Mistrzowie mikrobiznesu

Mieczysław Hilla, pracujący na złomowisku w Nowej Wsi Lęborskiej nie krył zdziwienia, gdy podbiegł do niego ratownik i zapytał, czy gdzieś rozbił się samolot/ fot. Mikołaj Podolski

Mówi się, że najlepszy sposób na to, by stracić na wadze, to kupić wagę za 20 zł, a potem sprzedać ją za 10 zł. Ale polski złomiarz sprzedałby ją za 20 groszy i jeszcze cieszyłby się, że zrobił niezły interes.

Chociaż do tego typu kradzieży dochodzi wszędzie, również w Wielkiej Brytanii, gdzie giną całe latarnie, jednak tylko u nas mamy takich zdolnych złodziei, którzy potrafią narazić się na kilka lat odsiadki za łup wart kilkadziesiąt złotych.

Weźmy takiego bezdomnego z Rumi, który ukradł pokrywę od studzienki kanalizacyjnej. Kiedy przepił pieniądze z jej sprzedaży, wrócił w miejsce kradzieży i… sam wpadł do tej studzienki. Zawisł tak nieszczęśliwie, że musieli go wyciągać strażacy.

Giną tory, kable, znaki drogowe, części od samochodów, a nawet kościelne dzwony, jak było pod Grudziądzem. I to wszystko trafia na złom. Nawet, jeśli ma coś ciekawego w środku.

Na przykład nadajnik, który po jakimś czasie się uaktywnił i nadał sygnał SOS do Rosji i Kanady, jak to miało miejsce w Nowej Wsi Lęborskiej. Zagraniczne służby powiadomiły polskie, te zaś wysłały na „miejsce katastrofy” śmigłowiec Anakonda. Ratownik spuścił się na linie i szukając rozbitego samolotu dobiegł do złomowiska, gdzie zdyszany odkrył, że wcale nie doszło do katastrofy lotniczej, lecz sygnał nadała boja, którą ktoś sprzedał jako złom.

Policji na szczęście niekiedy udaje się złapać przestępców, jeszcze zanim oddadzą swój łup. Tak było z 22 -latkiem z powiatu białogardzkiego, który ukradł 70 kg złomu ze… skupu złomu. Nie wyszła mu ucieczka przed radiowozem po zaoranym polu, więc musiał trafić za kratki. Nie udało się też 20-latkowi z Lęborka, który z pralką w rękach próbował uciec przed mundurowymi, ani trójce mężczyzn, którzy na Lubelszczyźnie ukradli cztery czołgi z poligonu.

Kary? Po co? Sąd uznał, że rok więzienia w zawieszeniu na cztery lata i 1,5 tys. zł grzywny za te skromne cztery czołgi wystarczy. W sumie niech się sędzia jeszcze cieszy, że mu na rozprawie łańcucha nie zwinęli.

Złomiarzy często się broni, że tacy biedni i nie mają za co żyć. Ale czy ktoś, kto kradnie drogowy walec wart 60 tysięcy złotych i sprzedaje do skupu za 3 tysiące złotych (Siechnice), skuter kosztujący 1800 złotych za 34 złote (Wadowice), dekodery telewizyjne o wartości 400 złotych za 4 złote (Nowy Dwór Gdański), 25-metrowy maszt telekomunikacyjny wart 100 tysięcy złotych za 5 tysięcy złotych (Wałbrzych), czy srebrny świerk o kosztujący 600 złotych za 10 złotych (Lublin), kiedykolwiek będzie miał za co żyć?

I czy nie łatwiej byłoby mu po prostu iść do polityki?

Mikołaj Podolski

 

Mieczysław Hilla, pracujący na złomowisku w Nowej Wsi Lęborskiej nie krył zdziwienia, gdy podbiegł do niego ratownik i zapytał, czy gdzieś rozbił się samolot/ fot. Mikołaj Podolski
Mieczysław Hilla, pracujący na złomowisku w Nowej Wsi Lęborskiej nie krył zdziwienia, gdy podbiegł do niego ratownik i zapytał, czy gdzieś rozbił się samolot/ fot. Mikołaj Podolski

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*