Śledztwo pod specjalnym profilem

 Z Janem Gołębiowskim, profilerem kryminalnym,  rozmawia Gabriela Jatkowska

 Czym zajmuje się profiler kryminalny? I czym różni się ta praca od pracy psychologa policyjnego?

Profiler to osoba, która sporządza profile kryminalne sprawców przestępstw. W warunkach polskich termin ten jest dość nieszczęśliwie sformułowany, zapożyczony z języka angielskiego. Nieszczęśliwie, gdyż nie jest do końca rozpoznawalny, można wręcz powiedzieć, że brzmi dziwnie, obco. Miano „profiler” we własnym przypadku zastępuję „psychologiem” – i w zależności od sytuacji precyzuję – „kryminalnym” bądź „sądowym”. Nie ma w zasadzie zawodu profilera w Polsce, nominalnie jest może około 40 osób wykonujących zadania profilera – spośród których 27 to psychologowie policyjni. Nie wszyscy z nich są jednak „prawdziwymi profilerami”. Profilerem jest ktoś, kto naprawdę tym żyje. Jest takim technikiem kryminalistycznym, tylko szukającym śladów behawioralnych, a nie fizycznych.  Praca ta zdecydowanie różni się od pracy psychologa policyjnego, który dodatkowo ma przecież inne zadania, a tworzenie profili to zaledwie jakiś procent jego czynności zawodowych. Najczęściej  profilowaniem zajmuje się policyjny psycholog, i do tego funkcjonariusz. Czasami profilowaniem zajmuje się też pracownik cywilny policji. Profile wykonują także biegli sądowi.

Ile w ciągu roku wykonuje Pan takich profili?

Kilka, czasami kilkanaście.

 Na jakim etapie śledztwa pojawia się Pan?

Wyróżniłbym różne etapy profilowania – pierwsze związane jest z wykonywaniem zadań dla policji. Mogą to być sprawy bieżące najnowsze, związane z wydarzeniami sprzed kilku – kilkunastu godzin, ale także mogą dotyczyć spraw niewykrytych, spraw sprzed lat, którymi zajmują się tzw. „Archiwa X”. Etap pracy na poziomie prokuratury – wciąż jest etapem śledztwa; profiler występuje w roli biegłego i sporządza opinie w sprawach aktualnych, jak i tych sprzed lat. Czasami korzystają z naszych usług sądy, głównie w procesach poszlakowych, w których nie ma twardych dowodów. Kiedy mamy oskarżonego o zabójstwo – profiler sporządza profil nieznanego sprawcy. Typuje, kto mógł zabójstwa dokonać i porównuje swoje typy z portretem oskarżonego. Sporządzanie takiego profilu zaczynam od przeglądania akt, w których oskarżony nie występuje, by nie zasugerować się informacjami o nim, by profil był obiektywny. Dopiero później zapoznaję się z osobą oskarżonego i zaczynam porównywać obie charakterystyki. 

 Czy oprócz siedzenia w papierach, w aktach sprawy, zdarza się Panu również pracować na miejscu zdarzenia, w kilka godzin po zabójstwie na przykład?

Powiem szczerze, że od kiedy nie pracuję w policji, a jestem powoływany jako biegły, to raczej nie zdarzają się takie sytuacje. Zawsze natomiast mam możliwość pojechania na miejsce np. zbrodni, by je dokładnie obejrzeć.

 Czego Pan tam poszukuje?

No, już na pewno nie śladów. Przede wszystkim jadę, by poczuć klimat. W sprawie, którą się obecnie zajmuję, czyli zaginięcia z podejrzeniem zabójstwa z 1990 roku, także pojadę na miejsce, choć wiadomo, że w architekturze przestrzennej zapewne wiele się zmieniło. Sprawdzam odległość zamieszkania innych osób, badam czy miejsce zbrodni było gdzieś na uboczu, czy blisko węzła komunikacyjnego. Zbieram maksymalnie dużo informacji. W aktach informacje są płaskie – są zdjęcia, nie zawsze jest dokumentacja wideo i film z oględzin. Nie wszystko jest szeroko pokazane. Sprawdzam, czy do takiego miejsca trudno się dostać, by móc zastanawiać się, czym sprawca kierował się przy jego wyborze – czy miejsce jest łatwo dostępne, czy ukryte i trzeba mieć jakąś sekretną wiedzę, by się do niego dostać.

