KRWAWA ZAGŁADA RODZINY

Zabójcy przyszli otuleni we wczesną, zimową ciemność. Czarny był wtedy świat i przepełnione mrokiem ich serca. Wraz z nimi przyszła zagłada. Zagłada rodziny Dobrzyńskich. Zabijali metodycznie, z bliska strzelając ofiarom w głowy. A później odeszli, zniknęli, rozpłynęli się w mroku, jakby nigdy ich nie było.

Naprodukowano setki stron akt, przeanalizowano mnóstwo wątków, sprawdzano ślady na różne sposoby. Dziś wiadomo tyle, ile siedemnaście lat temu, w dniu śmierci Dobrzyńskich. Czyli nic. Pomimo tytanicznej pracy organów ścigania, sprawa została zamknięta z wynikiem negatywnym. Nie zawsze udaje się wykryć i ująć sprawców. Tak bywa. Nie ma o czym dyskutować. Trudno. Czy, aby na pewno?

Karol Dłubiszewski przez lata mozolnie docierał do świadków tamtych wydarzeń, sąsiadów Dobrzyńskich, rodziny, policjantów. I zestawił wszystkie fakty. Twierdzi, że popełniono błędy, które mogły zaważyć na losach śledztwa. Kim jest Dłubiszewski? Sam o sobie mówi, że jest urzędnikiem, nie ma żadnych powiązań z policją ani innymi służbami.

 Ofiary Ruskich?

Skąd zainteresowanie akurat tą sprawą? – pytam, chcąc dowiedzieć się więcej o osobie, która rzuca wyzwanie zawodowcom, policyjnym detektywom i prokuraturze.

– Wydarzyła się w mieście, w którym mam część rodziny. Wiedziałem o tej sprawie od pierwszego dnia. Miałem wtedy siedemnaście lat. Taka była oficjalna wersja, że jest to zbrodnia dokonana przez Rosjan. Doszło do zabójstwa czteroosobowej rodziny. Ojciec, matka, córka i syn. Zostali zastrzeleni przez nieznanych sprawców, którzy nie wiadomo co ukradli, nie wiadomo skąd przyszli i gdzie odeszli. Wyglądało to jak egzekucja. Taką wersję przyjęła policja. Pan domu był bogatym człowiekiem, zatrudniał Rosjan, więc to Rosjanie go zabili i odjechali nie wiadomo gdzie. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego tak jest, że mimo upływu lat, nie udaje się wykryć takiej zbrodni – odpowiada Karol.

Opowieść Karola przywiodła mnie do Prokuratury, w której znajdują się dokumenty tego śledztwa. Mam tylko jeden cel: zweryfikować opowieść Dłubiszewskiego z materiałem źródłowym. Jestem pierwszą osobą, która konfrontuje jego opowieść z dokumentacją. Wnioski są porażające.

Po lekturze wiem, że słowa Karola nie są pozbawione słuszności. Akta są beznamiętne. To po prostu kartki: protokoły, notatki, szkice i wstrząsające zdjęcia. Piszący je ludzie byli zawodowcami, potrafili ukryć emocje, aby skupić się na drobiazgowym przedstawieniu zastanej rzeczywistości.

Dobrzyńscy uchodzili za majętne osoby. Mieli spore gospodarstwo rolne. Dobrzyński prowadził rozległe interesy sięgające Rosji, Litwy, Estonii i innych krajów powstałych po upadku ZSRR. Sprzedawał tam w hurtowych ilościach wyprodukowaną i przetworzoną u siebie żywność. Miał stałych pracowników, gdy była potrzeba, pracę znajdowali u niego robotnicy sezonowi.

Feralnego dnia, jak zawsze pracownicy weszli na podwórko przez otwartą bramę i rozeszli się do swoich zajęć. Nic nie wskazywało, że ten dzień będzie inny od poprzednich. W zabudowaniach gospodarczych pomału rozkręcała się codzienna krzątanina.

