Psychopata znad Utraty

 Był słoneczny lipcowy dzień, na początku lat 90. minionego wieku. Pamiętam, że wykonywaliśmy jakieś czynności w miejscowości Dachowa pod Sochaczewem. Nagle przez radiostację przekazano nam informację, abyśmy natychmiast wrócili do komendy. Gdy wykonaliśmy polecenie dyżurnego, dowiedzieliśmy się, że wprowadzony został stan alarmowy, gdyż przed chwilą dokonano zabójstwa nastoletniej dziewczyny. Z polecenia komendanta na wszystkich trasach wyjazdowych z miasta stały patrole, które sprawdzały opuszczających Sochaczew mężczyzn.

Fakty były następujące: około południa, przechodzący mostem drogowym na Utracie, mężczyzna zobaczył na jednej z wielu wysepek leżącą dziewczynę. Natychmiast poinformował o tym pogotowie a to z kolei policję. Dziewczynka miała niespełna 15 lat, mieszkała w blokach przy Alei 600-lecia. Stan dziecka był krytyczny, dziewczynka miała wiele rozległych urazów głowy oraz obrażenia wewnętrzne, według opinii lekarzy, prawdopodobnie mogła być również ofiarą czynności seksualnych.

Sprawa była niezwykle poważna i w tym momencie odłożyliśmy wszystkie inne działania, gdyż priorytetem była tylko ta jedna sprawa. Dość szybko po mieście rozeszła się plotka o morderstwie nad Utratą. Wszyscy policjanci ruszyli w teren.

Wieczorem było pewne, że szybkie ujęcie sprawcy lub sprawców nie będzie możliwe. Blokady dróg i wzmożone kontrole nie przyniosły żadnych efektów.

Działania trwały nieprzerwanie do końca dnia i całą noc. Jedyną pozytywną informacją było to, że dziecko przeżyło, ale stan jest w dalszym ciągu tak zły, że nie wiadomo czy z tego wyjdzie.

Następnego dnia rano odbyła się odprawa, na której zapoznaliśmy się ze wszystkimi informacjami, jakie do tej pory udało się ustalić.
W tym miejscu tradycyjnie komendant powierzył całość sprawy kryminalnym, z sugestiami, że już jadą „eksperci” z komendy wojewódzkiej, którzy nam pomogą.

Nasz kierownik wiedząc, że trzeba działać, a nie tracić czas na konsultacje z „ekspertami”, zebrał nas wszystkich u siebie w pokoju i oznajmił, że jest to sprawa honoru sochaczewskich kryminalnych i musimy sprawcę złapać i to jeszcze dziś. Zadanie wydawało się niewykonalne, ale przystąpiliśmy do niego w sposób podręcznikowy. Wszystkie procedury były bezwzględnie zastosowane, wszystkie czynności, które musieliśmy wykonać, zostały w sposób idealny wykonane. Porządne wypełnienie zleconych zadań zostało nagrodzone ciekawym materiałem dowodowym.

Na podstawie śladów na ciele dziewczynki ustaliliśmy, że sprawcą był pewien chłopak o wzroście około 160 centymetrów, niezbyt sprawny fizycznie. Wgniecenia śladów traseologicznych pozwoliły na dość precyzyjne określenie wagi sprawcy oraz typu obuwia, w jakim chodził. Charakter obrażeń, zadanych poszkodowanemu dziecku, określił nam stan emocjonalny napastnika i jego „doświadczenie życiowe” powiązane z agresją. Te wszystkie dane połączyliśmy w całość i to było całkiem dobre profilowanie, było to pierwsze tak dokładne profilowanie sprawcy, w jakim uczestniczyłem.

Wyniki profilowania wskazały, że sprawca pod względem psychofizycznym był podobny do ofiary, czyli na pewno był to chłopiec w wieku 15-18 lat. Usiłowanie zabójstwa nie zostało wcześniej zaplanowane, gdyż zarówno miejsce zdarzenia, jak i brak śladów ewentualnego ukrycia ciała, wyraźnie wskazywały na doraźność zdarzenia. Impulsywność działania i przypadkowość miejsc, w które uderzał napastnik, świadczyły o jego problemach emocjonalnych. Miejsce dokonania napadu czasami było odwiedzane tylko przez wędkarzy lub młodzież z pobliskiego osiedla.

Do tego wszystkiego doszły dwa elementy, rodzice dziewczynki poinformowali, że po napadzie stwierdzili brak czerwonej czapki z daszkiem, którą córka miała na sobie tego feralnego dnia, oraz legitymacji szkolnej dziecka.

Mając te dane, wytypowaliśmy trzech mężczyzn, mieszkańców Sochaczewa, z których każdy mógł bez mrugnięcia okiem dokonać tej zbrodni, a ich cechy psychofizyczne odpowiadały ustalonemu profilowi sprawcy bandyckiego napadu.

Pierwszy z nich zamieszkiwał około dwóch kilometrów od miejsca zdarzenia i był ze względu na swoje „psychopatyczne” zachowanie stale monitorowany przez policję.

Drugi mieszkał na osiedlu przy ul. Senatorskiej, a jego dotychczasowe dokonania klasyfikowały go na szczycie ewentualnych „seriali”, czyli seryjnych morderców.

Trzeci mieszkał na osiedlu bloków socjalnych przy Alei 600-lecia, był to chłopak dopiero rozpoczynający swoją karierę przestępczą.
Podzieliliśmy się na trzy grupy i ruszyliśmy do wytypowanych osób.

Ja, razem z moim kolegą, otrzymałem polecenie zatrzymania ostatniego z wymienionej listy. Gdy weszliśmy do mieszkania, chłopiec przebywał w łazience a mama poprosiła nas do pokoju. Nie weszliśmy do pokoju, nie rozmawialiśmy z mamą, ani też z chłopakiem, od razu w łazience dokonaliśmy jego zatrzymania i nałożyliśmy mu kajdanki na ręce. Gdy wyszliśmy z łazienki, zapytałem go: – Powiedz, to twoja czapka czy tej dziewczyny?

Na wieszaku w przedpokoju wisiała czerwona czapka, którą niedoszła ofiara zabójstwa utraciła na rzecznej wyspie. Gdy nakładaliśmy mu kurtkę, w kieszeni znaleźliśmy podartą legitymację dziewczynki.

Kiedy przyjechali „eksperci” z województwa, my mieliśmy już pozamiatane i byliśmy szczęśliwi, że udało się wyeliminować człowieka, który mógł jeszcze nie raz zaatakować w naszym mieście i to zaatakować skutecznie.

Był piękny lipcowy dzień, sochaczewscy kryminalni siedzieli na trawie nad zalewem, było cicho, polne kwiaty intensywnie pachniały. Dziewczynka odzyskała przytomność, niedoszły zabójca siedział w więzieniu a my czekaliśmy, co zdarzy się jutro.

Ireneusz Kisiołek

 

1 komentarz do Psychopata znad Utraty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*