Obcięli mu palce, a potem go zakopali, bo chciał wypłatę

Gdyby wiedział, jak skończy się dla niego upominanie o zarobione pieniądze, to zrobiłby to inaczej. Ale czasu nie można już cofnąć, tak samo zadanych przez oprawców fizycznych i psychicznych ran, które nigdy do końca się nie zagoją. Okaleczony i ledwo żywy Dominik B. z Katowic miał wiele szczęścia, gdy resztką sił wyczołgał się z lasu na autostradę. Gdyby nie pomoc jednego z kierowców, dziś mógłby już nie żyć. Na początku lutego 2017 roku zapadł prawomocny wyrok w tej sprawie.

Gdy 23-letni Dominik B. wyjechał do Warszawy za lepszą pracą, nawet przez myśl mu nie przeszło, co może go spotkać. W rodzinnych Katowicach zajmował się remontem mieszkań, ale był zatrudniany „na czarno”, a jego szefowie nie zawsze byli wypłacalni. Gdy sytuacja zaczęła się powtarzać, postanowił spróbować szczęścia gdzie indziej.

Oddaj pieniądze

 W lipcu 2013 roku trafił do 29-letniego Szymona F., który był podwykonawcą remontu szkoły na warszawskim Mokotowie. Nie znał, ani jego nazwiska, ani nazwy firmy, do tego też pracował „na czarno”. Tym jednak nie bardzo się przejmował, bo tamten płacił mu regularnie zawsze na koniec tygodnia. Dodatkowo opłacał hotel robotniczy a potem dom, w którym był zakwaterowany z trzema innymi pracownikami. Jednym z nich był 21-letni Mateusz R., z którym Dominik nie bardzo potrafił się dogadywać. Mężczyzna bywał konfliktowy i agresywny.

Po pewnym czasie Dominik znalazł zajęcie przy remoncie innych budynków i postanowił zmienić pracę. Powiadomił o tym Szymona F. wysyłając mu SMS, wspomniał też o wypłaceniu mu reszty zarobionych pieniędzy. Niestety tamten cały czas go zbywał. Raz mówił, że mu wypłaci jak dostanie zaległą kasę, a później – żeby nie zawracał mu już głowy. Dominik w końcu nie wytrzymał i napisał, że jeśli nie otrzyma pieniędzy, to doniesie do Państwowej Inspekcji Pracy za zatrudnianie ludzi bez żadnej umowy.

Wtedy Szymon odpisał, żeby spotkali się w umówionym miejscu i dostarczy mu zaległości. Dominik zgodził się i następnego dnia czekał obok dworca kolejowego w Piasecznie. Po czasie podjechał autem jego były szef, obok którego siedział jeszcze Mateusz R.

Zasypali go żywcem

 Dominik wsiadł do samochodu, bo tamten obiecał, że zaraz odda mu pieniądze, tylko musi skoczyć jeszcze do mechanika. Ten mechanik miał mieszkać za lasem, dlatego Szymon F. skręcił w kierunku grójeckiego lasu. W trakcie drogi F. poprosił go o telefon, aby napisać do swojej dziewczyny, ale już go nie oddał. Gdy znaleźli się w wyludnionym miejscu, zaproponował, aby wysiedli i zapalili papierosa. Wtedy F. od razu go zapytał, czy wie, co go teraz spotka za takie SMS-y. Nie zdążył nawet nic wytłumaczyć, bo tamten uderzył go, złapał za kaptur od bluzy i pociągnął w gęste zarośla. Tam, Mateusz R. podał mu małą łopatkę, kazał kopać grób i uderzył tasakiem w kark. Dominik zaczął uciekać, ale R. złapał go za bluzę i uderzył w to samo miejsce po raz drugi. Wtedy upadł, otrzymał jeszcze kilka silnych ciosów, a gdy oprawcy stwierdzili że nie żyje, zasypali go piachem i przykryli gałęziami.

Na szczęście Dominik był przytomny i zdołał zasłonić twarz ręką, a to pozwoliło mu oddychać pod ziemią. Gdy zorientował się, że oprawcy odeszli, rozgarnął piach i wydostał się z dołu. Był w ogromnym szoku, w przebłysku świadomości zobaczył, że place u jednej ręki wiszą tylko na skórze. W oddali usłyszał przejeżdżające samochody, więc próbował wstać. Nie mógł jednak utrzymać się na nogach i upadał, rany były głębokie i mocno krwawiły, jednak resztką sił czołgał się w stronę odgłosów. W ten sposób dotarł na pobocze drogi i tam machał do przejeżdżających samochodów. Wielu kierowców, widząc zakrwawionego mężczyznę nawet się nie zatrzymało, stanął dopiero przejeżdżający Mariusz N. z Grodziska Mazowieckiego, który natychmiast wezwał policję i pogotowie.

Miał obcięte palce

 Dyżurny policji w Grójcu otrzymał zgłoszenie, że w miejscowości Podole na krajowej „siódemce” znaleziono młodego mężczyznę z licznym ranami. Informacja potwierdziła się. Jak ustalili policjanci, w okolicach miejscowości Podole z lasu wyszedł zakrwawiony mężczyzna.  Na ciele miał liczne rany cięte oraz obcięte palce dłoni – informowała wówczas oficer prasowa KPP w Grójcu  podkom. Katarzyna Hajdenrajch-Wojewódzka.