Waldemar Gorgodzki pracował u Dobrzyńskich od lat. Był zaufanym człowiekiem szefa, jego prawą ręką. Zdziwiło go, że nikt nie wyszedł do pracowników, nie wydał dyspozycji. Wszedł do domu, drzwiami od podwórka. Były jak zwykle otwarte. Te drzwi tylko nocą były zamykane. W środku natknął się na ciało szefa. Twarz przykryta była dywanem. Gdy odsunął go, zobaczył krew. Andrzej Dobrzyński w chwili śmierci miał na sobie kurtkę, ale jego buty stały w przedpokoju. Dalej, w pokoju leżała na dywanie, twarzą w dół, jego żona ubrana w robocze ciuchy. Ich czternastoletni syn, Sylwester, miał ręce skrępowane taśmą samoprzylepną. Wszyscy nie żyli, leżeli w kałużach zakrzepłej krwi.

Waldemar Gorgodzki umiał zachować spokój w tak tragicznej chwili. Zabezpieczył miejsce, a sam pojechał powiadomić policję. Funkcjonariusze na piętrze domu odkryli jeszcze jedno ciało. W odróżnieniu od pozostałych, było nagie. Dwudziestoletnia Ewelina leżała na plecach, na jednym nadgarstku miała zaciśnięte jedno oczko kajdanek. Ona również była już martwa. Wszyscy zginęli od strzałów w głowy.

Pełno śladów

W policyjnej notatce pooględzinowej wymieniono ślady zabezpieczone w trakcie czynności. Odciski butów w śniegu, na tarasie przed wejściem do domu, i na kartce przy zwłokach Andrzeja Dobrzyńskiego. Zabójca wdepnął w krew i zostawił swój podpis. Znaleziono liczne odciski linii papilarnych, łuski po wystrzelonych pociskach, kule tkwiące w różnych miejscach domu.

Ważnym śladem jest taśma, którą skrępowano ręce nastolatka. Obok skulonego, leżącego na boku ciała chłopca, znaleziono pistolet gazowy z zakleszczonym pociskiem w komorze nabojowej. Pistolet był własnością Andrzeja Dobrzyńskiego. Wszystko wskazuje na to, że syn chciał obronić rodziców i siostrę. Przegrał w nierównej walce. Obok ciała Andrzeja Dobrzyńskiego leżały w nieładzie porozrzucane dokumenty, nóż z rękojeścią imitującą kość słoniową. Oględziny ciała Eweliny pozwalają stwierdzić, że siłą zdarto z niej ubranie. Została uderzona w twarz, skaleczona w ramię jakimś ostrym narzędziem. Czterdzieści siedem śladów, niemych świadków tragedii, których opis mozolnie wystukał policjant na maszynie do pisania, na papierze w kratkę.

fot-2
Szkic miejsca zbrodni wykonany przez policję

Policyjny ekspert z laboratorium kryminalistycznego sporządził dokument, w którym formułuje wnioski, jakie wysnuł na podstawie zabezpieczonych śladów i oględzin. To rutynowe działanie – kościec, na którym mogą oprzeć się detektywi w dalszych poszukiwaniach. Później te dane są wzbogacane o informacje uzyskiwane w toku przesłuchań, rozpoznania dokonanego na miejscu i krytycznej analizie wszystkich danych. Wyjściowe wnioski specjalisty są następujące: sprawców jest co najmniej dwóch. Jeden sprawdził, co się dzieje w domu przez okno kuchenne, ktoś z domowników wpuścił ich do środka, być może są znajomymi ofiar. Po szamotaninie, do której doszło na parterze, skrępowali chłopca i skuli kajdankami dziewczynę. Biją ofiary, z dziewczyny zrywają odzież, bluzkę przecinają ostrym narzędziem, strzelają z bliskiej odległości, nawet prosto w twarz, pewne cechy wskazują na egzekucję i dobijanie ofiar. Potem penetrują mieszkanie, ta penetracja w zasadzie dotyczy przedpokoju i pokoju na parterze, i sprawia wrażenie szukania czegoś konkretnego, sposób działania sprawców nie nosi cech przestępstwa na tle rabunkowym. To ważne stwierdzenie.

