Pedofile mi grożą, ale dalej ich ścigam

 Z Krzysztofem Dymkowskim, okrzykniętym „łowcą pedofilów”, rozmawia Mikołaj Podolski

 Zwykły człowiek, bez doświadczenia w policji i prokuraturze, doprowadza do zatrzymania ponad 40 pedofilów. Jest pan Supermanem?

Nie (śmiech). Jestem szarym mieszkańcem Wrocławia. Mieszkam tu od urodzenia. Mam 47 lat. Pracowałem przez 22 lata w MPK, byłem motorniczym. Teraz pracuję jako sprzedawca telefoniczny.

Ma pan nietypowe hobby, jak na sprzedawcę. Skąd ta niechęć do pedofilów?

Trochę z przypadku, bo jednym z nich okazał się mąż mojej koleżanki. Wykorzystywał własną córkę przez 6 lat. Byłem kiedyś u nich w domu naprawić komputer i to ja zauważyłem, że z tym dzieckiem coś jest nie tak. Bało się własnego cienia. Poradziłem koleżance, żeby udała się z córką do psychologa. Poszła i okazało się, że jej rodzony ojciec od dawna ją gwałcił. Dostał 12 lat więzienia. Mam nadzieję, że nie wróci w te strony, gdzie wcześniej mieszkał, bo ludzie mogą chcieć go zlinczować. Wiedzą co zrobił, i że jego córka musiała przez lata dochodzić do siebie.

Wtedy pojawił się pomysł, żeby wskazywać śledczym kolejnych zboczeńców?

Jeszcze nie. Krótko potem przypadkiem namierzyłem doktoranta lubelskiej uczelni. Zaczepił mnie w Internecie na czacie, zaczęliśmy rozmawiać i napisał „jeśli chcesz, to prześlę ci fajne widoczki”. Myślałem, że wyśle mi jakieś zdjęcia samochodów. Ale jak otworzyłem załączniki, szczęka opadła mi do kostek. Okazało się, że rozsyła twardą pornografię dziecięcą oraz ze zwierzętami. Chwyciłem za telefon i od razu powiadomiłem policję. Podczas przeszukania wyszło, że miał 960 płyt z takimi filmami. Wcześniej był niewykrywalny, bo używał kilkunastu skrzynek mailowych. Na koniec tej sprawy, zadzwonił do mnie jeden z mundurowych i powiedział, że pracuje już 20 lat w policji, ale czegoś takiego jeszcze nie widział. Wtedy powiedziałem sobie, że każdego takiego człowieka, na którego trafię w sieci, będę zgłaszał policji.

A prawdziwe polowanie, kiedy pan rozpoczął?

Całkiem niedawno, jakieś pół roku temu. Mam problemy zdrowotne, poszedłem na zwolnienie lekarskie. Siedząc w domu, spędzałem czas w Internecie. Zacząłem przeglądać ogłoszenia w sieci. Zacząłem zaczepiać osoby, które szukały tam wrażeń seksualnych z młodzieżą. Podawałem się za dzieci, ale nigdy nie prowokowałem. Teraz mam na koncie już 42 zatrzymania. Pomału ludzie zaczynają się do mnie zgłaszać sami. Jestem na Facebooku, nietrudno mnie znaleźć.

Łowi pan pedofilów w całej Polsce?

Całej, a nawet nie tylko. Dochodzą jeszcze Niemcy. Znam biegle język niemiecki. Niedawno pomogłem niemieckiej policji zatrzymać polskiego pedofila, który mieszka w Berlinie i pozyskuje twardą pornografię dziecięcą.

Po pańskich zgłoszeniach policja zastawia tzw. pułapki, czyli podstawia nieumundurowanych funkcjonariuszy w miejscach spotkań. Czy pan również uczestniczył w zatrzymaniach?

