ZABIĆ GENERAŁA

 W ostatnich dniach głośno jest o Ryszardzie Boguckim i Andrzeju Z. ps. Słowik. Wróćmy na moment do historii sprzed 4 lat.  31 lipca 2013  roku Sąd Okręgowy Warszawie uniewinnił podejrzanych o nakłanianie do zabójstwa Marka Papały, Ryszarda Boguckiego oraz Andrzeja Z. „Słowika”. Śledztwo trwało 15 lat i brnęło już w ślepe zaułki, powstało 11 różnych hipotez, przesłuchano dziesiątki świadków. W sprawie ponoć „priorytetowej” dla kolejnych ekip rządzących.

Poniżej reportaż z 2013 roku „Zabić generała” Gabrieli Jatkowskiej

Hotel Marina w Gdańsku. To tam w kwietniu 1998 roku Edward M. miał spotkać się z m.in. Arturem Zirajewskim „Iwanem”, Nikodemem Skotarczukiem „Nikosiem”, który to na spotkanie zaprosić miał również Andrzeja Z. „Słowika”. Po co?

Biznesmen i gangsterzy

Rzekomo Edward M. szukał wykonawcy zabójstwa Marka Papały. Oferował 40 tysięcy dolarów. „Słowik” w tym czasie uznawany był za jednego z przywódców gangu pruszkowskiego. Jaki miałby w tym interes? M. mógł pomóc w warunkowym zwolnieniu z więzienia przyjaciela „Słowika” – Andrzeja K.  „Pershinga”. „Słowik”, za pomoc przy uwolnieniu „Pershinga”, miał znaleźć odpowiednią osobę do zabójstwa generała.

Edward M. to polonijny biznesmen, który od lat 70. prowadził interesy w Polsce. W wielu publikacjach występuje jednak jako współpracownik służb specjalnych PRL, następnie przejęty przez UOP. Przyjaźnił się z Markiem Papałą. Przed wyjazdem generała do Brukseli, zaprosił go do swego domu w Chicago, gdzie ten miał szlifować swój angielski. Papała był komendantem głównym policji do stycznia 1998 roku, następnie miał objąć funkcję oficera łącznikowego w Brukseli.

Gdy Edwarda M. aresztowano w 2002 roku  i postawiono mu zarzut spisku na życie Papały, po 24 godzinach został zwolniony. Po kilku dniach wyjechał do USA, zanim to jednak nastąpiło, zdążył jeszcze bawić w jednej z warszawskich restauracji z ówczesną śmietanką świata polityki i biznesu. Prokuratura warszawska nie przedstawiła wystarczających dowodów na spisek M. i gangsterów, oraz motywu, jakim miałby się polonijny biznesmen kierować. Wniosek ekstradycyjny sąd amerykański odrzucił. Między innymi dlatego, że rozpoznanie Edwarda M. było tendencyjne (jako jedyny spośród wybranych do rozpoznania osób miał wystąpić w czerwonej kurtce) i – jak uznał warszawski sąd – czynności te przeprowadzono niezwykle źle. Nie da się wytłumaczyć poziomu niekompetencji policji w trakcie okazania Mazura.

Kolejnym świadkiem w wersji warszawskiej jest niejaki „Iwan” – Artur Zirajewski. To na jego zeznaniach warszawska prokuratura oparła akt oskarżenia przeciw „Słowikowi”. „Iwan” miał być nakłaniany przez Andrzeja Z. „Słowika” do wykonania zlecenia zabójstwa Papały.