A jednak – tak jak mówi o tym Dłubiszewski – dalsze czynności są prowadzone pod kątem wytypowania wyspecjalizowanej grupy przestępczej, która dokonuje napadów rabunkowych. Tylko i wyłącznie pod tym kątem. Z góry odrzucano wszelkie dane i ustalenia, które mogły świadczyć o innych motywach sprawców. Nie sprawdzano ich. Stąd tyle wątpliwości.

 Znali zabójców?

Karola Dłubiszewskiego nie było na miejscu zbrodni. Nie przeglądał akt: – Prokurator odmówił mi do nich dostępu – wyrzuca z goryczą.

Swoje zdanie opiera na własnych ustaleniach, rozmowach z pracownikami, znajomymi ofiar i policjantami, którzy mieli do czynienia ze sprawą Dobrzyńskich na różnym etapie jej trwania.

-Policjanci nigdy nie odmawiali mi pomocy. Na różnych szczeblach, różnych komendach. Zawsze chcieli rozmawiać, bo im zależało na wykryciu tej sprawy – wspomina Karol. Z tych wszystkich rozmów Dłubiszewski odtworzył przebieg śledztwa i ma na jego temat wyrobione zdanie, wypracował też kilka teorii dotyczących interpretacji zastanych śladów. Twierdzi, że w momencie napadu dom miał być pusty. Na skutek splotu różnych okoliczności, stało się inaczej. Gdy czytam akta, widzę, iż w zeznaniach różnych świadków są informacje, które pozwalają na wysnucie takiego wniosku, choć dane te są rozrzucone po kilku protokołach.

Dłubiszewski może mieć rację. Uważa, że w związku z tym kolejność, w jakiej ponieśli śmierć Dobrzyńscy, jest nieco inna, niż ustalili policyjni eksperci. Strzały mogły być wynikiem paniki sprawców, a nie zaplanowanego działania. Nie można wykluczyć tej hipotezy. Chyba nikt dotąd nie zestawił ze sobą faktów wynikających z zeznań świadków. Poprzestano na wstępnych wnioskach, sformułowanych po oględzinach.  Dłubiszewski twierdzi też, że przyjęto wersję, że napadu na Dobrzyńskich dokonali jacyś nieznani Rosjanie, gdyż Andrzej Dobrzyński prowadził z nimi rozległe interesy i zatrudniał też rosyjskojęzycznych pracowników sezonowych. Rosjan, bądź jakichkolwiek bandytów z zewnątrz. I na tym wątku skupili się śledczy, zaniedbując inne.

Gdy przeglądałem akta, nie odniosłem wcale wrażenia, że śledztwo było ukierunkowane na wykrycie mitycznych Rosjan. Owszem, z zestawu zadawanych przez śledczych pytań, można wywnioskować, że brano i taką wersję pod uwagę. Ale było to raczej zbieranie i weryfikowanie informacji, niż sugerowanie się z góry przyjętą tezą. Przynajmniej w pierwszej fazie śledztwa. Później wszystko skupia się na rozpaczliwym szukaniu grupy przestępczej, która mogłaby pasować do charakterystyki sprawców. A już na początku trudno się oprzeć wrażeniu, że chyba coś umknęło uwadze śledczych. Drobne szczegóły, które, moim zdaniem, powinny zwrócić uwagę prowadzących czynności. Dłubiszewski wychwycił je natychmiast.

Pierwszy szczegół: w stacyjce samochodu Andrzeja Dobrzyńskiego tkwią kluczyki. Dobrzyński nie miał zwyczaju ich tak zostawiać, o czym wyraźnie mówią świadkowie. Ciało Dobrzyńskiego jest w kurtce, według oficjalnej wersji świadczy to o tym, że Dobrzyński wychodził z domu i otworzył drzwi zabójcom. A może jednak, jak sugeruje Dłubiszewski, wchodził do środka? Nieopodal jego ciała leży nóż będący jego własnością. Kto go używał i po co?

Drugi szczegół: Dłubiszewski twierdzi, że sprawcy wcale nie przeszukali dokładnie mieszkania, że było ono niestaranne. I znów bingo. Biegły z Laboratorium Kryminalistycznego w swoich wnioskach pisze, że penetracja mieszkania przez sprawców, w zasadzie dotyczy pokoju i przedpokoju na parterze, tak, jakby zabójcy czegoś szukali, a ich działanie nie nosi cechy przestępstwa na tle rabunkowym. Niestety, w późniejszej fazie śledztwa tak jakby zapomniano o wnioskach biegłego.

