Nastolatek zabił stryja, bo molestował go ojciec

Jaki to demon musiał siedzieć w siedemnastoletnim chłopaku spod Białej Piskiej, że rzucił się z siekierą na własnego ojca. I jakaż to niepojęta przewrotność losu, że zamiast rodzonego – zabił ojca chrzestnego. Tego, który obiecał kupić mu skuter i komórkę. Śpiącemu stryjkowi wbił siekierę w tył głowy tak gładko, że nawet nie stęknął.

– Byłem taki zły, że uderzyłem z całej siły, żeby z nim skończyć raz na zawsze – wyznał na drugi dzień po zatrzymaniu. Żałował, że pomyłkowo zabił stryja, ale jeszcze bardziej, że spod siekiery uciekł mu ojciec. Gdyby nie narzeczony siostry, pewnie by powtórzył nieudany zamach.

Bieda z nędzą

Rafał Ś. to przystojny, czarnowłosy młodzieniec, który niejednej dziewczynie zawróciłby w głowie, gdyby lepiej sobie radził w szkole. Albo żeby choć jeździł skuterem. A tak raz powtarzał klasę w podstawówce, raz w gimnazjum, a gdy nie był w stanie skończyć tego szczebla edukacji, został przyjęty do szkoły OHP, takiej dla młodzieży z trudnościami w nauce. Jednak i tu – jako pochodzący z biednej rodziny – nie przystawał do reszty. W miejscu zamieszkania nie zdążył zepsuć sobie opinii, choć zmierzał do tego prostą droga.

fot-1

– Łazili z młodszym bratem po wsi, z kapturami nasuniętymi na oczy i z nudów przestawiali kosze na przystanku autobusowym – opowiada jeden z gospodarzy we wsi Włosty.

Jest druga połowa listopada 2013 roku. Do położonej na samym krańcu Mazur wsi, trzeba przejechać po błotnej drodze, aż wreszcie ukazuje się tablica z napisem „Włosty”. Wieś liczy kilkadziesiąt obejść i nawet nie sprawia wrażenia, że to koniec świata. Rolnicy hodują bydło, na podwórkach trzymają traktory i samochody, co świadczy o tym, że ludzie sobie jakoś tu radzą. Tak, jak pani sołtys.

– Kto się roboty nie boi, z biedą sobie poradzi – podkreśla starsza pani, najważniejsza osoba we wsi – Jest u nas kilkunastu gospodarzy, trochę ludzi jeździ do pracy w Piszu lub Białej Piskiej, a reszta żyje z opieki społecznej.

Kilka dni po zbrodni, wie tyle, co wyczytała w gazetach i usłyszała od znajomych. Podobno Rafał latał z siekierą, żeby zabić ojca, ale przez pomyłkę zamordował stryja. Pani sołtys zna sytuację w tej rodzinie, bo i do niej przychodzili dzwonić na policję, gdy były tam awantury. Przy okazji prostuje informację z gazet, że do tragedii doszło w domu Rafała. Sama jednak nie chce służyć za przewodnika, a tylko tłumaczy, że stało się to po przeciwnej stronie drogi, w domu innej rodziny Ś.

– To ten dom na zakręcie, obok przystanku autobusowego – pokazuje i wraca do siebie.

To jeszcze dzieciak

Szara chałupa z gankiem, pokryta eternitem, jest jednak zamknięta na ciężką kłódkę. Nikogo wokół nie widać, a jedynie zza węgła wyłazi mały piesek. Miejscowi szybko wyczuwają obcych, bo na schodach sąsiedniego domu pojawia się filigranowa dziewczyna. Na pytanie, czy zna sprawę zabójstwa, odpowiada spokojnie:

– Jestem jego siostrą.

Czyją siostrą? Rafała, tego, który zabił. Ona poszła już na swoje, zamieszkała z narzeczonym w wynajętym mieszkaniu, w sąsiedztwie domu, w którym zdarzyła się tragedia.

