ARCHIWUM X: Zamordowani z zimną krwią w biały dzień

Do dziś nie ustalono sprawców makabrycznego mordu w Brodach, niedaleko Wyszogrodu. W 2004 roku znaleziono tam zmasakrowane zwłoki starszego małżeństwa z Sochaczewa. Zostali zamordowani w biały dzień, z zimną krwią. O tej sprawie pisałem obszernie przed 13 laty. Dziś wracam do niej za sprawą Mariusza N. Ten sochaczewski przestępca twierdzi, że w zbrodni brali udział jego znajomi.

Mariusz N. twierdzi, że ma wiedzę o wielu poważnych przestępstwach jak: morderstwa, porwania, napady, haracze, podżeganie do zabójstwa funkcjonariuszy czy hurtowy handel narkotykami. Bardzo chętnie obciąża innych, w tym swoich kolegów, a siebie wybiela. Prawdopodobnie ma jednak na sumieniu najcięższe zbrodnie, które pozostają do dziś niewyjaśnione. Od lat przebywa w zakładach karnych, ale siedzi za inne, bardziej błahe czyny. Nikt dotąd nie udowodnił mu najpoważniejszych przestępstw. Wkrótce może wyjść na wolność, jeśli tak się stanie, będzie zagrożeniem dla innych. To wyjątkowo niebezpieczny bandyta.

Okazja do śmierci

Zanim przedstawimy wersję Mariusza N. na temat zabójstwa staruszków, przypomnijmy, co w tej sprawie stwierdzili śledczy.

30 marca 2004 roku małżonkowie o godzinie 9.20 przyjechali autobusem na dworzec PKS w Wyszogrodzie. Mieli zamiar odwiedzić rodzinę mieszkającą w okolicy. Planowali także kupić pomnik na pobliskim cmentarzu. Para miała przy sobie około tysiąca złotych, do tego kobieta zaszytą w płaszcz złotą biżuterię.

Starsi państwo poszli z dworca PKS w Wyszogrodzie na trasę Warszawa – Płock, aby złapać tzw. okazję. Po kilku minutach, zabrani zostali na tzw. okazję przez auto francuskiej marki.

Przypuszczać można tylko, co było dalej. Najprawdopodobniej do morderstwa doszło w samochodzie, a godzinę później, sprawca wyrzucił zwłoki w leśnym zagajniku w miejscowości Brody Duże, nieopodal Wyszogrodu. Policja nie wykluczała jednak także wersji, w której zabójstwo mogło zostać dokonane w lesie, poza autem.

Ich zwłoki znalezione zostały 30 marca 2004 roku, o godzinie 10.30. Obydwoje zginęli od ran zadanych w głowę tępym narzędziem. Ciała odnalezione zostały przypadkiem przez jednego z okolicznych mieszkańców. Leżały w lesie, kilkaset metrów od drogi Płock – Warszawa.

Żadnych tropów

Na początku kwietnia 2004 roku policja podjęła szeroko zakrojoną akcję przeszukiwania lasu, w celu wykrycia jakichkolwiek śladów. Znaleziono co prawda zakrwawiony nóż, jednak prawdopodobnie narzędzie to nie posłużyło do zamordowania staruszków. Zginęli od uderzenia w głowę tępym narzędziem, a nie od ran kłutych.

fot. Janusz Szostak

Byłem tam wówczas na miejscu poszukiwań. Podczas akcji zatrzymano i skontrolowano mnóstwo aut przejeżdżających drogą przez Wyszogród. Policja przypuszczała bowiem, że sprawcą może być człowiek, który co jakiś czas przejeżdżał przez miasto: dostawca towarów lub kurier. W Wyszogrodzie i okolicach rozwieszono zdjęcia zabitego małżeństwa, policja apelowała w mediach do świadków, którzy mogli widzieć moment wsiadania staruszków do auta. Działania te nie przyniosły jednak żadnego efektu.

Nieznany pozostał też motyw zbrodni. Małżonkowie nie zostali bowiem obrabowani. Z ciała kobiety nie ściągnięto biżuterii. Mężczyźnie pozostawiono pieniądze w portfelu. Sprawca w ogóle nie przeszukał ciał.

– Niewykluczone, że ktoś, kto znał lub obserwował staruszków, wiedział, że mają przy sobie pieniądze. Sprawca zwabił ich do samochodu, zaproponował podwiezienie lub po prostu wciągnął siłą do auta. Potem doszło do tragedii – mówili przed laty policjanci.

Sprawą zajmowało się w 2010 roku radomskie Archiwum X, czyli specjalna komórka policyjna podejmująca niewyjaśnione sprawy sprzed lat. Jak mówił mi wówczas podkomisarz January Majewski z zespołu prasowego mazowieckiej komendy, policja dysponuje nowymi, doskonalszymi technikami i możliwościami w kwestii zabezpieczania śladów, identyfikowania linii papilarnych itp. – Ponadto chodzi o nowe, świeże spojrzenie na sprawę. Być może jakieś fakty umknęły prowadzącym wtedy sprawę. Dlatego w zespole znajdują się policjanci z wydziałów kryminalnego i dochodzeniowo-śledczego. Analizują zebrane niegdyś materiały i próbują znaleźć nowe wątki – stwierdził January Majewski.

Niestety śledczym nie udało się trafić na żaden przełomowy ślad w tej sprawie.

Wozili ze sobą majątek

Tymczasem Mariusz N. twierdzi, że wie, kto stoi za zabójstwem starszego małżeństwa z Sochaczewa.