Trzeci szczegół: Ewelina Dobrzyńska była przed śmiercią brutalnie zgwałcona. Czyli sprawcy mają czas na to, aby zaspokajać swoje chore żądze, a nie mają czasu na gruntowne przeszukanie domu? Już przy zestawieniu tylko tych faktów, powinny zapalić się czerwone lampki alarmowe.

Czwarty szczegół: sprzeczności wynikające z zeznań świadków, zupełnie zignorowane w dalszym etapie śledztwa. Wrócę do tego wątku za moment.

I jeszcze jeden szczegół: położenie domu Dobrzyńskich praktycznie uniemożliwia obserwację osobom obcym, gdyż natychmiast zostaliby oni zauważeni przez lokalną społeczność. A jednak zabójcy posiadają dokładne rozeznanie i wiadomości na temat napadniętej rodziny. Wniosek? Najprawdopodobniej posiadali informacje z wewnątrz. Nikt nie szukał powiązań sprawców z osobami z kręgu Dobrzyńskich. Dłubiszewski je znalazł. Ten wątek był co prawda sprawdzany przez policję, ale niezbyt dokładnie.

– Odnoszę wrażenie, że przyjęto wersję, że zabójstwa dokonała grupa przestępcza „skądś” i do tego założenia dopasowywano ustalenia – mówi Dłubiszewski. Obok migających lampek alarmowych powinna załączyć się wyjąca syrena. Niestety, nikt nie usłyszał jej ryku. Już tylko pobieżna lektura akt zgromadzonych w toku śledztwa przekonuje mnie, że warto uważnie posłuchać tego, co Dłubiszewski ma do powiedzenia.

Zabójstwo w kantorze

Wróćmy do przebiegu sprawy. W trakcie badań balistycznych pocisków znalezionych na miejscu zabójstwa Dobrzyńskich, wychodzi na jaw, że mniej więcej w tym samym czasie z tej samej broni dokonano jeszcze jednego zabójstwa.

To był doskonale zorganizowany napad na małżeństwo prowadzące własny kantor wymiany walut. Mężczyzna został ciężko ranny a jego żona zginęła na miejscu. W tym czasie policjanci ze specjalnej grupy powołanej do rozwikłania tej zbrodni, weryfikują tomy akt zebrane przez funkcjonariuszy z całego kraju, gdzie doszło do napadu z bronią w ręku. Pomimo „przerobienia” olbrzymiej ilości takich spraw, to jedyna udokumentowana w śledztwie zbieżność z innym przestępstwem. A jednak nie dochodzi do ścisłego zespolenia śledztw, sprawy prowadzone są równolegle, choć objęte są koordynacją.

Dłubiszewski w rozmowach z policjantami prowadzącymi oba śledztwa, wyczuł, że współpraca nie układała się najlepiej. Osoby ze specjalnej grupy powołanej do rozwikłania zagadki zabójstwa Dobrzyńskich, doświadczeni policjanci niechętnie chcieli korzystać z pomocy warszawiaków, młodych, dopiero początkujących policjantów. Nie dzielili się wszystkimi informacjami, nie słuchali sugestii młodych funkcjonariuszy.

W sprawie warszawskiej – ze względu na miejsce napadu i specyfikę działania sprawców – nie udało się zabezpieczyć żadnych śladów materialnych oprócz kul, jak już pisałem wcześniej, wystrzelonych z tej samej broni, co przy zabójstwie rodziny Dobrzyńskich. Sprawa Dobrzyńskich rokowała nadzieje na wykrycie ze względu na ślady pochodzące bezpośrednio od sprawców. Dlatego to policjanci zajmujący się zabójstwem Dobrzyńskich czuli się gospodarzami sprawy i prowadzili ją tak, jak uważali za stosowne. Policjanci z Warszawy zwracali uwagę na niedostateczną ich zdaniem, pracę operacyjną dotyczącą rozpoznania typowanych podejrzanych. Nie słuchano ich. Dłubiszewskiego tym bardziej to dziwi, gdyż pewne informacje bardzo wyraźnie wskazywały na możliwy udział w zabójstwie Dobrzyńskich zorganizowanej grupy przestępczej z terenu Warszawy. Warszawscy detektywi sugerowali wnikliwe, operacyjne sprawdzenie tych osób. Niestety, nie doszło do tego. Wrócę jeszcze do tego wątku.