Jeśli sprawca zostawił nam ślady niewiele mówiące – musi Pan „wejść” w umysł takiego przestępcy, musi Pan badać jego przeszłość? I jaką informację da się z tej przeszłości uzyskać?

Kryminalistycy zwracają uwagę na ślady kryminalistyczne – odcisk palca, krew – podczas gdy profiler oprócz tych fizycznych dopatruje się innych śladów zachowania. Szuka tzw. śladów behawioralnych. Bywa tak, że brak śladu fizycznego jest śladem behawioralnym. Jeśli śledczy znajdą pół odciska palca, może to świadczyć np. o zacieraniu jego śladu – co daje nam informację o ostrożnym zachowywaniu się sprawcy i jego ogólnej wiedzy kryminalistycznej. Profiler jest w lepszym nieco położeniu niż np. technik kryminalistyki, bo dla niego wszystko jest śladem. Bardzo ważną informacją jest dla nas studium ofiary. Typujemy, jakie potrzeby sprawcy dana ofiara zaspokajała i dlaczego sprawca wybrał właśnie ją. Jaka była motywacja, jaki był przebieg zdarzenia – tu badamy możliwości obrony ofiary i możliwość podjęcia interakcji ze sprawcą.

 Co o zabójcy można wywnioskować na podstawie sposobu zabójstwa, z zadanych ofierze ran, jak np. licznych ran kłutych i ciętych? Czy można stworzyć jedną kategorię – np. osoby zabijające poprzez użycie noża charakteryzują się takimi, a nie innymi cechami?

Algorytmu nie ma. Każde przestępstwo jest bardzo indywidualne. Są pewne rodzaje prawidłowości, które są wskazówkami, ale są też odstępstwa i wyjątki od reguły i o tym zawsze w tym zawodzie musimy pamiętać. Jest tu dużo zmiennych, które wzajemnie na siebie wpływają. Bardzo często takie schematy zamykają nas na cenne informacje. Są dwa rodzaje wnioskowania w profilowaniu i tym się oczywiście posługujemy – mówię o indukcji i dedukcji. Posługiwanie się typologiami, uogólnianie wiedzy ze znanych nam przypadków, generalizowanie na inne, jest przykładem wnioskowania indukcyjnego. Sprawdza się w stawianiu hipotez. W parze z  indukcją musi iść proces dedukcyjny, czyli proces analizy na podstawie konkretnych przesłanek. Posłużę się przykładem – ze statystyk wiemy, że większość przestępstw z użyciem przemocy, przestępstw gwałtownych, dokonują mężczyźni. Czyli napaść, zabójstwo, ale także włamanie – to są przestępstwa gwałtowne. I tę informację możemy potwierdzić lub wykluczyć w przypadku aktualnie badanego przestępstwa.

Podobno kobiety zabijają inaczej – zostawiają ślady, jak np. poduszka pod głową ofiary, czy to prawda? I czy są jakieś „kobiece przestępstwa”? 

Kobiety w ogóle, albo bardzo rzadko, popełniają przestępstwa na tle seksualnym. Natomiast jeśli kobieta już przestępstwa się podejmuje, to potrafi być ono gwałtowne, nawet bardzo. Bardzo agresywne. Agresja rzadziej się zdarza u kobiet, ale jeśli już wystąpi – to w zdecydowanie większym natężeniu. U kobiet rzadziej występują też przestępstwa kalkulowane, zaplanowane. Kobiety raczej nie dokonują rozbojów na mężczyznach, czy nie planują napadów na banki. Najczęściej biorą udział w przestępstwach grupowych – indywidualnie – sporadycznie. Kobieta, rzecz jasna może być głową grupy przestępczej, może kreować akcję. Zdarza się, że bywa też przynętą. Występowanie kobiety w grupie przestępczej, złożonej z kilku mężczyzn, jest zawsze katalizatorem – przestępstwa są wówczas szczególnie gwałtowne i agresywne. Mężczyźni starają się pokazać od jak „najlepszej” strony, pokazują swoją męskość. Niejednokrotnie to kobiety namawiają ich do czynów karalnych.

