Nieoczywista układanka

Ewelina Dyda, spod której pióra wyszedł recenzowany dziś tytuł, miłośnikom literatury kryminalnej znana jest bliżej jako twórca poczytnego bloga „Poczytajnia”. Na jego łamach kryminały omawiane są bardzo często. Nie dziwi więc, że miłośniczka tego gatunku i polonistka z wykształcenia sama spróbowała sił w świecie przedstawionym spod znaku zbrodni i ścigających ją śledczych.

„Zła waluta” to jeden z tych debiutów kryminalnych roku 2016, o których należy mówić i pamiętać, wyczekując kolejnych powieści autorki.

Jej bohaterem jest, rzadszy jednak w polskich powieściach, prywatny detektyw, Jakub Rau. To postać typu everyman, co może podobać się wielu czytelnikom, którzy z jego cechami charakteru i umiejętnościami potrafią się mocno utożsamiać. Nudna praca śledzącego niewiernych małżonków, marzącego o wielkich sprawach śledczych, podczas picia kawy z kubka z podobizną Humpreya Bogarta, zostaje zaburzona nagłą sprawą, której celem jest oczyszczenie z zarzutu morderstwa Igora Haddada. Ofiarą jest młoda, piękna studentka pielęgniarstwa, a potencjalnym zabójcą chłopak ofiary, zatrzymany na miejscu zbrodni, mający za sobą kryminalną przeszłość i arabskie korzenie.

Wydaje się, że to sytuacja śledcza w pełni jasna i nie wymagająca jakichkolwiek dodatkowych czynności detektywistycznych. Nic bardziej mylnego. Jakub Rau dość szybko odkrywa, że sprawa nie jest tak jednoznaczna i prosta. Jego zmysł detektywistyczny, umiejętności łączenia faktów i wydobywania cennych informacji, pozwala czytelnikom na uczestnictwo w śledczej grze. To ciekawa układanka, nieoczywista, nie dająca się rozwiązać z karty na kartę, co czyni omawianą powieść wartą lektury do samego końca.

Kryminalna intryga „Złej waluty” nie obejmuje jedynie kwestii ustalenia faktycznego sprawcy zbrodni, które zresztą dzieją się na naszych oczach. Atrakcyjność i aktualność powieściowej fabuły ukrywa się jednak przede wszystkim w tematyce stanowiącej tło zbrodni. Chodzi o zagadnienia społeczne i obyczajowe. Obce, niepolskie pochodzenie potencjalnego sprawcy, to znakomita pożywka dla wszelkich publicznych napiętnowań i pokusy szybkiego rozegrania kwestii winy i kary. Źle rozumiany patriotyzm, skrzywiony nacjonalizm, podsycany politycznym populizmem, to idealna pożywka dla błędów organów ścigania. Nie mówiąc już o opinii publicznej, tak łatwo dającej się sterować z użyciem negatywnych emocji. I o tym jest też powieść Eweliny Dydy.

Na dokładkę główny bohater, jakże męski typ, nie potrafi powstrzymać się przed seksualnymi pokusami zleceniodawczyni śledztwa. Rzecz obyczajowo ciekawa, niekoniecznie obrazoburcza, ale mocno komplikująca śledztwo, zwłaszcza w zwrocie akcji, który każe zastanawiać się, czy ta piękna i elegancka kobieta nie steruje detektywem i całym postępowaniem.

Kto jednak naprawdę zabija i dlaczego, to okazuje się na ostatnich kartach książki, co czyni ją udanym kryminałem i prawdziwie przyjemną przygodą czytelniczą.

Leszek Koźmiński

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*