– Wcześniej z całą rodziną mieszkaliśmy po drugiej stronie drogi, ale dziś nikogo tam nie ma. Rafał siedzi, ojciec na pogrzebie zabitego brata, a mama z młodszą siostrą jest z nami – wyjaśnia Paulina Ś. Z pewnym oporem godzi się na wejście dziennikarza do środka, gdzie w kuchni zastajemy wysokiego młodzieńca z włosami spiętymi w kitkę. A z pokoju wygląda drobna kobieta w średnim wieku, od razu zastrzegając, że nie powie ani słowa.

fot-3
Rafał (jedyne zdjęcie w zbiorach rodziny) dokonał egzekucji na stryju

– Znów napiszą głupoty, że mój syn zabił Antka, bo był moim kochankiem?! – irytuje się Wioletta Ś., matka czwórki dzieci. Najstarsza to 19-letnia Paulina, potem Rafał, 14-letni Mariusz i 5-letnia Pamela. Żyją z czego się da, przeważnie z zasiłków, choć Roman Ś., jako głowa rodziny podejmuje prace dorywcze. W chaotycznej wymianie zdań, matka stara się bronić syna, pomijając fakt, że on sam przyznał się do winy po zatrzymaniu przez policję.

– Nikt nie widział, że to on zabił – próbuje przekonać. Zaprzecza, jakoby syn miał jakiś poważny konflikt z ojcem. Ot, jak to nastolatek, czasami się buntował, ale nie miał powodu do zabójstwa! Wioletta Ś. ma jedynie pretensje do rodziny męża, że spili niepełnoletniego Rafała. Tak się tym zdenerwowała, że zawiadomiła policję. Przyjechał radiowóz, zabrał ją i syna na komendę do Pisza, gdzie badanie wykazało u chłopaka 1,5 promila alkoholu. Przecież to dzieciak jeszcze! Wrócili do domu i wydawało się, że nic gorszego nie może się przytrafić, a tu taki wstrząs!

Siekiera w głowie

Nie minęło wiele czasu, gdy w powietrzu zawisła niepokojąca wiadomość.

– Wyszłam na dwór, a przed tamtym domem stoi Rafał i płacze. Nie wiedziałam, co się stało, ale czułam, że coś strasznego – wspomina Paulina skracając przebieg wydarzeń.

Dom naprzeciwko należy do Eugeniusza Ś., który mieszka tam z żoną Heleną i 21-letnim synem Eugeniuszem, dla rozróżnienia zwanym małym Gienkiem. Duży Gienek, to rodzony brat Romana. Oni dwaj mieszkają we Włostach. Ale tamtego feralnego dnia, 10 listopada 2013 roku, do dużego Gienka przyjechało dwóch pozostałych braci: Ryszard z pobliskiego Zalesia i 47-letni Antoni z Ełku. Dzień niczym szczególnym się nie wyróżniał, poza tym, że to była niedziela, a nazajutrz miało być Święto Niepodległości, kolejny dzień wolny. W końcu więzi rodzinne trzeba podtrzymywać.

Zanim doszło do braterskiego spotkania, Rafał razem z ojcem pojechali do sąsiedniej wioski, gdzie mieszkał kolega Romana. Kolegi nie zastali, więc wrócili do domu, a potem Roman Ś. poszedł do brata. Tam zastał rodzinę raczącą się już piwem, a on też nie przyszedł z pustą ręką i postawił pół litra wódki. Na czterech chłopów (Ryszard przyjechał samochodem, ale za to pił mały Gienek) było to tyle co nic, więc gdy pojawił się Rafał, ojciec wysłał go do domu po wino swojskiej roboty. Chłopak przyniósł w sumie 1,5 litra, choć Rafał określił ten napój, jako zwyczajny bimber. Wiedział, bo sam – według relacji ojca – wypił co najmniej pół szklanki. Kiedy wyszedł na dwór, duży Gienek posprzeczał się o coś z małym Gienkiem, a wtedy Roman Ś. zawołał Rafała, żeby ich rozdzielił, co ten zaraz uczynił.

