Noworoczne obiecanki

Szymon Kobyliński stworzył kiedyś rysunek satyryczny, na którym widniał mężczyzna siedzący w fotelu z dubeltówką na kolanach. Za nim na ścianie wisiały deski, na których myśliwi zazwyczaj mocują swoje trofea. Ale deski były puste, zamiast trofeów, na deskach napisano: „Tu będzie jeleń”, „Tu będzie lew”, „Tu będzie dzik”.

Podobnie jest z noworocznymi postanowieniami. Początek roku zmusza nas do podejmowania różnych, mniej lub bardziej sensownych zobowiązań. Zwykle obiecujmy sobie, że rzucimy palenie lub inny podły nałóg, co zazwyczaj nam się nie udaje. Dzięki temu za rok ponownie możemy podjąć podobne, absurdalne zobowiązanie, o którym z góry wiemy, że się nie powiedzie.

Przypomina mi to deklaracje przedwyborcze polityków, którzy zawsze przed wyborami mają potężny arsenał obietnic, o których także z góry wiedzą, że są niedorzeczne. Po czym po upływie czterech lat powtarzają te same dyrdymały niczym mantrę. Licząc zapewne, że wyborcy niewiele pamiętają z przeszłości. Mało się mylą, gdyż statystyczny elektorat pamięć ma dziurawą i elastyczną. Mimo, że zarzekaliśmy się, że na tego, czy tamtego osobnika nigdy nie oddamy głosu, to właśnie po raz kolejny zrobiliśmy to wbrew sobie i logice: – Ten już się nakradł, to nie będzie więcej kradł – tłumaczymy sobie naiwnie motywy naszego pokrętnego postępowania. Tak, jakby widział ktoś złodzieja, który nakradł się do syta.

Nie to, żebym kogoś konkretnego miał na myśli. W tym przypadku piszę bardzo ogólnie, rzekłbym nawet, że globalnie, aby nie trafić na ławę oskarżonych.

Wracając do noworocznych deklaracji obiecuję Państwu, że nie zniknę z tego miejsca jeszcze bardzo długo. Chociaż nie wiem, czy to dobra nowina.
Janusz Szostak

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*