Chłopak i kochanka

To nie jest koniec wątpliwości. Karol zwraca uwagę na jeszcze jedną postać – Piotra Dzyndzelewicza – chłopaka Eweliny.

– Nie był akceptowany przez rodziców Eweliny, był marnym uczniem, nie cieszył się w okolicy dobrą opinią – opowiada Dłubiszewski. Dzyndzelewicz nadal mieszka w miasteczku, gdzie rozegrała się ta krwawa historia. Nie wiadomo, skąd ma pieniądze, bo nie wykonuje dobrze płatnych zajęć, a jego tryb życia wskazuje na co innego. Dłubiszewski, po zebraniu informacji na temat zachowania się Piotra w dniu zabójstwa, doszedł do bardzo interesujących wniosków. I po raz kolejny, po zweryfikowaniu tych wniosków z zawartością akt prokuratorskich, w pełni podzielam opinię mojego rozmówcy.

– Wersja oficjalna jest taka, że Piotr wraz z bratem był na miejscu zdarzenia w dniu zabójstwa i spłoszył sprawców. Piotr sprawdzał, czy nikogo nie ma w domu, zaniepokojony, że Ewelina nie odbierała od niego telefonów. Policjanci prowadzący sprawę przyjęli założenie, że ta wizyta skłoniła sprawców do zaniechania plądrowania, i po odjeździe braci, opuścili natychmiast dom – Karol uważa, że postać Piotra i jego tajemniczej obecności na miejscu zabójstwa, nie została do końca sprawdzona. W rozmowie z policjantami z lokalnego komisariatu dowiedział się, że sugerowali oni prowadzącym sprawę zabójstwa Dobrzyńskich, aby dokładnie sprawdzić i zweryfikować zeznania Piotra, bo w ich ocenie ten człowiek ewidentnie kręcił. Oferowali się z pomocą, ale została ona odrzucona.

Zaintrygowany, czytam bardzo uważnie zeznania Piotra i jego brata na temat wydarzeń z tragicznej nocy. Sprzeczności, wynikające z zestawienia ze sobą samych tylko zeznań braci, aż kłują w oczy. A informacje, jakie uzyskano z przesłuchania Piotra, stają się punktem odniesienia dla prowadzących sprawę, jak wzorzec metra.

– Gdy ja, już po latach rozmawiałem z policjantami prowadzącymi sprawę Dobrzyńskich i zwracałem im uwagę na ten aspekt, pytali mnie, jaki Piotr miałby mieć motyw. W ogóle nie brali jego osoby pod uwagę, jako podejrzanego. A szkoda. – twierdzi Karol.

Cóż wynika z zeznań braci? Bracia pojechali do Dobrzyńskich razem, Piotr był umówiony na konkretną godzinę. W domu paliły się światła w różnych pomieszczeniach, a firanka w pokoju Eweliny było odsunięta tak, jakby ktoś chciał obserwować podwórko. Piotr obszedł dom, pukał do drzwi, nikogo nie zastał. Brat Piotra twierdzi, że ten był bardzo zdenerwowany tym, że nikogo nie ma. Piotr twierdzi, że był po prostu zdziwiony. Nie widzący nic dziwnego w tym, że dom jest nietypowo rozświetlony, Piotr, pełen absolutnego spokoju, dwie godziny później ponownie pojechał na miejsce. Tym razem już sam. Relacjonował później bratu, że było tak, jak poprzednio. Pusto. Nikogo nie zastał. Brat w swoim zeznaniu mówi, że według relacji Piotra, nie wszedł on do środka, bo się bał, gdyż w środku było ciemno. Czyli otworzył drzwi domu? I nie wszedł do środka, bo się bał? Czego? Natomiast sam Piotr zeznaje, że po prostu pukał do drzwi i obszedł dom dookoła. Bracia zgodnie twierdzą, że na posesji nie było samochodu Dobrzyńskiego. To ważne stwierdzenie.