635200233963176120
Narzędzie zbrodni

– Sam nie mogłem się tym zająć, bo byłem mocno pijany. Wiem, że u brata była policja, choć nie wiem, po co? – zeznawał nazajutrz 42-letni Roman Ś. Z jego słów nie wynika więc, by między nim a synem tworzyło się jakieś napięcie, które mogło zakończyć się tragiczną w skutkach burzą. Wydawało się, że wszystko przebiegało zgodnie z normą. Mężczyzna wrócił do swego domu, gdzie legł na łóżku, a gdy się obudził, za oknem było ciemno. Nie poszedł ponownie do brata, ale do najstarszej córki, gdzie zastał jej narzeczonego Kazika, a po chwili doszła tam żona Wioletta z najmłodszą Pamelą. W pewnym momencie do kuchni wpadła Paulina krzycząc: – Wujek nie żyje!

Roman Ś. nie chciał wierzyć i sam chciał to sprawdzić. Rzeczywistość była jednak brutalna. Antoni leżał na wersalce twarzą ukrytą w poduszce, a z tyłu głowy, tuż nad lewym uchem miał wbite ostrze siekiery. Gdy Roman Ś. wyszedł na podwórze, stał tam Rafał, który krzyczał do niego: – Tato, po co ty mnie to zrobiłeś?

 Perfekcyjna egzekucja

Wezwana karetka pogotowia nie miała wiele do roboty, bo cios siekierą okazał się śmiertelny. Sprawca też był znany, więc policja od razu zawiozła Rafała na komendę. Zatrzymany przyznał się do winy. Wieczorem miał we krwi już zaledwie 0,44 promila. Następnego dnia złożył wyjaśnienia, przedstawiając własną wersję wydarzeń.

Gdy pili piwo, wino i bimber, posprzeczał się ze stryjem Antonim, że przez całe życie nic mu nie kupił, choć jest jego chrzestnym. A przecież wie, jaką tu biedę klepią i że każdy prezent sprawiłby chrześniakowi prawdziwą radość. Antoni Ś. przyjął krytykę i obiecał, że jak Rafał pojedzie z nim do Ełku, kupi mu skuter i komórkę (tzn. chyba jakąś ekstra, bo chłopak miał telefon komórkowy). Nie były to pierwsze takie obiecanki i Rafał nie bardzo chciał w nie wierzyć. Rozmowa jednak została przerwana interwencją policji, wezwaną przez matkę rozpijanego nieletniego. Policjanci zabrali go na badanie zawartości alkoholu, a jak odwieźli z powrotem, dochodziła już siódma wieczorem… Szedł z matką w stronę swego domu, gdy na podwórku u stryja Eugeniusza zobaczył ojca, który wykrzykiwał: – Skurwysyn, złodziej, co narobiłeś do ch…!.

W ten sposób wyraził pretensje do syna, że zgodził się pojechać z policją i świadczyć przeciw rodzinie, jak podejrzewał.

W tym momencie Rafał już wiedział, co zrobi. Kazał matce iść do domu, żeby nie musiała patrzeć na egzekucję. Sam wszedł do szopki, gdzie po ciemku udało mu się znaleźć siekierę, której szukał z zamiarem użycia. Gdy jednak dotarł na podwórze dużego Gienka, ojca już tam nie było.

– Wkurwiłem się i pomyślałem sobie, że dosyć tego, że ojciec ciągle mnie wyzywa i że muszę coś z tym zrobić. Dlatego nie odpuściłem i chciałem znaleźć ojca, aby go zabić. W tym momencie o niczym innym nie myślałem, tylko o tym, że chcę zabić ojca, bo ciągle mnie wyzywał. Pomyślałem, że ojciec pewnie poszedł do domu Eugeniusza i dalej tam pije bimber – opowiadał na pierwszym przesłuchaniu.

fot-3a
Miejsce zbrodni

Dalej wypadki potoczyły się jak błyskawica. Rafał wszedł na podwórze stryjostwa, gdzie stał duży Gienek ze swoją żoną Heleną, a gdy spytał o ojca, usłyszał, że tutaj go nie ma. Nie uwierzył, wpadł do kuchni, gdzie na regale stały dwie topniejące świeczki, ale nikogo nie było. Zajrzał do pokoju obok. Na wersalce leżał mężczyzna z twarzą odwróconą do poduszki. Siedemnastolatek był przekonany, że to ojciec.

