Jak Zbyszek palce ucinał

Murder scene with two forensic analysts and a police lieutenant investigating a crime on a businessman in a basementMurder scene with two forensic analysts and a police lieutenant investigating a crime on a businessman in a basement

Ciężki bywa żywot technika kryminalistyki. Nie zapomnę twarzy Zbyszka, gdy obcinał palce denatowi. Wyrażała szczere wkurzenie. Pracownik prosektorium, zamiast samemu wykonać tę mało przyjemną czynność, ograniczył się do rzucenia okiem na prokuratorskie postanowienie, oraz stwierdzenia, że nie ma czasu.

 Kronikarska rzetelność nakazuje jednak dodać, że użyczył Zbyszkowi – technikowi kryminalistyki – odpowiednich narzędzi i rzecz jasna wskazał zwłoki, które należało pozbawić palców. Reszta należała do Zbyszka, z czego jak łatwo się domyślić, nie był szczególnie zadowolony.

Mimo podjętych czynności, nie udało nam się ustalić tożsamości mężczyzny, którego zwłoki znaleziono. Jedyna szansa, żeby dowiedzieć się kim był, to taka, że kiedyś popełnił jakieś przestępstwo i odbitki jego linii papilarnych znajdują się w policyjnej bazie danych. Problem polegał na tym, że zaawansowany proces rozkładu zwłok uniemożliwiał klasyczne daktyloskopowanie (czyli pobranie odbitek linii papilarnych). Pozostawało zdjęcie skóry z palców. W tym celu należało dostarczyć do laboratorium palce denata, oczywiście w taki sposób, żeby było jasne, który jest który. Najpewniejsza metoda, to umieszczenie palców w rękawiczkach z tworzywa sztucznego, co też Zbyszek uczynił z właściwą sobie starannością. Niestety na nic to się zdało, gdyż w kartotece nie odnaleziono linii papilarnych naszego denata, którego doczesne szczątki spoczęły na cmentarzu komunalnym jako „nieznany mężczyzna”.

Bezimienni bohaterzy

 Rzadko bo rzadko, ale zdarza mi się oglądać w telewizji seriale z cyklu „Kryminalne zagadki czegoś tam” . Za każdym razem jestem pod wrażeniem schludnych ubiorów tamtejszych speców od kryminalistyki. Prawie można poczuć przyjemny zapach ich nieskazitelnie białych kitli. Pewnie dlatego nie mogę zrozumieć, dlaczego tamtego poranka Zbyszek narzekał, że ledwo zaczął służbę, a już śmierdzi trupem.

Praca technika kryminalistyki, bez dwóch zdań należy do najbardziej niewdzięcznych, policyjnych zajęć. Obcowanie ze zwłokami to chleb powszedni. Technicy pojawiają się na miejscu nie tylko zabójstw, ale również wypadków komunikacyjnych i samobójstw. Żeby ujawnić i zabezpieczyć ślady, potrzebna jest niemała wiedza i umiejętności. A gdy się okaże, że jakiś nawet najmniejszy, pojedynczy ślad zabezpieczony na miejscu przestępstwa doprowadzi do wykrycia sprawcy, często technik kryminalistyki pozostaje bezimiennym bohaterem, któremu nikt nawet nie podziękuje.

Teoretycznie policyjna grupa pracująca na miejscu przestępstwa (np. kradzieży z włamaniem do mieszkania) powinna składać się z minimum trzech funkcjonariuszy: dochodzeniowca prowadzącego oględziny, technika kryminalistyki ujawniającego i zabezpieczającego ślady, oraz pracownika pionu kryminalnego, który zbiera wszelkie informacje mogące przyczynić się do ustalenia sprawcy. Często jednak jest to tylko dwóch policjantów, z których to technik dysponuje większą wiedzą kryminalistyczną. On wie, gdzie szukać śladów i to co ujawni i zabezpieczy może w przyszłości być pomocne przy wykryciu sprawcy. Oczywiście dotyczy to codziennej, szarej komisariatowej rzeczywistości, a nie poważnych zbrodni tj. zabójstwa. Chociaż sprawa generała Marka Papały pokazuje, że choć na miejscu pojawiło się wiele „mądrych głów”, najwyraźniej zabrakło „szyi”, która by nimi kierowała.

Robią swoje

 W życiu przyszło mi pracować z wieloma technikami kryminalistyki i raczej wszystkich wspominam z sympatią. Jeden z nich, o których powinno się wyrażać „świętej pamięci”, ale z tego co pamiętam, raczej nie wierzył on w życie pozagrobowe, był posiadaczem dość specyficznego poczucia humoru. Jednego razu wykonywaliśmy czynności w mieszkaniu, do którego dokonano włamania. Właściciel okazał się być z tych, co to wszystko wiedzą najlepiej. Spokojnie tolerowaliśmy jego sugestie, żeby sprawdzić to tu, to tam, bo złodziej na pewno musiał w tych miejscach zostawić swoje odciski palców. Uspokoił się jegomość dopiero wtedy, gdy technik poprosił go, aby wyciągnął z walizki drugi pędzel do ujawniania odcisków palców, po czym rzekł do niego: – Na dwa pędzle powinno nam pójść szybciej. Gospodarz w końcu zorientował się, że bardziej przeszkadzał, niż pomagał.

Zgadzam się, że technicy kryminalistyki bywają, delikatnie mówiąc, „szorstcy” i nie wszystkich muszą bawić ich żarty w stylu: – Kawę też ukradli? – pytanie skierowane do właściciela mieszkania, do którego dokonano włamania. Jednak przybywając na miejsce przestępstwa, muszą w pierwszej kolejności zadbać o zabezpieczenie śladów. Na współczucie ofiarom, często brakuje czasu, bo trzeba szybko reagować na kolejne wezwanie.

Korzystając z okazji, chcę wyrazić pełne uznanie dla pracy techników kryminalistyki. Pracy często niedocenianej i niewdzięcznej, z której efektów, bywa że i sami technicy nie zdają sobie sprawy. Robią swoje. Ujawniają i zabezpieczają ślady kryminalistyczne. Rzadko ktoś raczy ich poinformować, że dzięki ich pracy, przestępca trafił za kratki. Cóż, samo życie.

Mirosław Rybicki

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*