło się w całej Polsce.

Policja użyła wszelkich środków, żeby ustalić dane porwanego i sprawców. Okazało się, że chodziło tylko o przestępcze porachunki.

Wystraszony pokrzywdzony

Oskarżonymi w tej sprawie są Adrian K. (l. 25) i Łukasz G. (l. 27) obydwaj z Warszawy. Pokrzywdzony Piotr G. ma lat 41. Na proces przed olsztyńskim sądem wszyscy trzej doprowadzeni zostali w kajdankach, z aresztu. Oskarżeni od razu na wejściu zapowiedzieli, że gotowi są dobrowolnie poddać się karze.

– Chciałbym być dobrym przykładem dla moich córek i po odbyciu kary być porządnym obywatelem… w miarę możliwości – zapewniał sąd Łukasz G. Mężczyzna z charakterystycznym tatuażem w kąciku oka rutynowo przepraszał pokrzywdzonego i proponował przez adwokata karę w granicach 3 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Adrian K. mniej skłaniał się do kompromisu, nie był nawet łaskaw przyznać się do winy, ale w sumie wnosił o to samo.

– Ja sam nie składałem skargi – w pierwszych słowach oświadczył również Piotr G. Coś za bardzo jednak się trząsł, żeby brać to oświadczenie za dobrą monetę i znak pojednania, między nim a oskarżonymi. Trząsł się tak bardzo, że prowadzący rozprawę sędzia, bojąc się, że pokrzywdzony mu zemdleje, zdecydował się wezwać pogotowie ratunkowe. Piotr G. szczęśliwie odzyskał pion przed przybyciem karetki, poprosił tylko, by mógł zeznawać pod nieobecność oskarżonych.

Piotr G., ma niestety nawet dłuższą kartę karną niż jego dręczyciele. Ledwie na miesiąc przez zdarzeniem wyszedł z więzienia dla recydywistów w Kamińsku, przy granicy z obwodem kaliningradzkim. Odreagowywał zamknięcie, korzystając z gościny pani Iwony w Olsztynie. Gdy skończyła się mu więzienna wypiska, pojechał do Warszawy szukać pracy.

Adrian K. zgarnął go sprzed urzędu pracy na Gocławiu, niby do układania kostki brukowej. Zawiózł go gdzieś pod Warszawę. Przez dwa, trzy dni, Piotr G. rzeczywiście coś tam niby robił, głównie jednak pił. Właścicielka mieszkania, gdzie go umieścił kolega, szybko go wyrzuciła. Wynajęli mu wtedy stancję w Warszawie i dalej „kredytowali”. Do tego stopnia, że zapłacili za pobyt w agencji towarzyskiej, a także rzeczy do ubrania, nawet buty, bo chciał jechać w rodzinne strony, pod Węgrów, a był goły jak święty turecki.

Rajd „słupa” po salonach

Adrian K., podający się w sądzie za przedsiębiorcę budowlanego i handlarza częściami samochodowymi, o miesięcznym dochodzie 10 tysięcy złotych, oświadczył na rozprawie, że Piotr G. jest mu winien w sumie 6 tysięcy złotych.

Współoskarżony Adriana K., Łukasz G. pracował w Niemczech jako operator wózka w jakimś magazynie, i udział w przedsięwzięciu traktował jako zajęcie dodatkowe i koleżeńską przysługę.

Nie inwestowali oczywiście w specjalistę od układania kostki. Zorientowawszy się, kim jest nowy znajomy, że w życiu chodzi mu głównie o dobrą zabawę, zrobili z niego słupa do wyłudzania telefonów komórkowych i innych elektronicznych gadżetów.

Pokierowany przez Adriana K. niedawny więzień, zarejestrował jednoosobową działalność gospodarczą i rozpoczął rajd po warszawskich centrach handlowych, oraz znajdujących się tam salonach sieci telefonii komórkowej, w poszukiwaniu promocji.

Wziął na konto firmy 6 telefonów, które zaraz były odsprzedawane dalej.

– Żył dobrze, na pełnych obrotach – określił sytuację Piotra G. jeden z oskarżonych.

Cała sprawa wynikła z tego, że zamiast pod Węgrów do matki, mężczyzna wyjechał do Olsztyna do swojej znajomej. Wpadł na pomysł, że interes z telefonami spokojnie może robić bez dzielenia się zyskiem. Nie urwał się jednak swoim patronom, w jego rzeczach znaleźli oni notatnik z telefonami, m.in. do Joanny z Olsztyna. Dodzwonili się a potem przyjechali chryslerem z kierowcą.

– Rozmowa była taka, że trzeba pogadać, dogadać się, ale ja wiedziałem, na co idę, że reszta będzie – zeznawał Piotr G. Jednak bezpośrednio w sądzie mówił mało. Tyle co – pod nieobecność oskarżonych – potwierdzał wszystkie protokoły swoich wcześniejszych zeznań.