– To było prawdopodobnie w 2004 roku, siedziałem wtedy w zakładzie karnym w Płocku – relacjonował Był tam też niejaki „Pele”, z którym znałem się z Sochaczewa. I to on opowiedział mi o uprowadzeniu i zamordowaniu starszego małżeństwa pod Wyszogrodem.

Według słów Mariusza N. w zbrodni brali udział ludzie z Sochaczewa”: „Pele”, mężczyzna o ksywce „Maliniok”, Krzysztof Sz. oraz jeszcze jeden, którego nazwiska już nie pamięta.

– Z relacji „Pelego” wynikało, że dowiedział się, iż to małżeństwo ma znaczne ilości złota i pieniędzy. Trzymali wszystko w domu, niczego nie lokowali w żadnych bankach. Jak gdzieś się poruszali, to trzymali ten majątek przy sobie – twierdził Mariusz N.

Jak mówi, małżonkowie od dłuższego czasu byli obserwowani: – „Pele” z kumplami szukali okazji, aby ich ograbić. Zdarzyło się, że ci starsi pojechali autobusem do Wyszogrodu. Chłopaki jechali za autobusem na dwa auta. Na każdym przystanku się zatrzymywali, bo nie wiedzieli, gdzie to małżeństwo wysiądzie. Ale wysiedli dopiero w Wyszogrodzie i poszli na okazję.

Wtedy – według słów Mariusza N. – „Pele” z kumplami podjechali do nich dwoma samochodami: Ci ludzie wsiedli do jednego z nich, a drugi jechał za nimi. Wywieźli ich do lasu i zabili, a ciała zostawili po prostu pod drzewami. Nawet ich nie ukryli. „Pele” powiedział mi też, że mieli sporo pieniędzy, ale wcześniej miał cynk, że będzie ich jeszcze więcej, i trochę się rozczarowali. Nie wiem, w jaki sposób ich zabili. „Pele” powiedział mi tylko, że ich zaje… To wszystko, co wiem o tym zdarzeniu. Może coś sobie przypomnę, to dopowiem – Mariusz N. nie zamyka sprawy. Niestety zeznania Mariusza N. nie pomogły w wyjaśnieniu zbrodni sprzed 13 lat.

Janusz Szostak

 

 

 

3 komentarzy do ARCHIWUM X: Zamordowani z zimną krwią w biały dzień

  1. Może krew i nóż należały do zabójcy który sam się skaleczył z jakiś powodów i ofiary zabił czym innym np. uderzeniami wyposażenia pojazdu np. klucz, łomik, rurka itp. Skąd zakrwawiony nóż w lesie ? To nie codzienne znaleziska.
    Dziwne że staruszkowie nosili złoto przy sobie z obawy czy dla sprzedaży a nie bali się wsiąść do samochodu osób których nie znają ( okazja).
    Na zdjęciach wyglądają na ludzi wyjątkowo nie ufnych ale i na ogarniętych potrzeba posiadania więc chyba niechętnie rozstają się ze swoim bogactwem.
    Ciekawe dlaczego wysiedli z autobusu aby następnie jechać okazją… skąpstwo, brak możliwości dojazdu gdzie chcieli dojechać czy byli z kimś umówieni. Jednak nie okradziono ich więc motyw rabunkowy raczej odpada , chyba że sprawcy nie zdążyli bo ktoś pojawił się. Porachunki, gdzieś jechali ale po co ? Sprawców musiało być dwóch bo choć staruszków dwoje i wiekowi więc nie w pełni sprawni to raczej walczyli by i krzyczeli. Nie łatwo zabić w samochodzie uderzeniem w głowę ale zdarzały się takie zabójstwa ( pewnego chłopca zabił kierowca bo chciał zobaczyć jak to jest, ciało ofiary pozostawił w lesie z telefonem komórkowym na ciele… jak nic zachowanie na seryjnego), ale dwie osoby w samochodzie uderzeniem w głowę to nie lada wyczyn. Analiza ciosów w aucie wykazał by czy tak było a dzisiejsze techniki mogą to wykazać. Myślę że ofiary zginęły poza samochodem. Pytanie czy zabito dla zabawy czy ktoś miał awersję do tych właśnie osób ? Ciekawe czy zabezpieczono logowania telefonów komórkowych na tamtym terenie ? Pewni nie. Skoro trasa ruchliwa, mogli natrafić na kogoś kto lubi zabijać lub myślał o zabijaniu i nadarzyła się okazja… ofiary słabe i powolne więc nie obronią się. Okazyjne przypadkowe podwózki zwykle nie są przez osoby znane pasażerom szczególnie na ruchliwych trasach. Brak oznak rabunku sugeruje inna przyczynę zabójstwa, może starsi ludzie wkurzyli jakiegoś nie zrównoważonego kierowcę i w szale wyżył się lub rzeczywiście trafili na seryjnego który dopiero zaczynał swoją zbrodniczą działalność skoro ciał nie ukrył lub sprawca nie zdążył okraść ofiar. W najgorszym razie zabójca już miał na koncie zabójstwa ale nie zdążył ofiar ukryć bo ktoś go spłoszył. Ciekawe co było powodem takiego przemieszczania się, może to jest wskazówka gdyby ofiary znały sprawcę. W innym wypadku być może zabójca ma już więcej na swoim koncie zbrodni ale nie mniej skutecznych.

  2. Przemieszczali się w taki sposób, bo „mieli zamiar odwiedzić rodzinę mieszkającą w okolicy”. A zapewne nie było o tej porze autobusu. Motywu rabunkowego bym nie wykluczał, bo nikt nie wie co naprawdę mieli jeszcze ze sobą.I co im zabrali.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*