Zirajewski złożył zeznania dopiero w rok po zatrzymaniu (10 kwietnia 1999 roku). Za udział w gangu „płatnych zabójców” miał być skazany na wieloletnie więzienie – chcąc obniżyć karę – poszedł na współpracę i opowiedział o spotkaniu w hotelu Marina. W 2010 roku znaleziono go martwego w celi, śmierć miała nastąpić po zażyciu zbyt dużej dawki leków nasennych. Sąd warszawski poddał w wątpliwość jego zeznania, które miały ulegać wielokrotnym zmianom. W jednej z wersji wskazuje, iż on sam na zabójcę Papały wybrał rosyjskiego płatnego zabójcę, Siergieja S. Sąd, w ustnym uzasadnieniu wyroku zastanawiał się, dlaczego ta część zeznań Zirajewskiego została przez prokuraturę uznana za niewiarygodną? Dlaczego także Zirajewskiemu nie postawiono zarzutu o podżeganie do zabójstwa? Gdyby taki zarzut mu postawiono, cały akt oskarżenia, opierający się na jego zeznaniach, musiałby zostać odrzucony.

As biznesu killerem

 „Nikoś” – czyli Nikodem Skotarczak, to kolejna postać tej niezwykłej układanki. Gangster z Gdańska, dla niektórych ojciec chrzestny polskiej mafii. To na jego zaproszenie miał się pojawić na spotkaniu z Mazurem Andrzej Z. „Słowik”. Miał wielu przyjaciół w wyższych sferach, lubił brylować na salonach. Zginął 24 kwietnia 1998 roku w gdyńskiej agencji towarzyskiej, prawdopodobnie z rąk „Pruszkowa”. Jarosław S. „Masa” twierdzi, iż niemożliwy byłby kontakt „Słowika” z „Nikosiem”, gdyż ten pierwszy nienawidził trójmiejskiego gangstera choćby za przyjaźń z „Wołominem”, z którym „Pruszków” prowadził wojnę. Zatem wspólne planowanie zabójstwa Papały – według Masy –  nie wchodziło w grę.

Ryszard Bogucki (zgodził się na ujawnienie nazwiska) to pierwszy z oskarżonych przez warszawską prokuraturę. Początkowo zajmował się legalnym biznesem, jest nawet laureatem nagrody Srebrnego Asa Polskiego Biznesu, co często podkreślał, także w trakcie obrony. Odsiaduje karę 25 lat więzienia za współudział w zabójstwie Andrzeja K. „Pershinga”. Oskarżony został o nakłanianie do zabójstwa gen. Papały oraz o obserwowanie miejsca zabójstwa (prokuratura wnioskowała o 15 lat). Miał – także na polecenie Mazura – szukać innego kontaktu do wykonania egzekucji na generale (tzw. cyngla). Wytypował w tym celu Zbigniewa G.

Przeciw Boguckiemu zeznał inny świadek koronny – Piotr W. ps. „Generał”, który od 2001 roku odbywał wyrok w Potulicach, a sąsiadem z celi obok był Ryszard Bogucki. Miał słyszeć rozmowę Boguckiego z osadzonym  Krzysztofem Ł., podczas której Bogucki chwalił się udziałem w zabójstwie „Niebieskiego P”. Jak później miał rozszyfrować Bogucki „Generałowi”, „Niebieski” bądź „Błękitny P” – to Papała. Sąd uznał to jednak za przechwałki Boguckiego, który w ten sposób próbował wzmocnić swoją pozycję w więzieniu. Bogucki nie ukrywał bowiem, że wróci do świata przestępczego, zatem budowanie wizerunku twardziela leżało w jego interesie.

Ważnym dowodem prokuratury warszawskiej, mającym poświadczać udział Boguckiego w zabójstwie Papały, są zeznania Małgorzaty Papały, jakoby na miejscu zabójstwa widziała Ryszarda Boguckiego.  Zeznania te podważył jednak sąd, czemu wtóruje adwokat Boguckiego.  – Od początku wierzyłem w niewinność  mojego klienta. Za długo jestem adwokatem, bym mógł z góry założyć wyrok uniewinniający, natomiast nie miałem wątpliwości, że taki wyrok zapaść powinien – komentuje mecenas Bartłomiej Piotrowski. I dodaje: Uważam, że dowody stanowiące, że pan Bogucki w dniu zabójstwa generała Papały był gdzie indziej, są na tyle mocne, iż nie da się podważyć niewinności mojego klienta. W czasie dokonania zabójstwa był w Łodzi, na co ma świadków, a także wykaz połączeń telefonicznych.  Od początku też kwestionowałem zeznania pani Papały, jakoby to właśnie mojego klienta widziała na miejscu zdarzenia. Zresztą sąd w trakcie uzasadnienia wyroku, także dał wyraz swoim wątpliwościom, co do rozpoznania Ryszarda Boguckiego przez Małgorzatę Papałę.