Czy to prawda, czy bardziej mit, że zabójcy zwłaszcza seryjni zostawiają sobie jakąś pamiątkę po ofierze,  taki swoisty amulet?

Często zdarza się, że tak. A czy można stworzyć zatem jakiś zespół cech seryjnego zabójcy? Na przykład podobny poziom edukacji, pedantyczność albo wręcz przeciwnie – bałaganiarstwo? Jakieś maniakalne obsesje?

Na pewno można ich podzielić ze względu na motywację – innego rodzaju osobnik będzie dokonywał przestępstw na tle seksualnym, a inny kierując się motywacją ekonomiczną. Można „seryjnych” podzielić na tych, którzy działają w sposób zorganizowany, a część z nich zdezorganizowany. Jedna grupa zachowuje się w sposób znacząco różny od drugiej. W grupie zorganizowanej poziom inteligencji wzrasta, w niezorganizowanej – raczej się obniża. Nie można jednak tego uprościć do stwierdzenia, że w grupie działającej pod wpływem impulsów są same nieinteligentne osoby – duża część inteligentnych osób nie jest w stanie po prostu kontrolować swoich impulsów. Jak na przykład Mariusz T.

Wyjdzie i znów będzie zabijał ?

W stu procentach nie da się tego przewidzieć. Mariusz T. ma oczywiście podwyższony czynnik ryzyka, bo już przecież zabijał. Co ciekawe, T. nie możemy nazwać seryjnym zabójcą – dokonał bowiem co prawda czterech zabójstw, ale w dwóch czynach. Czyli nie spełnia „wymogów seryjności” według definicji FBI, czyli trzech zabójstw w trzech osobnych aktach zbrodni.

A ilu jest u nas seryjnych zabójców?

Myślę, że jest ich więcej, aniżeli oficjalnie wiadomo. Nie ma w Polsce tradycji łączenia spraw, do tego mamy słabe możliwości techniczne. Brak jest centralnej bazy danych o zabójstwach, która łączyłaby podobne przypadki. Taką wzorcową bazą może być dla nas baza FBI –  z dokładanym opisem zdarzenia, miejsca, śladów, obrażeń, okoliczności – dzięki takiemu detalicznemu opisowi można przeszukiwać bazę w poszukiwaniu podobnych przypadków.

Załóżmy, że na miejscu znajdujemy kobietę, ofiarę gwałtu i zabójstwa, na pośladku której widać wyraźny ślad ugryzienia. Filtrem dla tego przeszukania bazy będzie ugryzienie okolicy intymnej właśnie. Wyskoczą nam rekordy z samymi pogryzieniami wszystkich możliwych okolic intymnych, które następnie możemy zawęzić do samych pośladków.  Nie wiem dlaczego obecnie nie ma u nas praktyki sporządzania dokładnych opisów, bądź co bądź w Polsce lat siedemdziesiątych o seryjnych zabójcach pisało się bardzo dużo. Sprawy były sprawdzane, porównywane – a w końcu łączone osobą jednego zabójcy.

Czy profiler szuka tylko potencjalnych przestępców, zabójców, oszustów – czy na przykład także ofiar? Mam na myśli sytuację zabójstwa, w której ciał nie odnaleziono?

Sprawa, nad którą teraz pracuję, to właśnie zaginięcie z podejrzeniem  zabójstwa. Jest podejrzany, ale osoba czy raczej ciało osoby, którą zabił, nie zostało do dziś odnalezione. Wykonuje się wówczas analizę psychologiczną zdarzenia, dokonuje się tzw. wieloznacznych przypadków śmierci – nie wiadomo, czy doszło do wypadku, samobójstwa, zabójstwa. Profil jest wówczas pomocniczą opinią – należy zrobić analizę, czy w ogóle nasz podejrzany pasuje do sytuacji. Czy ryzyko wiktymologiczne ofiary pasuje do tego człowieka. Można spróbować określić miejsce, gdzie mógł schować ciało. Analizuje się jego linię życiową, jego wiedzę, miejsca, po których się poruszał, a spośród tych  – w których czuje się bezpiecznie. 

Jest jakaś sprawa, która szczególnie zapadła Panu w pamięć?

