Mama zabierze Antosia do ziemi

 – Zrobiłam bardzo złą rzecz. On chyba śpi – powiedziała mężowi przez telefon zapłakana Jolanta, po tym, gdy zamordowała swoje roczne dziecko. Sprawa wyszła na jaw 13 lipca 2016 roku, kiedy kobieta chciała się zabić, wjeżdżając wprost pod tira w okolicy Sierpca. Przeżyła, zginął kierowca ciężarówki.

Mąż Jolanty, Jerzy już w poniedziałek 11 lipca –  przyjeżdżając do domu w Niemczech z synem Oliwerem – czuł, że wydarzy się tragedia. Wiedział o tym dużo wcześniej. Wynikało to z zachowania jego żony. Z zaburzeń jej osobowości. Kobieta już po roku ich związku próbowała targnąć się na swoje życie. To zdarzenie miało miejsce  w Szczecinie, gdy ich pierwszy syn miał zaledwie siedem miesięcy. Miała zaburzenia nerwicowe. Lekarz powiedział, że wynikało to z tego, że w dzieciństwie czuła się nikim.

– Po czym, po paru latach spędzonych w Niemczech, żona znów mnie faszerowała wiadomościami, że zabije siebie i dziecko. Informowałem policję. Bardzo się cieszyła, kiedy wyprowadzała mnie z równowagi i wywoływała stan, kiedy się bałem. Oliwer był dzieckiem planowanym. Gdy poznałem żonę, byłem w niej bardzo zakochany, ona była wspaniałą, skromną dziewczyną. Myślałem, że sobie wszystko razem poukładamy.  To była jednak porażka – opowiada Jerzy.

 Ostatni raz z synem

 Po wejściu do mieszkania Jerzy z ogromnym niepokojem przyglądał się żonie. Zastanawiał się, czy tym razem również czymś go zaskoczy. Siedziała w salonie. Przywitali się.

– Nawet jak było źle i mieliśmy się rozstać, starałem się ją przytulić i pocałować. Ona się przed tym broniła. Powitała Oliwera, przytuliła go. Ja zająłem się swoimi rzeczami z walizki. Na drugi dzień, we wtorek zaplanowała, że pojedzie z Oliwerem i Antkiem do siostry. No i nagle się zaczęło. Wyszedłem z kuchni do salonu, nagle rzuciła moje rzeczy do przedpokoju. Oliwer się wystraszył. Powiedziałem, żeby poszedł do łazienki się umyć. Podniosłem te rzeczy. Ona jak zawsze chodziła obok, traktując mnie jak powietrze. Byłem do tego przyzwyczajony. Wziąłem te rzeczy i siadłem na narożniku – wspomina Jerzy.

Wówczas Jolanta wybuchła agresją: – K…a dawaj mi dokumenty Oliwera, przecież ja k…a jutro jadę do Polski, do siostry! –krzyczała.

Mąż starał się ją uspokoić: – Mówiłem, że dzieci śpią. Nie wiedziałem, co ja mam zrobić? Pomyślałem, że zadzwonię na policję. Chodziło o jej agresję. Ona zawsze mi coś dawkowała – dodaje i przyznaje, że w końcu powiedział, że przyniesie jej dokumenty syna. W  tym czasie Oliwer się wykąpał.

–  Ja jednak odwlekałem przekazanie jej tych dokumentów. Powiedziałem do Oliwera, żeby się ubrał, że wychodzimy. Pytał, gdzie idziemy? Ona to usłyszała i stwierdziła, że to ona wyjdzie. To my jednak wyszliśmy – kontynuuje Jerzy – Oznajmiłem, że zadzwonię na policję. Ona na to, że jak chcę wojny, to będę tego żałował. Poszedłem obok do klatki, do sąsiada. Był zaskoczony, bo nie odwiedzamy się. Prosiłem go o pomoc w  rozmowie z policją, ze względu na jego dobrą znajomość niemieckiego. Powiedziałem, żeby zrobił to dla mnie i dla dzieci.

Gdy mężczyzna wyszedł od sąsiada, zauważył, że  jego żona była już przed garażem. Trzymała małego Antosia zawiniętego w kocyk. Podszedł do niej: – Powiedziała, że mnie zniszczy, że będę płakał. Oświadczyłem, żeby poczekała na policję – relacjonuje mężczyzna – Policja przyjechała, a żona mówiła nadal, że mnie zniszczy. Spacerowała nerwowym krokiem, jak zwykle. Położyła Antosia na łóżku. Wziąłem go. To było ostatni raz. To było słodkie dziecko.

Wtedy Jolanta powiedziała ze złością: – Oddawaj mi go! Masz swojego Oliwera.

