Coś mu kazało zabić siostrę

 Usłyszał głosy w głowie, które kazały mu zabić siostrę. Wybiegł z pracy, wrócił do domu, chwycił za nóż, i kilkakrotnie zadał sześciolatce ciosy w klatkę piersiową. Potem spokojnie wrócił do pieczenia chleba. Gdy go zatrzymano mówił, że oddałby za nią życie.

 Korytowo, to wieś nieopodal Choszczna (woj. zachodniopomorskie), malowniczo położona nad jeziorem Korytowo. Historycznie była to posiadłość joannitów a potem Wedlów, podobnie jak pobliskie Drawno. Zamek zbudowano tu już w końcu XIII wieku. Jest jeszcze park krajobrazowy, szkoła, ochotnicza straż pożarna. Ta niewielka wieś (około 1000 mieszkańców) stała się znana w całej Polsce pod koniec ubiegłego roku za sprawą tragedii małej Darii.

Życie wsi koncentruje się wokół kościoła z XVI wieku. Tu bowiem działa niezwykle prężnie miejscowa parafia. Ksiądz Sławomir Kokoszycki zbudował przy parafii centrum kulturalne, edukacyjne i charytatywne. Działa tu gabinet lekarski, magazyn z ubraniami, poradnia prawna a nawet noclegownia dla bezdomnych.  Nic dziwnego, że na wiejskiej drodze spotykam potrzebujących z odległych miejscowości województwa zachodniopomorskiego.

Skoczyłby za nią w ogień

 To właśnie w Korytowie – w budynku dawnej pijalni piwa przerobionej na dom – mieszkał Adrian R. z matką, ojczymem oraz dwoma młodszymi siostrami, i dziadkami. Dom z zewnątrz jest bardziej schludny i solidny niż pozostałe: świeżo wymalowany, dach jest pokryty ładną, czerwoną dachówką. Łączy się bezpośrednio z domem sąsiadów. Położony jest naprzeciwko przystanku PKS, obok sklepu spożywczego i kościoła, praktycznie w centrum wsi. Rodzinę R. znają wszyscy, nawet przyjezdni. Dobrze im się powodzi: ojczym pracuje za granicą, Adrian na stałe w piekarni, a matka znalazła pracę w Choszcznie. Dotychczasowe życie płynęło Adrianowi i jego bliskim bez większych problemów finansowych, nawet beztrosko.

fot 2
Adrian R. mieszkał z rodziną budynku dawnej pijalni piwa/ fot Joanna Jączek

Zresztą o samej rodzinie R. niewiele poza tym wiadomo. Uwaga obserwatorów skupia się na Adrianie. Mieszkańcy wsi mówią mi, że rodzina R. to dobrzy ludzie, normalni, bez problemów alkoholowych. Matka Adriana drugi raz wyszła za mąż i zmieniła nazwisko. Urodziła Adriana we wczesnej młodości, praktycznie wychowywał go ojczym. Matka ponoć niewiele się nim zajmowała. Dziadkowie byli za to w porządku.

Spotkana kobieta z wózkiem tłumaczy, że wyjechała za granicę, a do Korytowa przyjeżdża od czasu do czasu, dlatego nie zna dobrze Adriana. Inni też nie przyznają się do znajomości z rodziną R. Ale nikt nie słyszał o biciu Darii przez brata lub rodziców. Nie jest to rodzina z marginesu. Zaś sam Adrian „Za małą skoczyłby w ogień, a nawet za nią zabił” – jak mówił na krótko przed tragedią.

Wcześniej nikt z mieszkańców wsi nie skarżył się na Adriana: – To był ogarnięty chłopak, miał stałą pracę, a to jest rzadkością w Korytowie – słyszę opinię o nim.

Adrian

Chłopak był cenionym pracownikiem. Po odbytych praktykach i ukończeniu szkoły pozostał na stałe w piekarni. Nikt nie podejrzewał, że ten poukładany i solidny 20-latek ma drugie, mroczne oblicze.

Adrian nie był dotychczas karany, choć miał na sumieniu drobne wybryki, które nie były zgłaszane na policję. W zdenerwowaniu w czasie kłótni uderzył między innymi mężczyznę pod barem w Choszcznie, pobił bezdomnego. Innym razem zniszczył rzeźby sarenek sąsiadki. Nie były to jakieś poważne przestępstwa. Niektórzy wspominają coś o konflikcie z ojczymem.

Adrian był dumny z zapoznania wartościowej dziewczyny, z dobrego domu. Na koncie na Facebooku zamieszczał informację, że „jest w stałym związku”. 11 lat temu zamordowano matkę jego dziewczyny na oczach jej i rodzeństwa. Sprawca tej zbrodni popełnił zresztą samobójstwo. Była to pierwsza zbrodnia w niewielkim Korytowie.

Zabił i wrócił do pracy

W nocy z 19 na 20 listopada 2016 roku Adrian był pobudzony, nie mógł zasnąć. Logował się na Facebooku, gdzie zamieszczał utwory muzyczne rapowych zespołów. Ten dzień był szary i nudny, tyle, że niedziela. Nic szczególnego się nie wydarzyło, nic nie zapowiadało nieszczęścia. W niedzielę, 20 listopada, Adrian pracował w piekarni, co zdarzało mu się często w święta i w dni wolne.

