Moje programy nie kończą się happy endem

Z Michałem Fajbusiewiczem, autorem telewizyjnego magazynu kryminalnego „997”, rozmawia Błażej Torański.

Kultowy magazyn kryminalny „997” wraca na wizję. Nie obawia się Pan, że znowu zaczną Pana na ulicy wyzywać od policyjnych psów i przebijać opony w aucie?

To już nie są te czasy. Prehistoria. Od dawna mi się to już nie zdarzało. Nie spotykam się z brakiem życzliwości.

 A nie będzie Panu brakować widowni? W Telewizji Polskiej jeden z odcinków „997” obejrzało 18 milionów widzów, tymczasem średnia widownia Polsat Play sięga 32 tysięcy osób.

Program Bogusława Wołoszańskiego „Skarby III Rzeszy” ogląda w Polsat Play 200 tysięcy. Przed emisją nie ma sensu o tym rozmawiać, bo wiadomo, że stacje takie, jak Polsat czy TVN, programy o dużej oglądalności przesuwają do głównych kanałów. Nie wiadomo, jak po dwóch latach nieobecności program „997” będzie postrzegany.

 Jaka była rzeczywista przyczyna zdjęcia go z anteny TVP w grudniu 2010 roku, po 24 latach emisji?

Oficjalnie podano, że słaba oglądalność. Rzeczywiście nie miałem wtedy zbyt dużej widowni, ale można dyskutować o przyczynach, skoro przegoniono mnie w ramówce na godzinę 22.45. Programy o tej porze mają niską widownię w każdym kanale.

Nie sądzi Pan, że mamy renesans zainteresowania się magazynami kryminalnymi przez widzów i czytelników? „997” wraca na wizję, serial W 11 – Wydział Śledczy (TVN) gromadzi przed telewizorami średnio 3-4 miliony widzów.

Programy telewizyjne typu crime story, czy rozmaite paradokumenty kryminalne widzowie traktują jak rozrywkę, tanią sensację. Lubią je i trudno im się dziwić, skoro historie dobrze się kończą. Mój program nigdy nie kończył się happy endem. 6-7 lat temu telewizyjna Dwójka zamówiła badania porównujące „997” z W- 11 i okazało się, że program TVN zaliczony został do kategorii programów rozrywkowych. Wiem, że taki jest rynek i dobrze się to sprzedaje, ale równocześnie lekko mnie to przeraża, bo kiedy trzeba iść do sądu w roli świadka, to ci sami ludzie wykręcają się, jak mogą. Nie oczekuję, że po kolejnych emisjach „997” wyciągną pozytywne wnioski. Ludzie zachowują się nieracjonalnie, a przez to generują przestępczość.

Co z perspektywy czasu uznaje Pan za największe osiągnięcie magazynu „997”? Wykrywalność przestępstw? Zdarzało się, że ich sprawcy wpadali w ręce policji zanim zakończył się program.

Przekornie powiedziałbym, że prewencja. Ale przed laty nie było tak efektownych zbrodni, jak teraz. Rzadko ktoś kogoś zastrzelił. W latach 80. pistolet wykorzystywaliśmy na planie najwyżej raz w roku. Na dwudziestolecie programu Telewizja Polska zleciła analizę. Okazało się, że do połowy przestępstw opisanych w „997” by nie doszło, gdyby ludzie zachowywali się nie tyle racjonalnie, co normalnie. Często, niestety, ulegają emocjom i wpadają w sidła. Na własne życzenie stają się bohaterami tragedii.

 

Michał Fajbusiewicz, z wykształcenia politolog i pedagog. Przez 24 lata realizował i prowadził w Telewizji Polskiej magazyn kryminalny „997″. Od 2011 roku realizował dla portalu Onet.pl program „Fajbusiewicz na tropie”. Jesienią tego roku, po ponad dwóch latach przerwy, jego magazyn kryminalny „997” wraca na wizję, ale tym razem na kanale Polsat Play.

Fajbusiewicz jest autorem książki „100 nie wykrytych zbrodni”. Pasjonują go podróże, fotografia, ma kolekcję starych maszyn do pisania, liczącą ponad 600 eksponatów.

 

Fot. z archiwum Michała Fajbusiewicza

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*