 Mama go zabije

 Policjantki przesłuchały kobietę.  Mówiła im, że jest sama, że jest z dziećmi, i ma na głowie dom, że mąż jej nie pomaga i jeździ stale do Polski.

– Powiedziała też, że jeżdżę ciągle na wieczory kawalerskie – dodaje Jerzy – Faktycznie pojechałem cztery tygodnie wcześniej na wieczór kawalerski do szwagra. Ale wówczas nie protestowała. Dopiero potem powiedziała: „Pojechałeś na kawalerskie, to masz to, co chciałeś”.

Jak mówi, przez całą imprezę czuł straszny niepokój: – Mówiłem swojej siostrze, że mam  przeczucie, że to zakończy się awanturą. Przekonywała mnie, że muszę sam podjąć decyzję. Gdy po wieczorze kawalerskim szwagra zadzwoniłem do domu, odebrał syn Oliwer. Płakał do słuchawki. Po rozmowie ze mną uspokoił się i powiedział, że czegoś nie może mi powiedzieć, bo mama go zbije.

W końcu ojciec przekonał syna, aby powiedział, co się stało.

– Mama powiedziała, że weźmie Antosia i pójdzie do ziemi – usłyszał słowa syna a potem już tylko płacz w  słuchawce.

– Ona stała obok niego i tylko słuchała – stwierdza Jerzy – Uświadomiłem sobie, że znowu wraca ta sama Jolanta, która wcześniej mówiła, że zabije siebie i Oliwera. Teraz powiedziała dziecku, że weźmie Antka do ziemi, żeby on to sobie wyobraził.

Gdy Jerzy wrócił do domu, żona się do niego nie odzywała. Zauważył jednak, że kupiła Oliwerowi strój do gry w piłkę. Jego wymarzony strój.

 –  Ucieszyłem się nawet, że jest milsza dla syna – opowiada.

Nie chciała się leczyć

Jerzy i Jolanta planowali rozstanie. Oliwer skończył szkołę, a Jolanta miała jechać z synami na wakacje, potem Jerzy miał spędzić z nimi urlop.

– Planowałem, że wezmę dzieci na wycieczkę, będziemy sobie jeździli. Sami faceci. Kiedy ona to usłyszała, zaczęła być bardzo nerwowa. To było przed tym poniedziałkiem. Mówiłem jej „chodź się pogodzimy, przytul się do mnie”. Nawet się kochaliśmy. Ona nie chciała się leczyć. Nie chciała chodzić na terapię. Pamiętam, jak pierwszy raz próbowała popełnić samobójstwo. Uciekła z domu, a ja zostałem z małym dzieckiem. Była wtedy na placu zabaw. Poszedłem tam, a ona miała w ręku szkło i pocięła sobie ręce. Wezwałem pogotowie. Była dwa tygodnie w szpitalu. Lekarz prowadzący mówił, że jest wszystko OK. Nie było OK – relacjonuje Jerzy.

Gdy w poniedziałek 11 lipca do domu Jerzego i Jolanty przyjechała policja, sprawy potoczyły się fatalnie. Funkcjonariusze postanowili zgłosić rodzinę do Jugendamt. Jerzy próbował tłumaczyć, że żona powiedziała, że popełni samobójstwo. Mówił, że znęca się psychicznie nad rodziną. Policjant kazał Jolancie zostać z Antosiem w domu. Jerzy poszedł z Oliwerem spać do sąsiada. Chłopiec był wystraszony. Spał przy ojcu. Gdy rano obaj udali się do mieszkania, Jolanty już tam nie było. Jerzy znowu powiadomił policję.

Zjedliśmy z synem śniadanie. Z tej racji, że już wcześniej mówiłem siostrze, że ja potrzebuję pomocy, umówiła mnie do Jugendamt. Pojechałem tam. Opowiedziałem, co mnie niepokoi. Pani stamtąd powiedziała, że to trzeba zgłosić na policję. Zgłosiłem o 16.00. Bałem się, że Jola może sobie coś zrobić – opowiada.

Nastąpi coś złego

Policjant kazał Jerzemu zadzwonić do żony. Gdy odebrała, zapytał ją, gdzie jest? Ona odpowiedziała, że nie wie.

– Pytałem, gdzie przekroczyła granicę? Chciałem się z nią pogodzić. Powiedziała, żebym nie dzwonił, bo „nikt mi nie pomoże”. Chciałem się z nią jakoś dogadać, ale ona nie chciała  – kontynuuje Jerzy.

W końcu do Jolanty zadzwonił także policjant. Potem ona  oddzwoniła do męża i powiedziała: – Policja ci w niczym nie pomoże.

