ZWABIONE PRZEZ INTERNET

Koszmar przeżyły dwie kobiety, które w kwietniu i w maju tego roku znalazły się w mieszkaniu przy ulicy Łódzkiej w Toruniu. Trafiły tam z własnej woli, bo z przyszłym napastnikiem kontaktowały się przez Internet. Ale nie spodziewały się, że ta znajomość może  zakończyć się tak brutalnie. Gwałtem. Czy ofiar tego 37-latka było więcej?

Ulica Łódzka znajduje się w lewym brzegu Wisły przecinającej Toruń.  Mieszkańcy tej części miasta przez lata mieli pretensje do władz, że  zapominają, iż miasto znajduje się też po tej stronie rzeki. Teraz,  gdy  Toruń wzbogacił się o dwa nowe mosty, lewy brzeg Torunia zaczął się szybko rozwijać. O tym miejscu przypomnieli sobie też właściciele  marketów, powstają nowe firmy. Budowanych jest coraz więcej osiedli mieszkaniowych.

Szły dobrowolnie

Właśnie na jednym z nich mieszkał 37-latek podejrzany dziś o dwa gwałty.  Łowy prowadził przez Internet. Tak przynajmniej wynikało z ustaleń śledczych zaraz po jego zatrzymaniu. Z przyszłymi ofiarami nawiązywał kontakt poprzez portale społecznościowe. Nie były zwabiane na ulicę  Łódzką na przykład podstępem, choćby takim, że na przykład oferował do sprzedaży perfumy po atrakcyjnych cenach, a gdy kobiety przychodziły, aby je kupić, były obezwładnianie i gwałcone. Nic z tych rzeczy.

– Internetowy kontakt pomiędzy nim a jego przyszłymi ofiarami  miał charakter towarzyski – mówi jedna z osób związanych ze śledztwem – Kobiety wiedziały, że idą na spotkanie z mężczyzną i to do jego mieszkania. Może nawet brały pod uwagę jakieś zbliżenie, bo przecież decydując się na taki krok, trzeba się spodziewać wszystkiego, ale na pewno nie myślały, że dojdzie do takiego rozwoju wypadków. Że będą zmuszane do seksu i to w tak brutalny sposób.

 Bite i gwałcone

 Ofiary gwałtów, po wizycie na ulicy Łódzkiej, zawiadomiły policję o popełnieniu przestępstw. Z zarzutów postawionych 37-latkowi wynika, iż był on bardzo brutalny. Kobiety przed gwałtami były bite, szarpane, ciągnięte za włosy. Poza tym były krzywdzone dość długo i na rożne  sposoby. Poza niewątpliwymi śladami w psychice, 37-latek pozostawił też na ciałach kobiet liczne obrażenia typowo fizyczne. Głównie siniaki i otarcia, które na szczęście nie zagrażały ich życiu.

Mężczyzna podejrzany jest również o stosowanie gróźb karalnych.

– Miał je straszyć, że jeżeli nie będą mu posłuszne, to zostaną zgwałcone jeszcze przez innych mężczyzn – cytuje treść postanowienia o postanowieniu zarzutów Tomasz Sobczak, szef Prokuratury Rejonowej Toruń – Wschód.

Sam oskarżony również nie ułatwia postępowania, ponieważ nie przyznaje się do winy. Został tymczasowo aresztowany do pierwszej dekady sierpnia.

Policja i prokuratura podejrzewały, że ofiar 37-latka może być więcej, dlatego tuż po postawieniu zarzutów, za pośrednictwem mediów poprosiły  inne ewentualnie skrzywdzone na ulicy Łódzkiej kobiety o kontakt ze śledczymi. Przez kilkanaście dni żadna się nie zgłosiła. Czy to oznacza,  że innych ofiar nie było? Na to pytanie nikt teraz nie odpowie.

Jeżeli w tej sprawie nie pojawią się nowe okoliczności, to śledztwo może zakończyć się z końcem lipca tego roku.

Waldemar Piórkowski

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*