Jak to w życiu

Dosyć dawno temu, choć nie za siedmioma górami, ani siedmioma lasami, lecz między Odrą a Bugiem mieszkała pewna pani, niech będzie Maria. Ani stara, ani młoda, z jakichś przyczyn miała sporo wolnego czasu, który chętnie spędzała w charakterze tzw. publiczności sądowej.

Pewnego dnia trafiła jej się nie lada gratka: proces dwóch zabójców otwockiego taksówkarza, głośny w 1982/83 roku na całą Polskę. Prokurator w mowie końcowej wniósł o karę śmierci dla obu. Wtedy publiczność sądowa wstała z miejsc i rozległy się oklaski. Brawo biła i pani Maria. Wkrótce coś ją podkusiło i postanowiła zostać ławnikiem.

Pierwsza sprawa, druga, trzecia. Gdy w pokoju narad dochodzi do dyskusji o karze, pani Maria jak lwica walczy o… jak najniższy wymiar. Bo oskarżony już to do szkoły miał pod górkę, już to – taki sympatyczny chłopak, a jaki szczery! – w złe towarzystwo popadł, już to źli milicjanci i prokuratorzy nań się uwzięli.

O pani Marii i jej nawróceniu na całkiem nową wiarę, opowiadała mi Janina Petrykowska, znakomita i doświadczona sędzia; obie niejedną sprawę razem sądziły i niejedną kawę przegadały w bufecie sądowym.

Pozornie byłaby to tylko incydentalna historyjka, gdyby nie fakt, że wszyscy sędziowie – a wielu ich znałem i znam – powtarzają jak jeden mąż: przychodzą do nas krwiożercze tygrysy, które za stołem sędziowskim stają się uosobieniem św. Franciszka wobec ptaszków. Przed laty potwierdziły to poważne badania Ministerstwa Sprawiedliwości; nikt nie miał interesu w ich fałszowaniu.

Piszę o tym po tysięcznych lekturach internetowych komentarzy, których autorzy sprawców przestępstw niezmiennie wieszają, topią, kamienują, facetom wkręcają co trzeba w imadła itp. Czy tamte badania pasowałyby do hejtera, który nagle stał się sędzią, choćby tylko społecznym?

To by było ciekawe doświadczenie: zamiast jakiegoś papierowego sprawcy, naprzeciw naszego internauty staje żywy osobnik. Niekoniecznie Człowiek, ale przynajmniej podróbka.

Nie mam pojęcia, czym by to się skończyło: opcją jednak tygrysią czy franciszkańską? Bo co począć z taką rozbrajająco szczerą podróbką, która w odpowiedzi na pytanie: – To oskarżony dla pięciu złotych zabił człowieka?!, odpowiada:

– Wysoki Sąd wie, jak to w życiu… tu pięć złotych, tam pięć złotych…

Kamerton (Piotr Ambroziewicz)

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*