Wiemy, że rano stał zaparkowany z kluczykami w środku. Jeśli bracia przyjechali w momencie, gdy wewnątrz byli sprawcy, to gdzie w tym czasie był samochód Dobrzyńskiego? Jeśli przyjmiemy wersję, że Dzyndzelewicze spłoszyli zabójców, tak, że ci zaniechali szukania kosztowności w rabowanym mieszkaniu, to czy zadaliby sobie trud podstawiania samochodu Dobrzyńskiego na miejsce? Wątpię. Kolejna sprawa, Piotr twierdzi, że obszedł dom naokoło. Podczas oględzin zabezpieczono na tarasie przed wejściem ślady odciśniętego obuwia i na tej podstawie przyjęto założenie, że jeden ze sprawców obserwował, co się dzieje w środku, zanim zapukali do drzwi. W aktach nie ma mowy o tym, aby było wokół domu więcej śladów odciśniętych na śniegu. Skąd te rozbieżności? Kolejna sprawa, Piotr zeznaje, że planowali wraz z Eweliną ślub, ale jej rodzice o tym jeszcze nie wiedzieli. O planowanym ślubie Eweliny i Piotra mówią też osoby z jego kręgu wspólnych znajomych. I tylko jego znajomych. Nieco inaczej wygląda sprawa, gdy spytać się o to przyjaciół zamordowanej Eweliny.

– O tym, że Ewelina ma wyjść za Piotra, opowiadał sam Piotr po śmierci Dobrzyńskich – twierdzi Karol. Swoje informacje opiera na korespondencji z przyjaciółką Eweliny, a ta napisała Karolowi, że Ewelina owszem, była zakochana w Piotrze, ale nie było to szaleństwo. Wspominała też o zupełnie innym „przystojniaczku”, który jej się podobał.

Takich nie do końca sprawdzonych wątków jest jeszcze sporo. Na przykład wątek jedynej, ocalałej z pogromu rodziny osoby, Agnieszki, starszej córki Dobrzyńskich. W dniu, w którym rozegrała się tragedia, Agnieszka przebywała na stancji w Warszawie. O śmierci rodziny dowiedziała się następnego dnia od Piotra Dzyndzelewicza. Ciekawy zbieg okoliczności.

Zadaniem osób, prowadzących sprawy dotyczące zabójstw, jest sprawdzenie wszystkich możliwych wątków. A jedną z wersji powinna być ta o porachunkach wewnątrz rodzinny. Wbrew pozorom to częsty motyw, jakim kierują się sprawcy. Dłubiszewski jest w posiadaniu informacji, z których wynika, że Agnieszka była skonfliktowana z siostrą i rodzicami. Nie brano pod uwagę ani zachowania żyjącej siostry, nie analizowano jej zeznań, wydaje się, że nie podjęto żadnych czynności sprawdzających. Ciekawostką jest fakt, że po kilku latach Dłubiszewski dowiedział się, że Agnieszka zna tożsamość sprawców. Mówiła o tym swoim znajomym. Gdyby wtedy podjęto stosowne czynności, zmierzające do potwierdzenia lub wykluczenia udziału Agnieszki w udzieleniu pomocy sprawcom, to dziś nie byłoby żadnych wątpliwości dotyczących jej osoby.

Kolejna wątpliwość. Dłubiszewski jest w posiadaniu informacji, że siostra jednego z pracowników była kochanką zamordowanego Andrzeja Dobrzyńskiego i że najprawdopodobniej ma z nim dziecko. W dodatku, wiele osób zwracało uwagę na podejrzaną przeszłość tego pracownika. Po pijanemu miał się odgrażać, że pomści zniewagę siostry.

– Możemy iść teraz w trzech kierunkach. Pierwszy, że ten pracownik zamordował szefa z zemsty za to, że siostra miała przez niego kłopoty. W drugiej, że miejsce zamordowanej pani domu zajęłaby siostra. Trzecia, że chodziło o sprawy spadkowe – mówi Dłubiszewski, zastrzegając, że są to tylko spekulacje, które nie zostały dostatecznie zweryfikowane w śledztwie.