Wywieziony do lasu

Kiedy wyszedł z mieszkania znajomej na ulicę Mazurską, był ubrany w koszulkę z napisem „New York Tiger” i krótkie spodenki, za które bojowo zatknął zabraną z sieni metalową pałkę. Nie powalczył wiele. Od razu dostał pięścią w twarz, upadł, oberwał parę kopniaków, a potem siłą został wciągnięty do auta. Było niewiele po 16.00. Przechodnie, widząc porwanie jak z gangsterskich filmów, natychmiast podnieśli alarm.

Tymczasem – w drodze do Warszawy – porwany co chwila obrywał z pięści, albo odebraną mu na ulicy pałką. Dodatkowo poddawany był przez Adriana K. i Łukasza G. poniżającym mękom. Musiał na przykład dzwonić do swojej olsztyńskiej gospodyni i mówić, że ona jest taka i owaka, że wszyscy mogą ją w te i wewte, a on jest cwelem. Sami go „przecwelowali”, gasząc mu papierosy w ustach. Wiadomo to tylko z zeznań Piotra G. ze śledztwa. W sądzie sam się o tym nawet nie zająknął, a wypytywany przez sędziego, zasłonił się niepamięcią. Występujący w sprawie biegły lekarz sądowy nie widział poszkodowanego bezpośrednio po zdarzeniu, widział tylko dokumentację z przychodni, więc „petowania” w ustach potwierdzić nie mógł. Za to złamany nos, sińce i otarcia, jak najbardziej.

Chrysler zbliżał się do Warszawy, a Piotr G. od bicia coraz częściej tracił przytomność. Gdy na wysokości Łomianek auto skręciło w las, pewnie żegnał się z życiem. Zapowiedzieli mu, że za to co zrobił, powinien naprawdę dostać w ryja, ale w ramach nauczki tylko zostawią go w lesie.

– Tu cię nikt nie znajdzie, będziesz miał ciężko się wydostać – mieli mówić na odchodnym. Pieniądze, jakie miał przy sobie, komórkę, nawet udający złoto łańcuszek, oczywiście zabrali.

Czerwcowe dni są na szczęście długie, jeszcze tego wieczora ktoś znalazł ciągle nie całkiem przytomnego Piotra G. Gdy w lesie (oskarżeni twierdzą, że całkiem blisko przystanku autobusowego) pojawiły się „służby”, powiedział, że został pobity przez nieznanych Ukraińców. Nie chciał, żeby z komendy odwieźli go do szpitala. Choć nie czuł się chyba najlepiej, następnego dnia sam zgłosił się do przychodni.

Tymczasem w Olsztynie policja stawała na głowie, napad wyglądał bardzo groźnie. Nie wiadomo było, kto został porwany, czy chodzi o okup? To nagranie z monitoringu pozwoliło zidentyfikować ofiarę. A zaskoczony Piotr G. wskazał sprawców.

W kilka dni po zdarzeniu całą trójkę (także kierowcę, niejakiego Radosława M., który chociaż był „tylko kierowcą” w osobnym procesie już został skazany na 8 miesięcy więzienia) CBŚP zatrzymało przed hipermarketem na warszawskich Bielanach.

Do wyroku w tej sprawie Sąd Okręgowy w Olsztynie przymierzał się 1 marca tego roku. Proces został jednak przerwany do 14 marca. Prowadzący rozprawę sędzia Piotr Mądry postanowił raz jeszcze wezwać lekarza, który wydawał opinię na temat obrażeń, jakich doznał pokrzywdzony. Zaraz po zdarzeniu zeznawał on, że porywacze gasili mu papierosy w ustach, tymczasem w dostępnej dokumentacji medycznej nie ma na ten temat żadnych informacji.

14 marca sąd wydał wyrok w tej sprawie. Sąd skazał na 4 lata i 6 miesięcy Adriana K. oraz na 3 lata i 9 miesięcy Łukasza G. Mieszkańcy Warszawy uznani zostali winni „pozbawienia wolności ze szczególnym udręczeniem” oraz rozboju i pobicia Piotra G. Do zdarzenia doszło na tle przestępczych porachunków. Porwany w środku dnia na ulicy Mazurskiej w Olsztynie i bity w trakcie jazdy do Warszawy mężczyzna, został w stanie nieprzytomnym porzucony w lesie w okolicach Łomianek.

Sprawcy mimo młodego wieku (odaj przed trzydziestką) byli już karani za rozboje, ledwie dwa lata temu opuścili zakład karny, dlatego odpowiadali w sądzie jako recydywiści.

Stanisław Brzozowski

Fot 2. Oskarżonymi w tej sprawie są Adrian K. (l. 25) i Łukasz G. (l. 27) /fot. Stanisław Brzozowski

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*