Zgłoszone i umorzone

Od kilku tygodni tropię mężczyznę, który podaje się z arystokratę i wybitnego onkologa, a tymczasem jest spawaczem. Jednak w tym zawodzie nie chce pracować, woli bajerować naiwne kobiety na swoje wymyślone bogactwo oraz rzekomą praktykę lekarską. Jak to wygląda w praktyce, można o tym przeczytać w reportażu „Powrót hrabiego co seksem leczy” w najnowszym wydaniu Reportera. O tej sprawie i jej bohaterze dzięki nam zrobiło się głośna w całej Polsce.

Zajmujemy się tą osobą na łamach Reportera po raz drugi. Pierwszy raz pisaliśmy o nim w 2013 roku, wówczas nasz dziennikarz odwiedził go w zakładzie karnym. „Hrabia” siedział tam za to samo, co robi obecnie. Tyle, że teraz może chyba czuć się bezkarny, bowiem śledczych jego działalność praktycznie nie interesuje. W moim odczuciu policja przymyka na nią oczy. Zaś osoby zgłaszające oszustwa oraz wyłudzenie, traktowane są niczym intruzi i namolni natręci.

Tak było w kilku przypadkach, które opisuję w tym numerze Reportera. Policjanci najpierw nie chcieli przyjmować zgłoszeń od pokrzywdzonych, a gdy w końcu przyjęli, to nie zrobili nic, aby zatrzymać osobnika podszywającego się pod lekarza, i wyłudzającego na tę legendę pieniądze i kosztowne przedmioty. Chyba po prostu nie chce im się pracować w terenie i odwalają robotę urzędniczą po komendach? Papiery, procedury i strach przed przełożonymi, i samodzielnym działaniem. Tak to wygląda z mojej perspektywy.

Gdy wskazałem funkcjonariuszom (KRP Warszawa Wola, KGP, KWP Wrocław), gdzie przez dwa dni będzie przebywał ów osobnik, usłyszałem, że mam iść na najbliższą komendę. Tam mam złożyć zeznania, i wtedy zostaną one przesłane do właściwej komendy, która tym się zajmie. No i pewnie minie miesiąc, a potencjalny przestępca będzie czekać cierpliwie aż po niego przyjdą policjanci.

– Z oszustami metodą na policjanta też tak robicie, z mordercami też? – zapytałem i usłyszałem, że zawsze musi być zawiadomienie na papierze o popełnieniu przestępstwa. No to ja się nie dziwię, że przestępcy czują się u nas bezkarni, a policja ma mizerne efekty w walce z nimi. I nawet sama nie rozumie, czemu tak się dzieje.

– Czemu te kobiety zgłaszają się do pana, a nie do policji? – zapytała, oburzona tym faktem, rzeczniczka prasowa KRP Wola Warszawa.

– Bo ja coś w tej sprawie robię, a wy nic. Nie potraficie nawet łączyć zdarzeń i faktów – odpowiedziałem zagubionej policjantce.

Pewnie przyjdzie taki dzień, że nazbieram na „hrabiego” tyle materiału, że policja – chcąc nie chcąc – będzie musiała go zatrzymać, a sąd aresztować. Nie mam cienia wątpliwości, kto wówczas przypisze sobie sukces.

Działania policji w tej sprawie przypominają mi śledztwo dotyczące Iwony Wieczorek. Choć to inna skala, to postępowanie jest podobne. Moim zdaniem mocno pozorowane i pobieżne, z góry odrzucające niewygodne fakty i pracochłonne czynności. Ale o tym więcej na kolejnych stronach.

Nie da się jednak ukryć, że to co najlepiej wychodzi polskim śledczym, to umorzenia. Są mistrzami świata w tej konkurencji.

Janusz Szostak

1 komentarz do Zgłoszone i umorzone

  1. Taka smutna rzeczywistość!
    Ten narastający problem dziwnych zniknięć ludzi niby bez śladu, to co wtedy się dzieje i dwyprawia, to nie tylko przykład dziwnej sprawy Iwony z 3M, co bardziej ogólna kwestia w Polsce i jak już, te Nasze wydaje się być jak najbardziej słuszne działania to interes ogólnospołeczny!
    Koniecznością wyższą jest dokładać wszelkich starań, by tego typu sprawy nie były lekceważone czy bezczelnie zamiatane pod dywan!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*