Małgorzata Papała w dniu zabójstwa jej męża miała widzieć parę oddalającą się z miejsca przestępstwa. Jak zeznała żona generała, widziana przez nią para to osoby o blond włosach, a ich wiek oceniła na 20 – 30 lat. Po czterech latach (!) przedstawiono jej zdjęcia poglądowe – 8 lutego 2002 roku w mężczyźnie rozpoznała Boguckiego. Jednak zeznania Małgorzaty Papały nie pokrywają się z zeznaniami świadka koronnego Igora M. (wcześniej Ł.),  „Patyka”, który miał widzieć na miejscu zabójstwa właśnie Boguckiego. Ten jednak o żadnej kobiecie, z którą Bogucki miałby się z miejsca zdarzenia oddalać, nie wspominał. Bogucki nie jest ponadto blondynem, co podkreślił warszawski sąd. Kobieta nie została nigdy zweryfikowana. Jej portret wykonano także dopiero w 2002 roku.

Słowik leci na wolność

„Słowik” – Andrzej Z. (wcześniej Banasiak – Z. to nazwisko byłej żony), to jeden z liderów grupy pruszkowskiej (którego ostatecznie od tych zarzutów uniewinniono w 2012 roku). Obok Boguckiego, drugi z oskarżonych w sprawie o podżeganie do zabójstwa generała Papały. Uniewinniony w 1993 roku przez kancelarię prezydenta Lecha Wałęsy, kiedy ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. Miało go to ponoć kosztować 150 tysięcy dolarów. Do dziś nie ustalono okoliczności tego uniewinnienia. Zajmował się m.in. handlem kokainą sprowadzaną z Kolumbii. Popierany przez „Pershinga”, szybko znalazł się w ścisłym kierownictwie pruszkowskim. Z zeznań Jarosława S. „Masy” rysuje się portret bezwzględnego zabójcy, stąd tak szybki awans w hierarchii grupy.

2
Ryszard Bogucki z lewej i Andrzej Z. „Słowik” w sądzie/ Fot.: Marcin Łobaczewski

5 sierpnia 2013 roku wyszedł na wolność, oczyszczony z zarzutów podżegania do zabójstwa Papały.

– Biedny człowiek, tyle się wycierpiał – powiedziała mi znajoma „Słowika” podczas odczytywania przez sędziego Dobosza wyroku uniewinniającego 31 lipca  – To taki dobry człowiek, kochający ojciec.

– Czym się będzie teraz zajmował? – pytam.

– Na pewno w pierwszej kolejności będzie chciał się zająć synem (którego matka, a była żona „Słowika”, trafiła do aresztu w czerwcu br. – przyp. autorki) – rozczula się znajoma.

– Planowana jest jakaś feta powitalna? – pytam.

– Nic nie wiem na ten temat – odpowiada tajemniczo kobieta.

„Słowik” –  po 12 latach – wyfruwa z klatki, czy będzie w stanie zająć się legalnym biznesem? Czas pokaże. Sąd uzasadniał uniewinnienie „Słowika” m.in. tymi słowy: –  W żadnym z zeznań nie pojawia się żadne precyzyjne sformułowanie, co „Słowik” miał na temat zabójstwa powiedzieć.

Tyle warszawska grupa śledcza w tej sprawie. Teza o spisku na życie generała, zleceniu Edwarda M. i powiązaniach „Słowika” i Boguckiego z tą sprawą, była forsowana przez wiele lat. I upadła, kompromitując prokuraturę.