Na lokalny komisariat przyszedł anonim, że sprawcą mordu jest właśnie ten człowiek. Zatrzymano go, podczas przeszukania niczego nie znaleziono, mężczyzna został zwolniony, to nie jego odciski palców zabezpieczono na miejscu. Ale nikt nie sprawdzał jego ewentualnych powiązań z lokalnymi bandziorami. Mógł „wystawić” Dobrzyńskich, znał zwyczaje domowników, rozkład pomieszczeń i posiadał wszelkie możliwości, aby tego dokonać.

Gang zabójców

I jeszcze jedna, ważna sprawa, niejako będąca rozszerzeniem wcześniejszego wątku. Powiązań osób z kręgu Dobrzyńskich, z osobami związanymi ze środowiskiem przestępczym.

– Prowadzący sprawę przyjęli, że sprawcy w jakiś sposób wytypowali sobie Dobrzyńskich, przyjechali z zewnątrz i tu ich się nie znajdzie. Miasteczko, opodal którego leży miejscowość, w której mieszkali Dobrzyńscy, leży przy ważnej linii kolejowej, ale nie znajduje się przy ważnej drodze. A miejscowość, w której mieszkały ofiary, leży na uboczu. Łatwo się tam zgubić, nawet, jeśli zna się te okolice. Ktoś, kto przyjechałby z zewnątrz, miałby bardzo duże problemy z obserwacją tego domu. Miejscowość to typowa „ulicówka”, droga a po obu stronach stoją domy. Za nimi ciągną się pola. Obcy natychmiast rzuca się w oczy – Dłubiszewski, opisując topografię terenu, zwraca uwagę na fakt, że bez informacji z „wewnątrz” bardzo trudno byłoby sprawcom obserwować dom niepostrzeżenie. Trudno się z nim nie zgodzić. Tym bardziej, że w dniu zabójstwa świadkowie zwrócili uwagę na grupę młodych mężczyzn idących drogą. Oczywiście, nie można wykluczyć, że taka obserwacja jest niemożliwa. Ale jest bardzo trudna.

Dlatego tak istotne jest w tej sprawie sprawdzenie wszelkich możliwości, zakładających, że sprawcy dysponowali informacjami dotyczącymi stanu majątkowego, zwyczajów rodzinnych, rozkładu domu od kogoś związanego blisko z ofiarami. Uderza fakt, że napad miał miejsce wtedy, gdy nikogo miało nie być w domu. I tu ciekawostka: Dłubiszewski mówi mi, że jedna z sióstr miała jakieś kontakty z grupą przestępczą. Wymienia konkretne ksywy i wzajemne powiązania. Sprawdzam w aktach. Z przesłuchań osób z kręgu zamordowanej Eweliny, wynika jasno, że miały one bliski kontakt z mężczyznami należącymi do bardzo niebezpiecznej grupy przestępczej. Mężczyźni ci, według informacji posiadanych przez stołeczną policję, dokonywali brutalnych napadów z bronią w ręku, zabójstw, byli zamieszani w handel narkotykami i wymuszanie haraczy, i stanowili zgraną, hermetyczną ekipę. Młodzi, odważni, wysportowani. Bywali na tych samych imprezach, na których bawiła się Ewelina ze swoimi przyjaciółmi. Powszechnie było wiadomo, że dziewczyna pochodzi z majętnego domu. Czy nie zwróciliby na nią swojej uwagi?

Uderza fakt, że akurat ten wątek również nie został dostatecznie sprawdzony. Zatrzymano kilku mężczyzn z tej grupy, standardowo porównano ich odciski palców z tymi zabezpieczonymi na miejscu zdarzenia, ale wynik tych sprawdzeń był negatywny. Nie podjęto wobec nich żadnych czynności operacyjnych.

