Cienka granica mroku

Mroczna seria wydawnictwa W.A.B. rozpoczęła kilka lat temu modę na kryminał, podnosząc jednocześnie wysoko poprzeczkę dla gatunku, kształtując gusta i wrażliwość polskich czytelników. Po latach „Aorta” Bartosza Szczygielskiego przywraca świetność tej już legendarnej serii wydawniczej. Jest też niewątpliwie debiutem roku 2016.

Wszystko to dzięki postaci komisarza Gabriela Bysia z Komendy Stołecznej Policji. Tylko pozornie przypominającego, jak chce jedna z bohaterek recenzowanej powieści, policjanta z powieści kryminalnych – podstarzałego alkoholika i nałogowego palacza z cukrzycą. Jest jednak, ku radości wielu czytelników, zupełnie inaczej. I mocno, i wrażliwie jednocześnie, wbrew przełożonym i z wyjątkowym rytem męskiej rywalizacji. Jest też miejscami nieprawdopodobnie mocno i pieprznie zarazem. To postać z energią, ale i zgorzkniałym balastem doświadczeń własnych, które nie pozwalają na zawieranie jakichkolwiek kompromisów.

Nie przez przypadek zachęcająca do lektury „Aorty” Katarzyna Bonda, zauważa trafnie, że mamy wreszcie naszego polskiego Marlowe’a. Gdyby jednak chodziło wyłącznie o postać książkowego policjanta, tracilibyśmy to co równie cenne w tym tytule.

Sam autor nazwał to najcelniej jak mógł – „pieprzony Pruszków”. Miasteczko dawnej mafii. Historii lat dziewięćdziesiątych, które odeszły wraz z reliktami epoki przejściowej. A dziś, nie tyle sensacyjnie, co raczej komediowo lub właściwie trzeba byłoby powiedzieć żałośnie wracają w nudnych jak falki z olejem książkowych „wypocinach” Masy, „zwierzającego” się Arturowi Górskiemu.

W recenzowanej powieści Pruszków ożywa kryminalnie. Z twarzą jakże bardziej tajemniczą i poukładaną w przestrzeni małomiasteczkowego porządku, w którego podziemnym świecie rządzą zupełnie inne prawa. To trochę jak walka z cieniem, pomimo, że i polska policja powieściowa, i sam świat witryn sklepowych i ludzkich doświadczeń zmienił się niebywale.

Ciemna strona ludzkiej natury pozostaje jednak niezmienna. Zbrodnia karmi się cierpieniem i brutalnością, w których nie ma miejsca na skrupuły. Komisarz Byś zaprasza nas, a raczej stawia przed nami wyjątkowe wyzwanie. Intryga kryminalna zawiązana zostaje mocno, zamykając scenę zbrodni w plastycznie udanych obrazach okaleczonych zwłok z wyłupionymi oczami. Choć jednocześnie zastanawia groteską licznych śladów sztucznej krwi. Chora wyobraźnia samego autora, czy też szaleńcza gra mordercy? Nim razem z książkowymi policjantami zidentyfikujemy zwłoki, wejdziemy w skomplikowane związki powieściowych postaci, uzależnionych od siebie serią niechcianych układów i prawie że biologicznych uwarunkowań. Na tym nie dość. Szczygielski, poza fabularną układanką i sceną literackich postaci, gmatwa także związki czasowe, mające nie mniejsze znaczenie dla odczytywania wątków i motywów nie tylko zbrodni.

Zdecydowaną wartością „Aorty” jest nieoszczędzanie czytelnika, podobnie jak nie oszczędza Szczygielski swojego głównego bohatera. Dla niego prowadzone śledztwo jest ostatnią możliwością zawodowej rehabilitacji i czysto ludzkiej walki o honor i prawdę. Cena za to jest wielka. Płaci nie tylko Byś, choć w jego przypadku kaliber zbrodni odpowiada wielkościom ran, jakie zadane zostają na duszy i ciele policyjnego bohatera. Jeśli jest dzięki temu polską odmianą legendarnego wspomnianego Marlowe’a, to tylko z korzyścią dla czytelników.

Myślę jednak, że jego współczesna wersja wykreowana w „Aorcie” jest przede wszystkim mocniejszą odpowiedzią na brutalizację XXI świata i jedną z najtwardszych powieści kryminalnych w Polsce ostatnich lat. Granica mroku, jaka ma być pomiędzy złem zbrodni a policyjnym narzędziem sprawiedliwości (choć może lepiej powiedzieć ustalanej w śledztwie „prawdy faktów”) jest wyjątkowo cienka. Nie zawsze też wyraźnie narysowana i zauważalna w pogoni za przestępcą. Dlatego „Aorta” Bartosza Szczygielskiego jest tak innym kryminałem. Mocnym, męskim, lecz bez balastu syndromu maczo i krwi dla samej krwi. Warto przeczytać książkę, zapamiętać nazwisko autora i czekać na ciąg dalszy.

Leszek Koźmiński

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*