Czy to porażka prokuratora Mierzewskiego (oskarżyciela w tej sprawie)?

– Nie wiem, czy akurat prokuratora Mierzewskiego, nie tylko on jest odpowiedzialny za akt oskarżenia i dowody. Natomiast faktycznie – prokuratura warszawska niewolniczo trzymała się tych dowodów, opierając swój materiał na zeznaniach nieżyjących już świadków. Zresztą, jak wiemy, wersja warszawska została rozjechana jak czołg przez amerykańskiego sędziego Keysa w 2007 roku – odpowiada mecenas profesor Piotr Kruszyński.

Zabójcy – w wersji warszawskiej – nigdy nie wskazano. Motywu  także. Równocześnie do obecnego procesu warszawskiego, toczy się śledztwo w prokuraturze łódzkiej. To precedensowa sytuacja.

– Jeśli chodzi o dualizm tej sprawy –  warszawski proces i łódzkie śledztwo, to nigdy wcześniej nie spotkałem się w mojej karierze z taką sytuacją – podkreśla mecenas Kruszyński.

Patykiem pisane

W końcu 2009 roku śledztwo przekazane zostało Prokuraturze Apelacyjnej w Łodzi, które prowadzi  specjalny zespół prokuratorów i policyjna grupa śledcza.

Łódzka prokuratura apelacyjna ujawniła w kwietniu 2012 roku, że zabójcą Papały jest Igor M. ps. „Patyk”, który miał oddać śmiertelny strzał w kierunku Papały. Stał on na czele uzbrojonej grupy złodziei samochodowych (wśród niej także Mariusz M., któremu także postawiono zarzut zabójstwa), a feralnego dnia zupełnie przypadkiem postanowili ukraść samochód (daweoo  espero) należący do Papały.  Jednak splot wydarzeń spowodował, że doszło do zabójstwa.

Takich rewelacji miał dostarczyć kolejny świadek koronny – Robert P., który był w tym czasie na parkingu przed blokiem przy ul. Rzymowskiego 17 w Warszawie.  Parę lat wcześniej to Igor Ł. był świadkiem koronnym i obciążył swoimi zeznaniami m.in. Roberta P. w sprawie gangów samochodowych. Czy to rewanż Roberta P? Robert P. zdecydował się ujawnić te rewelacje dopiero po kilkunastu latach od zdarzenia. „Patyk” do zabójstwa się nie przyznał.

Łódzka prokuratura w swojej wersji także wskazuje rolę Edwarda M. w tej sprawie.  – Jeśli faktycznie Edward M. jest przez łódzką prokuraturę podejrzewany, to obawiam się, że znowu dojdzie to kompromitacji, tym razem łódzkiej prokuratury. Ja niestety tego nie wiem, dostęp do akt sprawy nie jest jawny. Jest to jednak jakaś absolutna bzdura – komentuje mecenas Piotr Kruszyński, pełnomocnik Edwarda M. w Polsce.

Tę wersję wydarzeń  – z potencjalnym złodziejem samochodów w roli zabójcy generała – brała też pod uwagę grupa śledczych z Warszawy w pierwszych dniach śledztwa. Łódzkie śledztwo na rok zablokowało warszawski proces. Obie wersje się bowiem wykluczają. A może nie? Może był spisek, którego nie była w stanie dowieść warszawska prokuratura, a jednocześnie „Patyk” i jego grupa grasowali pod blokiem generała, aby 25 czerwca przypadkowo go zabić?

 Sąd rozkłada ręce

– Jest zbrodnia, musi być kara – tak mowę zaczął sędzia Paweł Dobosz – Dla sądu te słowa Pani Małgorzaty Papały są ciężarem. (…) Celem bowiem tego procesu było również to, by przywrócić osobom bliskim zabitego Marka Papały poczucie sprawiedliwości. By zadośćuczynić im poczuciu krzywdy. (…) Ta krzywda wzięła się też z tego, że te osoby tak długo musiały czekać na wyrok, jaki został wydany w tej sprawie. I sąd, po tych ponad 15 latach od zabójstwa Marka Papały, może stwierdzić jedynie to, że sąd nie wie, dlaczego zabito Marka Papałę.