 Staram się tego unikać, ponieważ wykładam policji wszystko niemal na tacy, ale jednak zdarzyły mi się takie sytuacje osiem razy. Muszę przyznać, że każdy pedofil zachowuje się wtedy inaczej. Jeden na przykład ostatnio próbował uciekać, a kiedy mu się nie udało, zaczął się tłumaczyć, że tylko chciał porozmawiać. To było żałosne, bo wcześniej pisał do mnie, kiedy udawałem 13-latkę, otwarcie proponując seks oralny i pieniądze w zamian. Innym razem, to było we Wrocławiu, pedofil od razu zbladł na widok policji. Często dopada ich wtedy strach.

Na aresztowaniu się jednak nie kończy.

Policja nie ogranicza się tylko do zatrzymania, ale też zabezpiecza nośniki danych. Często okazuje się, że ci ludzie mają na komputerach twardą pornografię dziecięcą, a to też jest przestępstwo.

Niekiedy okazuje się, że w samochodzie wożą cały arsenał akcesoriów erotycznych. Tak przygotowują się na spotkanie z dziewczynką, za którą podaję się w sieci. Jeden natomiast chciał koniecznie spotkać się z dzieckiem na cmentarzu. Także mamy tu cały zestaw wszelkiej maści dewiantów. Pedofilia, to jeden z przejawów ich zboczeń.

Kim są polscy pedofile?

Większość z nich to ludzie ustawieni, po studiach, z własnymi firmami. To jakieś 70 procent wykrytych przeze mnie pedofilów. Często mają też żony, dzieci, ułożone życie. Przeważnie to ludzie od 30 lat wzwyż. Młodsi również się zdarzają, ale rzadko.

Niedawno podobną pułapkę zastawił polski bloger. Skuteczną. I właściwie teoretycznie każdy z nas mógłby takie coś zorganizować, jeśli znajdzie w sieci zboczeńca.

Zgadza się. Trzeba jednak pamiętać, żeby nie robić prowokacji. Czyli nie można pisać „umówię się z tobą na seks za 500 zł”. Prokurator może wtedy nie postawić zarzutów, a za takie prowokowanie samemu można zostać oskarżonym. Ważne jest, żeby inicjatywa wyszła od samego pedofila. Ja często staram się odpowiadać wymijająco. Kiedy ostatnio jeden z nich, biorąc mnie za dziewczynkę, zapytał „czy połykasz?”, odpisałem „takich pytań kobietom się nie zadaje”. Ale on dalej w to brnął i sam przejawiał inicjatywę. Wtedy można stawiać mu zarzuty i jest podstawa do sprawdzenia jego komputera, mieszkania, samochodu. Podczas zatrzymania, cała ta konwersacja jest zabezpieczona i wiadomo, czego oczekiwał po spotkaniu z rzekomym dzieckiem, za które się podaję.

Czy pańskim zdaniem liczba pedofilów w Polsce rośnie?

 Makabrycznie! Wszystko przez to, że czują się bezkarni. Wielu z nich żyje w przeświadczeniu, że nie każdy da radę doścignąć ich technologicznie i zostaną bezkarni. Bardzo się jednak mylą. W sieci każdego można dopaść. Ode mnie policja przeważnie dostaje już nawet imię i nazwisko oraz nazwę firmy. To dane, które wbrew pozorom, łatwo można zdobyć.

Gdzie ta pedofilia najbardziej się rozwija? Na wsiach czy w wielkich miastach?

Mam co prawda wiele zgłoszeń z małych miejscowości, lecz najwięcej jest z wielkich skupisk ludności: z Dolnego i Górnego Śląska oraz z Warszawy. Z kolei mniej z północy kraju – ze Szczecina i Gdańska.

Nasza redakcja zwróciła się niedawno z apelem do parlamentarzystów o zmianę prawa, aby móc publikować wizerunki seryjnych gwałcicieli. Czy pan popiera ten pomysł?