– Bez zastanowienia chwyciłem siekierę w dwie ręce i zamachnąłem się zza głowy, celując w tył głowy leżącego – opowiadał. Był taki zły, że chlasnął z całej siły, żeby zakończyć sprawę jednym uderzeniem. Ostrze weszło jak w masło. Ofiara nie wydała żadnego odgłosu. Rafał nie chciał wyciągać siekiery. Co więcej, liczył na oklaski, jak aktor po perfekcyjnym odegraniu swojej roli.

Zdarzyła się okazja

Po wejściu do kuchni zastał już dwóch Gienków i Helenę. Wyznał małemu Gienkowi: – Zabiłem starego.

Mały Gienek nie uwierzył, ale wziął świeczkę i wszedł z zabójcą do pokoju. Gdy zobaczył ofiarę, wykrzyknął: – Co zrobiłeś!?

Wtedy dopiero Rafał dojrzał swoją pomyłkę. Wybiegł na dwór i pobiegł do mieszkania Pauliny, gdzie cała rodzina była w komplecie. Łącznie z Romanem Ś. siedzącym spokojnie na kuchennej sofie. Chłopak najpierw do zbrodni przyznał się siostrze, która zszokowana poszła z nim sprawdzić, czy mówi prawdę. W tym czasie morderca nakręcał się coraz bardziej. Znów pobiegł do szopki przy swoim domu, gdzie szukał drugiej siekiery.

fot-1b
Ofiara zbrodni

– Dalej chciałem zabić ojca. Byłem jeszcze bardziej zły, że zamiast niego zabiłem Antka – opowiadał śledczym.

Nie mógł jednak znaleźć siekiery, więc chwycił wiatrówkę, bo akurat wpadła mu w ręce. Nadbiegł przerażony Kazik, chłopak Pauliny, wyrwał mu broń, ale rozwścieczony Rafał złapał grabie i skoczył z nimi na ojca, który też się tam pojawił.

– Ja mojego ojca już chciałem dużo wcześniej zabić, myślałem o tym od paru lat. Chciałem go zabić, bo ojciec od paru lat mnie wyzywał i znęcał się nad rodziną. Przyjeżdżała do nas często policja. Ja wyjaśniam, że już wcześniej dwa razy planowałem zabójstwo mojego ojca, ale nie było do tego okazji. Wczoraj taka okazja wreszcie się pojawiła – wyznał na komendzie.

Biegli psychiatrzy ocenili, że Rafał Ś. w chwili popełnienia zbrodni był w pełni świadomy swego czynu, który z taką dokładnością przedstawił już następnego dnia po zbrodni.

Ale dwa miesiące później – 20 stycznia 2014 roku – podczas uzupełniającego przesłuchania przez panią prokurator w Piszu, Rafał ujawnił, że w wieku 14 – 15 lat był molestowany seksualnie przez ojca, który kilkakrotnie go rozbierał i dotykał w miejsca intymne. Dodał, że widział też, jak ojciec podczas zabawy dotykał 5 -letnią Pamelę. Miał się tak zachowywać pod wpływem alkoholu. Rafał nikomu o tym nie mówił w obawie, że nikt by mu nie uwierzył. Nie wiadomo, czy te nowe okoliczności istotnie miały miejsce, czy może to skutek swoistej mody albo „porad prawnych” jakiegoś współwięźnia. Faktem jest, że nie zostały ujawnione podczas badania psychiatrycznego zabójcy i tuż przed sporządzeniem przeciw niemu aktu oskarżenia.

Pewne jest również to, że za rozpijanie Rafała objęto oskarżeniem dużego Gienka. Nie może jednak narzekać na swój los, bo przecież to on mógł się znaleźć w położeniu brata Antoniego. W śmiertelnym położeniu.

***

W listopadzie 2014 roku Sąd Apelacyjny w Białymstoku zdecydował, że Rafała Ś. spędzi w więzieniu 12 lat. Sąd utrzymał w ten sposób wyrok pierwszej instancji. Proces odbył się za zamkniętymi drzwiami, gdyż chłopak oskarżał ojca o molestowanie.

Marek Książek

Fot. Autor i archiwum rodzinne

 

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*