Dalej sędzia Dobosz argumentował, że gdyby wyrok skazujący zapadł w tej sprawie, nie byłby to wyrok sprawiedliwy. Mimo, iż na ławie oskarżonych siedzieli ludzie, o których na pewno nie da się powiedzieć,  że są kryształowi – to dla sądu przeszłość kryminalna nie ma znaczenia.

– Dowody w tej sprawie są kruchymi, porozrzucanymi ogniwami, które prokurator jedynie w swoim przekonaniu scalił w mocny łańcuch – argumentował sędzia Dobosz.

– Tak, to moja osobista porażka – powiedział prokurator Mierzewski po wyjściu z sali rozpraw.

– Według nas, akt oskarżenia i dowody były słabe – powiedział Jerzy Milej, obrońca Andrzeja Z.  – One się w toku  procesu jeszcze osłabiły: prokuratura łódzka w trakcie trwania procesu nadsyłała dowody, które jeszcze bardziej osłabiały i tak już słabą wersję warszawskiej prokuratury – dodał.

– Wyrok skomentuję słowami jednego z prokuratorów prokuratury okręgowej: jakie dowody, takie wnioski –  skwitował drugi z obrońców „Słowika”, adwokat Piotr Pieczykolan. I zauważył: – Mieliśmy do czynienia z oskarżeniem o namawianie do zabójstwa najwyższej rangi oficera policji, a prokurator wnioskował zaledwie o 8 lat!  W przypadku zabójstw innych osób, tzw. porachunków gangsterskich, wnioskowano o wyższe wymiary kary,  to daje do myślenia. Wydaje się, że sformułowanie wniosków o orzeczenie kar wobec oskarżonych w wymiarze zaproponowanym przez oskarżenie (na poziomie najniższego dopuszczalnego ustawowego zagrożenia) miało skłonić sąd do wydania wyroku, który stanowiłby kompromis pomiędzy oczekiwaniami prokuratury, opinii publicznej i interesem oskarżonych. Wyroku oczywiście niesprawiedliwego, albowiem nieopierającego się na wystarczających dowodach i stojącego w sprzeczności z domniemaniem niewinności. Sąd jednak, będąc przedstawicielem trzeciej władzy, stojąc na straży legalizmu i praworządności, nie poszedł na tego typu niedopuszczalny kompromis i w sposób jednoznaczny poddał krytyce zarówno treść aktu oskarżenia, jak i dowody przedstawione na jego uzasadnienie, a w szczególności sposób ich gromadzenia i weryfikacji –  powiedział Reporterowi mecenas Piotr Pieczykolan.

Według sądu, wiele wątków w tej sprawie nie zostało pogłębionych. W wersji warszawskiej występują osoby, których rola i związki z Markiem Papałą nie zostały nigdy wyjaśnione. Przewijają się nazwiska m.in. Józefa Sasina i Hipolita Straszaka (byli oficerowie SB), Romana Kurnika (za Papały – jego zastępca).

– Należy postawić sobie pytanie, jaka była pozycja Edwarda M. Jak to się stało, że w postępowaniu ekstradycyjnym, które było prowadzone w USA przeciwko Polsce, składał zeznania świadek, który kiedyś był funkcjonariuszem UOP. Jak to się stało, że były urzędnik występuje przeciwko państwu polskiemu? Kim był M. dla UOP, że były jego urzędnik właśnie takiej czynności się podjął. Tu też nie ma odpowiedzi w zebranym materiale (…) ta wiedza nie została poszerzona, a istnieją sygnały w tym materiale dowodowym, że mogłaby ona w jakiś sposób naświetlić tę sprawę i ujawnienia przyczyn zabójstwa Papały – powiedział sędzia Dobosz.