Rano był widziany z siostrą na mszy. Podobno nawet był kiedyś ministrantem. Niedziela zeszła, jak z bicza trzasnął. Nastał wieczór i nieuchronnie zbliżał się czas rozpoczęcia nocnej zmiany. W pracy zresztą Adrian nie miał żadnych problemów, nie było to dla niego katorgą, że musi pracować w nocy.

O 19.00 przyjechał motorem na swoją zmianę do piekarni w Wardyniu, odległym od domu o zaledwie 6 kilometrów. Nikt z pracowników nie zauważył niczego podejrzanego w jego zachowaniu, może był nieco bardziej zmęczony niż zwykle. Stoicko spokojny, nie zachowywał się dziwnie lub dobrze się maskował. Potrafił być bardziej opanowany niż inni. Według relacji właściciela piekarni jakiś czas po rozpoczęciu pracy Adrian wybiegł na podwórko, i nikomu nic nie mówiąc, wsiadł na motor i pojechał z powrotem do domu, do Korytowa. Dlaczego nikt go nie zatrzymał? Opuścił przecież miejsce pracy. Naiwnie liczył, że jego krótkiej nieobecności nikt nie zauważy?

fot 3
Nikomu nic nie mówiąc, wsiadł na motor i pojechał z powrotem do domu, do Korytowa/ fot FB

Od tej pory akcja toczy się niewiarygodnie szybko, szybciej niż w gangsterskim filmie. Po pół godzinie jest już z powrotem w piekarni. W drodze powrotnej wyrzuca nóż gdzieś w krzaki. Świadkowie zauważyli, że był pobrudzony błotem, ale wytłumaczył, że się przewrócił na motorowerze. Formuje krzywe bochenki, jest zdenerwowany, nie reaguje na zwracane mu przez współpracowników uwagi. Jakby nie mógł skupić się na pracy. Brygadzista ma wrażenie, że Adrian zaraz wybuchnie i zareaguje awanturą, ale nic takiego nie następuje.

Jak się potem okazało, po przyjeździe do domu zaatakował nożem małą siostrę. Zadał jej wiele ciosów. W czasie dramatu w domu byli wszyscy domownicy. Gdy usłyszeli krzyki dziecka, wbiegli zaniepokojeni do pokoju Darii. Zobaczyli zakrwawioną dziewczynkę, leżącą bezwładnie na podłodze. Natychmiast wezwali pogotowie, ale nie czekając na przyjazd karetki, ojciec wziął ją na ręce, zaniósł do samochodu i zawiózł do szpitala. Jak podał dr Krzysztof Szczucki, gdy rodzice dotarli do szpitala w Choszcznie, dziecko było już martwe. Najprawdopodobniej śmierć nastąpiła na miejscu, w domu.

Głosy kazały mu zabić

Podejrzanym o spowodowanie śmierci dziewczynki został jej starszy brat, bo tylko on przebywał z nią w pokoju w chwili zbrodni. Zaraz po ujawnieniu – już po godzinie 20.00 – Adrian został zatrzymany w pracy przez policję. Nawet nie stawiał oporu, nie próbował zaprzeczać. Świadkowie aresztowania myśleli, że kogoś pobił, ale nawet nie przypuszczali, co naprawdę zrobił.

Z powodu dziwnego zachowania – jakby był po dopalaczach – trafił do szpitala na pobranie krwi. Był na pewno trzeźwy. Po szczegółowych badaniach okazało się, że przed zbrodnią nie zażywał narkotyków ani dopalaczy. Ten fakt potwierdza prokuratura. Jak sam napisał na Facebooku: „Odstawiam leki, farmakologii narka…”. Co zatem brał wcześniej?

Adrian po zatrzymaniu przyznał się do winy i złożył wyczerpujące wyjaśnienia. Niestety nie poznamy ich treści ze względu na dobro śledztwa. Jego zachowanie wydaje się dziwne i niezrozumiałe, bo według świadków był bardzo zżyty z młodszą siostrą i ją kochał. Ona również za nim przepadała. Co więc stało się nagle tej tragicznej niedzieli? Podobno Adrian miał słyszeć głosy, które kazały mu zabić siostrę, bo inaczej ona zabije jego. Psychiatrzy nie wykluczają schizofrenii. Został zresztą skierowany na badania psychiatryczne.

Trudno uwierzyć, że dwudziestolatek bez najmniejszego powodu przerywa pracę, jedzie do domu i zabija młodszą siostrę. Wcześniej nie było między nimi żadnych konfliktów, i nagle sięgnął po nóż? Takie wnioski można wysnuć z lektury pierwszych komunikatów policji o sprawie.

Być może Adrian molestował siostrę, a ta groziła mu, że powie o tym rodzicom. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że w chwili zbrodni nie był pod wpływem narkotyków, jakby działał w afekcie. Brat postanowił uciszyć małą.

Dlaczego mieszkający wspólnie rodzice i dziadkowie, oraz starsza siostra nie zauważyli wcześniej, że pod ich dachem dzieje się coś złego?

Nieznanych jest wiele szczegółów sprawy. Śledztwo trwa. Jak się okazuje Adrain może mieć poważne zaburzenia psychiczne. Dlatego śledczy chcą, żeby na kilka tygodni trafił na obserwację do zamkniętego ośrodka, w którym psychiatrzy ocenią stan jego zdrowia.

Darię pochowano na cmentarzu w Choszcznie zaraz po zbrodni.

Joanna Jączek

 

 

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*