 – Wtedy słyszałem po raz ostatni synka. Słyszałem, jak chodził i kasłał. Nie powiedziała mi, gdzie jest, tylko że „na spacerze”. – dodaje Jerzy.

Około 21.00 dostał od żony sms: „Na komodzie w sypialni jest lista zakupów Oliwera do szkoły, kwit od butów, za dwa, trzy lata zrób Oliwerowi szczepionkę. Tym razem nie wymięknę„. W tym momencie Jerzy poczuł niepokój: –  Czułem, że nastąpi coś złego. Potem, przed 22.00 dostałem sms: „Pogodziłeś się z naszym rozstaniem, czy może jest jakaś szansa?”. Nie odpisałem jej. Dzwoniła do mnie. Dostałem kolejny sms: „Wybacz!”. Wtedy wiedziałem, że zrobiła coś złego. Pokazałem go siostrze. Powiedziała, żebym zadzwonił do żony i zaproponowała nagranie rozmowy.

 Antoś chyba śpi

Jolanta mówiła do męża: – Chciałam ci tylko powiedzieć, że mimo tego wszystkiego, co się stało, ja bardzo was wszystkich kochałam. Wiem, że my nie mogliśmy być ze sobą, bo mieliśmy dwa różne charaktery Jurek. Ty chciałeś czegoś innego, ja też chciałam czegoś innego. Ja wiem, ale ja żyć bez ciebie też nie umiem. Tylko tyle ci chciałam powiedzieć.  Żebyś wiedział, że zawsze cię kochałam i moje dzieci też. Oliwera też bardzo kocham. Ale już za późno. Jak to się mówi, mleko się rozlało. Chciałam być szczęśliwa, ale chyba chciałam być na siłę szczęśliwa z tobą. Bardzo cię kocham, ale ja już tego nie wytrzymałam. Powiedz, że nie będziesz robił problemów mojej siostrze, żeby mnie pochować tam, gdzie ja będę chciała. Jestem tak roz…a psychicznie, nie wiem, czy już jestem przekreślona? Ja wiem, że byłam złym człowiekiem, co innego myślałam, co innego robiłam – Jolanta zwierzała się mężowi.

Jerzy próbował przekonać ją, żeby pojechała do siostry, że on dojedzie tam z synem w piątek. Tymczasem kobieta nadal mówiła zapłakana: – Nie wiesz, co się stało. Coś bardzo złego. Bardzo złą rzecz zrobiłam.

wyp
Jolanta wjechała toyotą wprost pod nadjeżdżającą z przeciwka ciężarową scanię

– Zrobiłaś coś Antosiowi? – pytał zaniepokojony Jerzy.

– On chyba śpi z tyłu. Nie wiem. Nie chciałam nic mu zrobić, ale ja nie umiem – kontynuowała. Kazał jej obudzić synka. Nie zrobiła tego. Przyznała tylko, że minęła Stargard. Mężczyzna proponował, żeby zatrzymała się i spędziła noc w hotelu. Przytaknęła i rozłączyła się.

Policja nie pomogła

W momencie rozmowy Jolanty z Jurkiem, mały Antoś już nie żył. Wówczas Jerzy jeszcze o tym nie wiedział. Sprawy potoczyły się błyskawicznie. Jolanta wyjechała z domu we wtorek. Jerzy postanowił powiadomić szczecińską policję, że jego żona jest za Stargardem i rzekomo jedzie do siostry do Warszawy. Znów tłumaczył, że kobieta chce zabić siebie i dziecko. Podał numery rejestracyjne, markę auta, numer telefonu kobiety. Prosił o namierzenie pojazdu. Policjant nie umiał namierzyć nawet telefonu. Obiecał jednak wysłać patrole. W Niemczech Jerzy znów tłumaczył policji, o co chodzi i od nowa opowiadał całą historię.

– Niemiecki policjant zadzwonił do żony. Rozmawiała normalnie. Powiedziała, że wszystko jest w porządku, i że jedzie do siostry. Powiedziała, że dziecko śpi – opowiada Jerzy.

Policjant zapowiedział, że będzie dzwonił około godziny 5.00. Zawiadomienie zostało zgłoszone przed 1.00 w nocy. Policjant nie namierzył telefonu. Jego przełożony uznał, że nie ma zagrożenia życia, bo żona zachowuje się normalnie. O godzinie 5.05 do Jerzego zadzwoniła siostra Jolanty, powiedziała, że dostała telefon, że był wypadek. Dziecko zginęło w wypadku.