 To nie koniec

Warszawska prokuratura zapowiedziała wówczas apelację. A obrońcy będą ubiegać się o zwrot kosztów ustanowienia obrońcy, które poniósł Bogucki. – Wnioskujemy o sześciokrotność, czyli maksimum w przypadku zwrotu kosztów obrony, z zaznaczeniem, że sąd powinien wziąć także pod uwagę udział obrońcy w postępowaniu przygotowawczym – przed wniesieniem aktu oskarżenia do Sądu – mówi mecenas Piotrowski – Zwrot kosztów to jedno, natomiast odszkodowanie – drugie. Mój klient, w momencie kiedy wyrok się uprawomocni, wystąpi o odszkodowanie, spowodowane niesłusznym tymczasowym aresztowaniem, trwającym lat 10. Ryszard Bogucki w związku z oskarżeniem o zabójstwo byłego komendanta policji, funkcjonował przez ten czas jako tzw. „enka” – czyli więzień niebezpieczny, co wiązało się z licznymi dolegliwościami – jak mówi mec. Piotrowski – z pewnego typu naznaczeniem w postaci czerwonego munduru więziennego, przeszukiwaniami za każdym razem, kiedy opuszczał celę, nogami skutymi w kajdanki. To, że Pan Bogucki skazany jest prawomocnym wyrokiem za zabójstwo i odsiaduje karę 25 lat – to jedno. Przebywanie w aresztowaniu, to zupełnie inna sytuacja, bowiem aresztant nie ma prawa do przepustek, wykonywania telefonów. Skarb Państwa powinien mu ten okres godziwie zadośćuczynić. Po uprawomocnieniu się wyroku, wyliczymy jego krzywdę i przedstawimy sumę – zapewnił obrońca Ryszarda Boguckiego.

– Pan Andrzej Z. nie będzie ubiegał się o odszkodowanie. Wypowiedzi powielane  obecnie w mediach (jakoby „Słowik” miał szykować wniosek o wielomilionowe odszkodowanie – przyp. red) nie są stanowiskiem pana Z. Oczywiście, to stanowisko z czasem może się zmienić, ale obecnie pan Z. chce się skoncentrować na synu i chce odpocząć, nie szuka żadnego odwetu – poinformował telefonicznie adwokat Andrzeja Z. „Słowika”, mecenas Piotr Pieczykolan, na pół godziny przed odebraniem „Słowika” z aresztu przy Rakowieckiej.

– Pan Andrzej Z. po wyjściu na wolność udał się do swojego syna. Nie było żadnego przyjęcia,  a jedynie  – a może przede wszystkim –  szczere powitanie ojca i syna. Wzruszył się spotkaniem z synem, którego po raz pierwszy ujrzał nie przez kraty, od dnia jego urodzenia – zrelacjonował mecenas Pieczykolan.

W przypadku wygranej sprawy odszkodowawczej Boguckiego, zapłaci całe społeczeństwo. Będzie mógł co najwyżej umocnić swoją władzę w więzieniu. „Słowik” deklaruje wejście na ścieżkę legalności. Być może zajmie się „pisarstwem”? Wszak jego – wydane przed laty – wspomnienia „Skarżyłem się grobowi…” na serwisach aukcyjnych osiągają nawet 500 złotych za egzemplarz.

Natomiast bez odpowiedzi pozostaje pytanie, kto zabił generała Papałę? Czy łódzki śledztwo przyniesie rozwiązanie tej jednej z największych i najtragiczniejszych zagadek III RP?

Jeśli tak, byłoby ono nader smutne, oznaczałoby, że komendant główny policji zginął z rąk pospolitego złodzieja, któremu zamarzyło się auto komendanta – pospolite daewoo espero.

Gabriela Jatkowska

1 komentarz do ZABIĆ GENERAŁA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*