Na pewno najbardziej zapadają w pamięć sprawy, które pozostają nierozwiązane. Bardzo dobrze pamiętam jedną z moich pierwszych. Znaleziono dziewczynę w łóżku z twarzą zaklejoną taśmą samoprzylepną – całą twarz, włącznie z ustami, oczami, nosem. Nie miała żadnych obrażeń, przyczyną zgonu było uduszenie. Została znaleziona przez przyrodniego brata we własnym łóżku. Wytypowano dwóch oskarżonych  –  z braku dowodów zostali uniewinnieni. Co do winy jednego z nich byłem pewien, prokuratura celowała w drugiego oskarżonego. Jednym z nich był brat przyrodni, a drugi – wspólny przyjaciel obojga. Motyw tej zbrodni był dość zagadkowy – bardzo wyraźny był element seksualno – emocjonalny. Do dziś nie wiem, jaka była prawda, ale przypadek był niezwykle wyróżniający się na tle innych. W pierwszej wersji rozważaliśmy też samobójstwo, dziewczyna miała bowiem syndrom suicydalny (samobójczy).

 Czy aż w tak okrutny sposób można zadać sobie śmierć?

W każdy sposób można. Samobójstwo samo w sobie jest okrutne i irracjonalne. Tu już możemy dywagować, jaki sposób jest bardziej bolesny – uduszenie, postrzelenie się, powieszenie, skok z dachu…

Co tak naprawdę może ustalić profiler – wiek przestępcy, jego płeć, wykształcenie? Raczej pewnie rzadziej wygląd np.?

Wiek jest najtrudniejszym elementem do ustalenia, gdyż wiek biologiczny nie pokrywa się z wiekiem psychologicznym.  Płeć jest dość oczywista.  Ustalamy przede wszystkim relację ofiary ze sprawcą – czy się znali czy nie – a jeśli tak – jakiego rodzaju relacje ich łączyły.

A można uogólnić, że na przykład ofiara zazwyczaj zna swego oprawcę?

Najczęściej bywa, że tak. Następnie ustala się relację ofiary z miejscem, w którym na przykład znaleziono zwłoki.  Kolejna rzecz – określamy motywację sprawcy. Cechy sprawcy, które da się wyciągnąć z danej kategorii przestępstwa. Szukamy także doświadczeń życiowych, zasobu wiedzy, rodzaj funkcjonowania społecznego, zawodu.

Jakie ślady mówią nam np. o wykształceniu sprawcy?

Nie ma takiego schematu, jak np. ułożona w prawą stronę łyżeczka przy filiżance wskazuje na prawnika. Taka łyżeczka nie żyje bez kontekstu. Na przykład – przykrywanie ofierze twarzy poduszką, często świadczy o mechanizmie psychologicznym zaprzeczającym temu, co się stało, jest wyrazem odcięcia się. Związane jest to ze stosunkiem emocjonalnym do ofiary, który zakłada, że sprawca odczuwał emocje wobec niej. Natomiast musimy znać kontekst, bo przecież poduszka mogła równie dobrze służyć uciszaniu ofiary. Ale wtedy bierzemy pod uwagę, czy wokół mogli być jacyś słuchacze – czy np. zabójstwa dokonano w oddalonej chatce leśnej.  Kontekstem są także obrażenia – jeśli ofiara ma wybroczyny podrogówkowe, wskazują nam na poduszkę jako narzędzie do duszenia ofiary. Zatem bada się wiele wzajemnych elementów – na podstawie jednej przesłanki nie można wysnuć stuprocentowej oceny.

Jak ważne są zeznania świadków, którzy mogli widzieć sprawcę?

Zeznania świadków naocznych są najmniej wiarygodnymi informacjami. Są one bardzo subiektywne, dużą też rolę w relacjonowaniu zdarzenia odgrywa stres.

Jaki jest procent trafności sporządzonego profilu?

Myślę, że możemy mówić co najmniej o jakichś 60 procentach trafności. Nieraz zdarza się profil i stuprocentowy. Wytypowałem kiedyś miejsce zamieszkania sprawcy serii napadów na bank w promieniu do 20 kilometrów. To była sprawa modelowa, wszystko się sprawdziło, a sprawca faktycznie mieszkał w miejscu przeze mnie wytypowanym.

A zdarza się Panu przeżywać niemiłe zderzenie z rzeczywistością, gdzie na przykład wytypowany przez Pana sprawca daleko odbiega od pańskiego wyobrażenia?