Podpiszę się pod tym obiema rękoma. Poszedłbym nawet jeszcze dalej. W Stanach Zjednoczonych dane takich ludzi są upubliczniane w Internecie. Tam jest dostępna lista pedofilów. Ludzie wiedzą, gdzie oni mieszkają i mogą lepiej chronić przed nimi swoje dzieci.

Co jeszcze możemy zmienić?

Kary. Moim zdaniem powinny być co najmniej dwukrotnie wyższe. Znam przypadek pedofila, który dobrowolnie poddał się karze i dostał tylko dozór policyjny. Przecież to jest chore. Nie wierzę natomiast, żeby w tym kraju udało nam się przeforsować kastrację chemiczną. W Sejmie powiedzą, że to jest okaleczenie i na tym się skończy. Myślę jednak, że dobrze zrobiono z seryjnym gwałcicielem chłopców Mariuszem Trynkiewiczem, którego po odbyciu kary odizolowano w specjalnym ośrodku. Sąd musi mieć możliwość kierowania takich ludzi na przymusowe leczenie, nawet po odsiadce.

Podobnie jak redakcja „Reportera”, pan również zaangażował się w sprawę trójmiejskiego gwałciciela Krystka. Według naszych źródeł, na jego telefonie znaleziono około setki filmów z nieletnimi, na oko najstarsze dziewczyny wyglądają na góra 17 lat. Czy miał już pan podobny przypadek?

Nie, nawet nie słyszałem wcześniej, żeby ktoś działał na aż tak potężną skalę. Tych filmików musiał używać do zastraszania, bo po co by je kręcił? Ważne jednak, że już siedzi. Mną również ta sprawa wstrząsnęła, a wiem o niej dużo, bo spotkałem się kiedyś z matką Anaid (dziewczynka po spotkaniu z Krystkiem rzuciła się pod pociąg – przyp. red.). Wszyscy powinniśmy dbać o to, by tacy ludzie jak on, nie cieszyli się wolnością.

Pan również dostał podejrzane telefony od osób związanych z Krystkiem, z mafii pedofilskiej. Dziennikarce Krowin-Piotrowskiej po odnotowaniu sprawy ktoś po północy napisał z fałszywego konta „nie wpierdalaj się w nieswoje sprawy” i groził wywiezieniem do lasu. Do mnie dzwonili o pierwszej w nocy z zastrzeżonego numeru i rozłączyli się, kiedy się przedstawiłem, zaś później zastraszał mnie przyjaciel sopockiego biznesmena związanego z Krystkiem. A do pana?

Do mnie dzwonili o podobnej porze, jakieś pół godziny po północy. Też z zastrzeżonego numeru, ale nie rozłączyli się. Usłyszałem, żebym nie pchał nosa w nie swoje sprawy, bo mogą mi go połamać. Krótko potem miałem usiłowanie włamania do mieszkania. Policja ustala jeszcze, czy to ci sami ludzie.

Pedofile często panu grożą?

 Często, ale rzadko zdarza się, by te groźby przekuwano w czyny. Jednak kilka miesięcy temu, po zatrzymaniu ujawnionego przeze mnie mundurowego, zaczepiono mnie pod bramą i wypytywano o tego człowieka. Rozpuszczono też o mnie plotkę, że niby donoszę na swoich sąsiadów, że piją piwo w podwórku. Wkurzyłem się, poszedłem do nich i powiedziałem „jak ja mogę na was kablować za picie piwa, jak sam z wami piję?”. To załatwiło sprawę z sąsiadami. Ale dwa dni później, kiedy wracałem do domu, otrzymałem w bramie jeden potężny cios i straciłem przytomność. Jednego zęba straciłem na miejscu, drugiego musiałem dać do chirurgicznego usunięcia. Powiedziałem sobie jednak, że mogą mi wybić nawet wszystkie zęby, ale dopóki będę trafiał w sieci na kolejnych pedofilów, dopóty będę ich wszystkich zgłaszał śledczym.

 

1 komentarz do Pedofile mi grożą, ale dalej ich ścigam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*