PRAWDZIWA TWARZ SUTENERA

 31-letni alfons, Bułgar podający się za „Denisa”, ma na koncie wiele ofiar, które najpierw w sobie rozkochiwał, a potem brutalnymi metodami zmuszał do prostytucji. W jego sprawie jest już osiem pokrzywdzonych. Od co najmniej dziewięciu lat robił sobie z kobiet niewolnice.

Koszmar kobiet mógłby trwać pewnie o wiele dłużej, gdyby jedna z nich nie została przyparta do ściany. Zdesperowana 28-letnia Klaudia (imię zmienione), nie widząc innego wyjścia, wykonała w marcu telefon do policjantów z bydgoskiego Szwederowa. – On ma moją córkę. Może wywieźć ją za granicę – powiedziała zapłakana mundurowym, którzy o szczegóły tej sprawy wypytywali ją już na komendzie.

Policjanci, jak rzadko kiedy mówili potem mediom, że byli przerażeni historią, jaką usłyszeli od tej kobiety. 28-latka opowiedziała o biciu, upokarzaniu, zastraszaniu i niemal całkowitej dominacji. Przez sześć lat żyła jak niewolnica, zmuszana oddawać się za pieniądze mężczyznom. Sama jednak pieniędzy z tego prawie w ogóle nie miała, bo niemal wszystko zabierał jej „partner”. Jej koszmar nie skończył się nawet wtedy, gdy trzy lata temu urodziła mu córkę. Musiała zarabiać na niego w burdelu w Niemczech.

Pojmanie sutenera

Śledczy od początku uważali tę sprawę za trudną. Wiedzieli, że zatrzymanie Bułgara muszą starannie zaplanować. Akcję odbicia dziecka i pojmania sutenera zaczęli przygotowywać już w dniu otrzymania zawiadomienia. Trzy dni później pod domem w Toruniu, w którym przebywał, byli już funkcjonariusze CBŚP, kryminalni, antyterroryści i policyjni negocjatorzy. Było jak w filmach. Dzięki dobremu rozpoznaniu poszło sprawnie. Dziewczynka trafiła pod opiekę Klaudii a Bułgar do celi, którą prawdopodobnie opuści najszybciej za kilka lat.

fot-2
Śledczy wiedzieli, że zatrzymanie Bułgara muszą starannie zaplanować / fot. Policja

Ale nikt nawet nie łudził się wtedy, że to koniec tej sprawy. Śledczy szybko ustalili, że pokrzywdzonych jest więcej. – On działał na terenie Polski i Niemiec – mówił mi już wówczas Włodzimierz Marszałkowski z Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe. – To ciągnęło się przez lata. Zmuszał do prostytucji między innymi w Bydgoszczy, na terenie Borów Tucholskich, gdzie zamieszkiwała pokrzywdzona, a nawet przy drogach.

Na początek „Denis” – Bułgar wychowany w Bydgoszczy, bez stałego miejsca zamieszkania usłyszał zarzuty zmuszania do prostytucji trzech młodych kobiet. Już wtedy lista podejrzeń była długa. Znalazły się na niej zmuszanie do uprawiania prostytucji, czerpanie korzyści z nierządu i uczynienie sobie z niego stałego źródła dochodu, ciężkie uszkodzenie ciała kobiety, udzielanie narkotyków, a także kierowanie gróźb karalnych pod adresem jednej z prostytutek.

Prokuratorzy nieoficjalnie zdradzili, że liczba skrzywdzonych przez niego osób się powiększy. A policjanci, że z akt sprawy wyłania się obraz trudny do opisania nawet dla doświadczonych funkcjonariuszy. Choć mieli oni do czynienia z wieloma alfonsami, to takie sprawy trafiają się wyjątkowo rzadko.

Psychiczne i fizyczne znęcanie się nad kobietami, wliczając w to kopanie po twarzach, to tylko część tej historii. Bo najważniejsza dla „Denisa” była całkowita dominacja nad podwładną, aby była zdolna dla niego zrobić wszystko. Albo ze strachu, albo z miłości. A najlepiej z obu tych powodów naraz. W razie odmowy był gotów nawet oblać kobietę kwasem.

Tę prawdziwą twarz brutalnego sadysty jego ofiary poznawały jednak dopiero z czasem.

Zaślepione miłością

Policjanci i prokuratorzy przez kilka miesięcy zbierali na niego kolejne dowody. Zarzutów przybywało. W październiku zdecydowali się ujawnić jego metody i zwrócić się z apelem do innych pokrzywdzonych. Liczą na to, że ktoś rozpozna w tej historii swój koszmar i zgodzi się jeszcze zeznawać.

Cały proceder trwał co najmniej od 2007 roku. „Denis” miał wówczas dopiero 22 lata, ale już wiedział, jak omamić kobiety. Te, z którymi mu się udało, były w wieku 24 – 30 lat.