W zestawieniu z opinią wystawioną przez krakowski Ośrodek Psychologiczno-Psychiatryczny na potrzeby prowadzonego śledztwa, to zaniechanie staje się jeszcze mniej zrozumiałe. Biegły pisze, że co prawda zabezpieczony materiał nie pozwala na sporządzenie wiarygodnych charakterystyk dotyczących sprawców, ale według autora opinii, należy odnieść się do innych zabójstw, jakie miały miejsce w latach 1994-1996 na terenie Warszawy, gdzie sprawcy działali podobnie. Wchodzili do domów, po uprzedniej wielodniowej obserwacji, nie naruszając zamków. Często mordowali całe rodziny po wcześniejszym poddaniu torturom, zabijali strzałami w głowę, rabowali przedmioty trudne do identyfikacji, jak pieniądze, złoto i tym podobne. Ta część opinii nie budzi zastrzeżeń.

Zaś policjanci ze „specgrupy” powołanej do zbadania zabójstwa rodziny Dobrzyńskich, bardzo skrupulatnie wzięli się za typowanie i analizowanie podobnych spraw z kraju. Ale dalej biegły zauważa, że dokonująca tych brutalnych zabójstw grupa przestępcza, w jego opinii jest doskonale zorganizowana, działają z zamiarem zabicia, aby uniemożliwić późniejszą identyfikację. Nie jest to ich pierwszy napad. Trenują bądź trenowali sporty walki, mają przestępczą przeszłość, część z nich lub wszyscy wychowali się w domu dziecka. Ma ich cechować skrajny egoizm, poczucie bezkarności, afiszują się z luksusowym poziomem życia i uchodzą wśród znajomych za nielegalnych handlarzy lub przemytników. Gdy czytam tę opinię, to mam wrażenie, że biegły pisząc ją, miał przed oczami członków grupy przestępczej, z którą miała nieszczęście bawić się na wspólnych imprezach tragicznie zmarła Ewelina, i tylko dla kawału nie umieścił tutaj konkretnych nazwisk. Pasuje słowo w słowo, a trudno podejrzewać biegłego o chęć wyrządzenia psikusa.

Trzeba szukać zabójców

Nie chcę oceniać działań prokuratury i specjalnej grupy policyjnej, której celem miało być rozwikłanie niezwykle brutalnego mordu całej rodziny. Nie udała się ta sztuka. Skupiałem się na tym, co w mojej subiektywnej ocenie zrobiono źle. Łatwo feruje się oceny, mając przed oczami całość ustaleń, i z góry wiedząc, jaki skutek przyniosły.

Prowadzący tę sprawę zbierali dane przez wiele lat. Była kilkakrotnie analizowana przez różne jednostki policji, wiele lat po jej umorzeniu. Niewątpliwie wykonano ogrom czynności i ustaleń, który może imponować. Bardzo skrupulatnie zabezpieczono i analizowano ślady znalezione na miejscu zbrodni, wyselekcjonowano spośród nich te, które bez żadnych wątpliwości należały do zabójców. To trudne i niezwykle żmudne zadanie, i nie zawsze udaje się przeprowadzić z zadowalającym skutkiem. W tej sprawie przeprowadzono je wzorcowo. Tak, jak zabezpieczenie śladów na miejscu zdarzenia. Drobiazgowo dokumentowano zeznania świadków. Dzięki temu, dzięki wysiłkowi ludzi pracujących wtedy przy tej smutnej sprawie, droga do ustalenia sprawców jest wciąż otwarta.

Jest mi tylko nieco wstyd, że skromny urzędnik, amator, zestawił znane zawodowcom fakty w sposób, który stawia główne tezy śledztwa pod dużym znakiem zapytania. Czy Dłubiszewski ma rację? Nie wiem, po prostu postawił kilka pytań. Ale są to bardzo ważne pytania. I trzeba szukać na nie odpowiedzi. Być może, nawet po kolejnej weryfikacji tej sprawy, okaże się, że wątpliwości Dłubiszewskiego były bezzasadne, szczegóły na które zwrócił uwagę, tak naprawdę nie mają żadnego znaczenia dla rozwikłania tej sprawy. Ale będziemy mieli pewność, że zrobiono wszystko co można, aby wykryć i ukarać sprawców tej ohydnej zbrodni. I dopiero wtedy, z czystym sumieniem odłożyć akta na półkę.

Piotr Pochuro Matysiak

Dane personalne osób występujących w artykule zostały zmienione.

 

 

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*