1

Dominik trafił do grójeckiego szpitala, gdzie został poddany operacji. Skomplikowany zabieg trwał prawie sześć godzin, ale lekarzom udało się przyszyć cztery place w prawej ręce oraz kciuk lewej dłoni. Zszyli też głębokie rany na karku, które na szczęście nie naruszyły kręgosłupa. Gdy Dominik oprzytomniał, opowiedział kto za tym stoi, w ten sposób policjanci szybko zatrzymali bardzo zaskoczonych napastników.

Jeszcze tego samego dnia wieczorem, grójeccy policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn podejrzewanych o związek z tym zdarzeniem. Obaj usłyszeli zarzuty usiłowania zabójstwa oraz ciężkiego uszkodzenia ciała. Sąd zdecydował, że podejrzani najbliższe trzy miesiące spędzą w areszcie – podaje Hajdenrajch-Wojewódzka.

Prokurator postawił im zarzut usiłowania zabójstwa poprzez zadawanie ciosów w okolice głowy, szyi, rąk, i spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Nie przyznali się do winy. Rok później stanęli przed Sądem Okręgowym w Radomiu.

Zebrany materiał dowodowy pozwolił ustalić, że obydwaj działali w porozumieniu.

Obarczali się winą

Szymon F. nie przyznał się do winy i nie chciał składać wyjaśnień. Odpowiadał tylko na pytania zadawane przez obrońcę. Sąd wziął więc pod uwagę wyjaśnienia złożone przez niego podczas śledztwa. Szczegóły wersji, które podawał zmieniał wiele razy. Twierdził, że nie ma nic wspólnego z pobiciem Dominika B. i całą winę zwalił na Mateusza R. Powiedział, że słyszał, jak się kłócili w samochodzie, z którego wysiedli i odeszli, a po czasie wrócił tylko sam Mateusz. Miał schować rękawiczki robocze i powiedzieć, że Dominik wróci na własną rękę. Zaprzeczał, aby zlecał jego pobicie. Wyrok w tej głośnej i dramatycznej sprawie zapadł w ubiegłym tygodniu. 

Natomiast Mateusz R. przyznał się do winy i przeprosił Dominika, ale całą winą obarczył F., który miał zaplanować zemstę. To Szymon F. kazał mu wziąć saperkę i tasak, a Dominikowi nakazał kopać grób. Gdy ten nie chciał, to polecił, aby zrobił to Mateusz. Przyznał się do zadania ran w kark, ręce, do przysypania piachem i przykrycia gałęziami. Gdy odjeżdżali, F. miał powiedzieć, że tak kończą osoby, które próbują go zastraszyć. Później, jak dowiedział się, że Dominik przeżył, był wściekły, że Mateusz porządnie go nie załatwił i spartaczył robotę. Nakazał mu zeznawać, że oddał Dominikowi pieniądze.

Sam Dominik B. relacjonował, że ciosy zadawał mu R. a F. stał i spokojnie się przyglądał.

Dominik, mimo operacji, nie odzyskał sprawności w prawej dłoni. Nie może nią pracować, gdyż palce nie są już takie jak przedtem.  Może gdyby były tylko ucięte, miałby większe szanse, ale oprawca porąbał je uderzając tasakiem kilka razy.

Proces trwał latami, a okaleczony mężczyzna na nowo przeżywa tamte straszne wydarzenia.

W czasie procesu prokurator domagał się dla oskarżonych wyroku do 25 lat za kratkami. Sam poszkodowany chciał od oprawców półmilionowego odszkodowania. Z kolei oskarżeni nawzajem obarczali siebie winą. Ich obrońcy domagali się uniewinnienia każdego z nich, umniejszając ich wkład w całe zdarzenie.

Prawomocny wyrok w tej sprawie zapadł na początku lutego 2017 roku. Szymon F. i Mateusz R. nie zostali na jego ogłoszenie doprowadzeni z tymczasowego aresztu, w którym obecnie przebywają. Na sali rozpraw Sądu Apelacyjnego w Lublinie nie pojawili się nawet ich obrońcy.

– Postanawiam zaskarżony wyrok zmienić w ten sposób, że Szymona F. skazuję na 15 lat pozbawienia wolności, a Mateusza R. na karę 13 lat więzienia –ogłosił sędzia Mariusz Młoczkowski. Oprócz podwyższenia kar więzienia, oprawcy będą musieli zapłacić swojej ofierze dwa razy większe odszkodowanie. – Pół miliona proponowane przez samego Dominika B. jest zbyt wygórowaną kwotą, jednak zasądzone wcześniej 150 tys. to z kolei za mało. Odpowiednim zadośćuczynieniem będzie więc kwota 300 tys. zł – zdecydował sąd.

Sędzia uzasadniając wyrok podkreślał, że sprawcy byli bardzo okrutni: – Oskarżeni byli przekonani, że Dominik B. nie żyje. W związku z tym można rzec, że nie tylko nie mieli żadnej czysto ludzkiej refleksji, żadnego odruchu, by zniwelować skutki swojego zachowania, ale byli w swoim zachowaniu wręcz bezwzględni – dodał sędzia.

Aneta Dzich

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*