– Te dziewczyny przeważnie pochodziły z ubogich rodzin. Kiedy go poznawały, często wydawało się im, że złapały Pana Boga za nogi. Tak samo zresztą ich rodzicom, bo przedstawiały go im jako swojego partnera. Wszystko na początku zapowiadało się wręcz na sielankę – mówi Monika Chlebicz, rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy.

Alfons miał rozmach, jeżeli chodzi o teren, z którego wyławiał przyszłe prostytutki. Jak dotąd tylko jedna jego ofiara była z Bydgoszczy. Za to kilka pochodziło z oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów Borów Tucholskich oraz okolic Nakła. Mieszkały w małych miejscowościach. Do tego dochodzi jedna pokrzywdzona z Warmii i jedna z Wrocławia.

Poznawał je w Internecie na portalach randkowych i w bydgoskich dyskotekach. „Denis”, to nie jest jego prawdziwe imię. To prawdziwe jest typowo bułgarskie. Jako „Denis” lub „Luis” przedstawiał się kobietom. Swoją niezbyt imponującą znajomość języka polskiego i śniadą cerę tłumaczył tym, że pochodzi z Włoch. Przyszłe ofiary nie zdawały sobie sprawy z tego, że to wszystko są wymyślone przez niego bzdury. Tak samo, jak jego biznesy, które miał rzekomo prowadzić.

One wierzyły. Zgadzały się na kawę i kino. Przyjmowały od niego markowe perfumy i drogie ubrania. Jeździły z nim do ekskluzywnych restauracji i najpopularniejszych klubów, a on płacił za wszystko, jak na szarmanckiego dżentelmena przystało. Potrafił je nawet zabierać do drogiego hotelu w Sopocie, aby je omamić. Pierwszy raz żyły w luksusie. Sielanka trwała w najlepsze. „Denis” zdobywał ich zaufanie. Nie gwałcił ich, bo nie musiał. Były zakochane w rzekomym Włochu. Nawet, gdy robił im nagie zdjęcia lub filmował ich wspólne stosunki, były przekonane, że zachowa pliki dla siebie.

Mroczne oblicze

Młode kobiety nie zdawały sobie sprawy z tego, co je czeka i kim jest ich ukochany. Jednak w każdym przypadku przychodził wreszcie moment, gdy pokazywał swoje mroczne oblicze.

– Z czasem zdobywając zaufanie, nakłaniał kobiety, aby zaczęły się prostytuować – tłumaczy Monika Chlebicz – Wykorzystywał przy tym swoją przewagę fizyczną i psychiczną, a ich nieporadność. Zastraszał je i nierzadko bił. Zabierał im zarobione pieniądze, kontrolował i zamykał, pozbawiając w ten sposób wolności. Szantażował ujawnieniem informacji o tym, co robią. Zdarzało się, że wywoził je do pracy w domach publicznych za granice Polski.

„Denis” miał mnóstwo metod zastraszania. Przemocą nie tylko groził, ale też faktycznie jej używał, gdy któraś nie chciała oddawać się przy drodze, w klubach, albo miała opory przed wywiezieniem do burdelu w Niemczech lub Szwajcarii.

– Jak ja cię nie dorwę, to zrobią to moi kuzyni! Nie uciekniesz! – groził.

Jego ofiary zgadzały się na sprzedawanie swoich ciał za pieniądze również z powodu obawy o ujawnienie ich intymnych zdjęć i filmów. Inne natomiast szprycował narkotykami, głównie kokainą. Zmuszane do prostytucji kobiety bały się też o życie swoje i swoich bliskich.

Śledczy widzieli ich strach na własne oczy podczas przesłuchań. Niejedna z nich wpadała w histerię, gdy pokazywano im zdjęcie „Denisa”. Trzęsły się, krzyczały, płakały na widok jednej, zwykłej fotografii. Obserwujący to funkcjonariusze wiedzą, że żadna z nich nie mogła tego przed nimi udawać.

Bułgar ma obecnie postawionych 20 zarzutów za 8 kobiet. Nie tylko za prostytucję, grożenie, podawanie im narkotyków i pozbawianie ich wolności, jedną z nich bardzo dotkliwie też pobił. Jeśli prokuratura udowodni wszystkie te czyny przed sądem, alfonsa czeka długa odsiadka. Być może nawet kilkunastoletnia.

Do tego mogą dojść nowe zarzuty, bo śledczy wiedzą, że ofiar było więcej, choć nie chcą jeszcze zdradzać, na czym opierają tę pewność.

Policja apeluje o zgłaszanie się pokrzywdzonych kobiet do Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy, gdzie prowadzone jest śledztwo, tel. (52) 525 53 17 lub do Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe tel. (52) 347 76 41.

Mikołaj Podolski

Śledczy wiedzieli, że zatrzymanie Bułgara muszą starannie zaplanować / fot. Policja

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*