Pomagałem przy sprawie dotyczącej wymuszenia rozbójniczego. Listy z pogróżkami sugerowały, że za próbą wymuszenia okupu stoi duże ugrupowanie żądające 250 tysięcy euro. Stworzyłem profil podejrzanego, uznałem – na podstawie analizy listów, że choć szantażysta stosuje liczbę mnogą, mamy do czynienia z jedną osobą. Ustaliłem także, że mimo żądania okupu, motywacją tego człowieka nie są pieniądze, mamy tu podłoże psychologiczno – emocjonalne. To znacznie pomogło w prowadzeniu negocjacji. Po wszystkim miałem okazję spotkać się z tym człowiekiem i zdałem sobie sprawę z tego, że nie doszacowałem jego wieku. Oceniłem go na 20 lat mniej! Facet miał ponad 50 lat i ogromną fantazję. Na dzień dobry spytał mnie, czy czytałem „Profil mordercy” Paula Brittona, co świadczyło o jego zainteresowaniu taką tematyką. Następnie usiedliśmy wspólnie nad sporządzonym przeze mnie profilem i analizowaliśmy go punkt po punkcie. Mężczyzna tak naprawdę chciał się poczuć doceniony i dowartościowany.

Co jakiś czas powraca sprawa Iwony Wieczorek – czy w tej konkretnej sprawie popełniono błąd, błędy?

Jeśli rzeczywiście policja nie przeszukała terenu od razu, a wygląda na to, że tak właśnie było – to rzeczywiście zawiodło zarządzanie całościowym działaniem policyjnym. Wydawałoby się, że ogląd terenu w tego typu sprawie, to na logikę taki odruch Pawłowa –  podstawowy element śledztwa.  Skwituję  to starym powiedzeniem „Gdzie kończy się logika, tam zaczyna się policja”. U nas króluje kultura niedbalstwa – prawie wszystko, co się w Polsce robi, wykonuje się niedbale, w sposób niezaplanowany, po fakcie – albo na ostatnią chwilę. Policja jako część społeczeństwa i jest zarządzana jak każda struktura państwowa w tym kraju – niedbale. Wracając do Iwony –  moja opinia jest taka, że niestety Iwona Wieczorek nie żyje i śmierć ta nastąpiła zaraz po jej zaginięciu. Uważam, że ukrycie jej ciała było celowe. Być może sprawca miał bardzo dużo szczęścia, a poszukujący Iwony pecha. Natomiast pewną prawidłowością jest, że sprawca zabójstwa, znajdujący się blisko ofiary, ciało zawsze bardzo dobrze ukrywa, gdyż boi się, że jego znalezienie szybko doprowadzi policję do niego. Zatem nie jest wykluczone, że zabójca związany jest z tamtym miejscem (zaginięcia Iwony Wieczorek- red) albo i z nią samą. 

Co musi zrobić młody człowiek, żeby zostać profilerem?

Studia psychologiczne jak najbardziej się przydają, profil to w końcu analiza osoby i jej zachowań. Natomiast typowa psychologia to za mało. Dobrze jest mieć wiedzę z zakresu kryminalistyki, medycyny sądowej, seksuologii. Nie ma wydeptanej ścieżki kariery, dlatego też trzeba wykazywać się ogromnym zaangażowaniem i przygotować się na duży wysiłek pracy indywidualnej. Warto spróbować dostać się do policji.

 

Jan Gołębiowski – psycholog kryminalny, biegły sądowy, wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, jeden z czołowych polskich specjalistów w zakresie profilowania nieznanych sprawców przestępstw, autor licznych publikacji na ten temat.

Wiedzę w zakresie profilowania nieznanych sprawców przestępstw zdobywał na kursach w Stanach Zjednoczonych pod kierunkiem Brenta Turveya. W latach 2005 – 2008 pracował jako psycholog policyjny w Komendzie Stołecznej, jest wpisany na listę biegłych w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Od momentu opuszczenia policji, profiluje głównie na potrzeby sądów i prokuratur, a także pracuje jako konsultant. Od 2010 prowadzi własną działalność szkoleniową w ramach Centrum Psychologii Kryminalnej, którego jest właścicielem.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*