– Chwilę wcześniej policjant niemiecki dzwonił do Joli. Powiedział mi, że jest niemożliwe, aby miała wypadek.  Dzwoniłem na policję do Szczecina i pytałem, co wiedzą. Policjant powiedział, że nic nie wie. Poprosiłem o numer do Sierpca. Dyżurny odebrał, znów pytałem o żonę i wypadek. Zapytałem, czy zginęło dziecko? On powiedział, że nie może mi udzielić informacji, bo jest wypadek, ale trwa akcja ratunkowa. Potwierdził, zginęło dziecko i potwierdził, że auto to była toyota – dodaje Jerzy.

W środę, 13 lipca około 5.00 rano na trasie numer 10, w miejscowości Grąbiec, Jolanta wjechała toyotą wprost pod nadjeżdżającą z przeciwka ciężarową scanię. Chwilę później na naczepę scanii wjechał drugi samochód ciężarowy. Na miejscu tragedii ratownicy medyczni próbowali między innymi ratować życie małego Antosia. Nikt się nie spodziewał, że dziecko nie żyło już od kilku godzin, że miało dwie rany kłute zadane przez własną matkę kuchennym nożem. Kobieta jechała z martwym dzieckiem od Szczecina w kierunku Warszawy. Antoś po zadaniu dwóch ciosów, prawdopodobnie żył jeszcze pół godziny, a Jolanta go dobiła, udusiła.

– Ja nie byłbym w stanie zabić psa, nawet konającego, a ona potrafiła zabić własne dziecko – mówi z bólem w głosie mężczyzna.

Należy przypuszczać, że gdyby funkcjonariusze dali wiarę słowom Jerzego, to najprawdopodobniej jego dziecko by dzisiaj żyło.

Jolanta trafiła do sierpeckiego szpitala. Przeżyła wypadek. Mniej szczęścia miał kierowca ciężarówki, który wskutek obrażeń zmarł.

wypadek

Nadal ją kocham

 – Można było temu wszystkiemu zapobiec. Od początku prosiłem wszystkich o pomoc w Niemczech i w Polsce. Gdy mówiłem, że żona chce zabić siebie i dziecko, pomyśleli, że to chyba jakiś żart –  mówi mąż Jolanty – Sam się dziwię, skąd ja mam tyle siły? Nie widziałem się jeszcze z żoną, ale chcę ją zapytać, czy jest zadowolona, że spełniła swoje marzenie? Przez osiem lat, przez cały związek uświadamiała mnie, że mnie zniszczy. Ale wspominam też miłe chwile. Mieliśmy dwóch synów. Ten związek był toksyczny. Myślę, że wynikało to z traumatycznego dzieciństwa Jolanty. Niczego nam nie brakowało. Mieliśmy wszystko, zdrowe dzieci. Olivier ma już siedem lat. Dzisiaj mu powiedziałem, co się stało – dodaje ze smutkiem.

Jerzy chciał jeszcze zobaczyć zabitego synka, zanim pojedzie do domu, do Oliwiera. Chciał posiedzieć przy Antosiu, zanim na dobre pożegna go w Szczecinie, w miejscu pochówku.

Uświadomiłem sobie jedną rzecz, że zaczynam sobie tworzyć miejsce spoczynku, bo wcześniej nie myślałem o tym. Już mam to miejsce.

Mówi, że wraca do Polski, w Niemczech zostawi wszystko, weźmie tylko rzeczy swoje i syna: – Nie chcę mieć żadnych wspomnień. Oliwier boi się wejść do domu. Ta historia ciągnie się na moje życzenie, bo zawsze sobie tłumaczyłem, że będzie dobrze. Chciałbym jedynie popatrzeć w oczy żonie i zapytać ją, czy jest teraz zadowolona? Nie chcę już jej znać – po chwili zamyślenia Jerzy dodaje – Uświadomiłem sobie, że nie jestem dobrym człowiekiem. Gdy dowiedziałem się o wypadku, życzyłem jej śmierci. Policjant mi powiedział, że dobrze, że przeżyła, bo nie ma nic gorszego, jak żyć ze świadomością, co się zrobiło. Poczułem się lepiej, że będzie cierpiała. Ale ona  i tak popełni samobójstwo. Nie potrafiłem jej pomóc i za to siebie obwiniam. To była moja żona, nadal ją kocham, i mimo wszystko nie życzę jej źle. Po rozmowie z księdzem wiem, że muszę jej wybaczyć i wybaczam. Cały czas myślę, jak to wyglądało? Antoś był taki mały. Jak ona mogła go zabić? Dlaczego to zrobiła? Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć.

Na te pytania zapewne jeszcze długo Jerzy nie znajdzie odpowiedzi.

Justyna Gabrychowicz

 Fot.   Sylwia Krupińska

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*